środa, 2 kwietnia 2014

Chapter - Eighteen



   Ciocia Mel siedziała na moim łóżku, które było starannie posłane. Uśmiechała się do mnie promiennie kiedy składałam moje wyprane spodnie. Czułam na sobie jej ciemnoniebieskie spojrzenie, które na swój sposób było troskliwe a z drugiej strony przerażające.
   - Wiesz, kochanie – zaczęła niepewnym głosem. – Tak się zastanawiałam, czy nie chciałabyś… um... może udać się na studia, co?
   Uniosłam zdziwiony wzrok na ciotkę.
   - Co? – zapytałam.
   - Jest dopiero początek lipca, myszko – kontynuowała, tym razem nieco pewniejszym tonem. – Możemy złożyć papiery na dniach. Z twoimi wynikami powinni Cię przyjąć bez problemu. Nasz pobliski college ma całkiem ciekawe kierunki. Mogłabyś sobie obrać jakąkolwiek perspektywę, kotku.
   Skinęłam głową, wiedząc o co chodzi mojej ciotce. Chciała, aby znalazła sobie zajęcie, pracochłonne zajęcia, dzięki któremu nie będę rozmyślała. O Cardiff. O rodzicach. O mojej miłości, o której Ciocia Mel wiedział tylko tyle, że bardzo emocjonalnie ją przeżyłam.
   - Przemyślę to – powiedziałam po chwili, wysilając się na słaby uśmiech. Bardzo doceniałam starania ciotki. Wiedziałam, iż robiła wszystko co w swojej mocy, abym wiodła dalej normalne życie.
   - Cieszę się, kotku. – Jej oczy zalśniły. – Pamiętam jak byłaś mała i mówiłaś, że chcesz być taka jak twoja mama.
   - Naprawdę? Nie pamiętam tego. – Z pewnością nie chciałabym wychowywać zasranych gnojków niszczących życie innym.
   - Podkradałaś jej szpilki i okulary, brałaś jakąś teczkę pod pachę i udawałaś, że jesteś adwokatem. – Ciotka Mel zaśmiała się smutno. – Zawsze powtarzałaś, ze nie możesz się spóźnić na proces a twoja mama nie potrafiła przestać się śmiać.
   To pamiętałam.
   - Prawnik London – powiedziałam, przypominając sobie te słowa z dzieciństwa. – Wtedy wszystko wydawało się być prostsze.
   - Z reguły dzieciństwo jest proste, kotku. – Ciotka wstała z mojego łóżka i podeszła do mnie. Ucałowała mnie we spięte włosy i uśmiechnęła się promiennie. – Idę wykombinować coś na obiad. Specjalne zamówienie?
   - Mam ochotę na frytki.
   - Frytki raz. – Mrugnęła do mnie, kierując się do drzwi. – Zrobię jakąś sałatkę do tego, zgoda?
   - Jasne!
   Ciocia Mel zamknęła za sobą drzwi wiedząc jak bardzo cenię sobie prywatność. Zostawiła mnie sama dlatego wróciłam z powrotem do składania moich spodni. Jasne jeansy złożyłam na pół po czym przepołowiłam je jeszcze dwa razy, w efekcie czego otrzymałam schludną kostkę. Westchnęłam lekko po czym przejechałam dłońmi moją twarz.
   Co się działo z moim życiem? Miałam zacząć od nowa, tu na Florydzie a na razie byłam w punkcie wyjścia. Zamieszkiwałam u Cioci już trzy tygodnie a oprócz starszej sąsiadki mieszkającej dom obok, nie znałam tutaj nikogo. W moich oczekiwaniach, miałam w tym czasie setkę znajomych, którzy pomogli zapomnieć mi o mojej stracie. Stracie wszystkiego.
   Z moich zamyśleń o fatalnym bycie, wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Spojrzałam na komórkę. Uniosłam znacząco brwi kiedy wyświetlił mi się zastrzeżony numer. Chwyciłam urządzenie w dłonie i przez chwilę rozmyślałam nad odebraniem tego. A jeśli to coś ważnego? Zwilżyłam usta po czym przejechałam palcem po ekranie przykładając komórkę do ucha.
   - Halo?
  -  London?
   - Sebastina? – Conez? Cholera, co?
   - Miło Cię słyszeć – mruknął cicho. – Słuchaj, skarbeńku, mam bardzo mało czasu.
   - Co? Jak to? – wydukałam.
   - Gliny dały mi tylko minutę na połączenie.
   - Gliny? – powtórzyłam. – Jesteś w areszcie?
   - No, kiedyś musiałem tu trafić, słońce – zaśmiał się ponuro. – Dzwonię tylko, żeby Ci powiedzieć, że Pezz też siedzi. Sam ją osobiście wkopałem. Przyznała się do zabójstwa twoich rodziców i oczekuje teraz procesu. Wszystko wskazuje na to, że posiedzi sobie za kratkami do setki.
   - Co? – wydukałam.
   - Nie dziękuj, mała – mruknął. – Jak Floryda?
   - Dobrze, ale jak ty się tam znalazłeś, Conez? – Z nie wiadomych mi powodów, poczułam jak łzy zaczęły napływać mi do oczu.
   - Wydając Perrie, wydałem siebie. Taki byt dilera i bradfordzkiego gangstera. Wyjdę tak za piętnaście lat.
   - Co?!
   - Coś niewiarygodna dzisiaj jesteś, London – powiedział rozbawionym tonem, po czym westchnął ciężko. – Na pewno wszystko w porządku?
   - Tak.
   - To dobrze.
   - Conez, ja…
   - Nic nie mów, London – przerwał mi. – Należało Ci się, mała. I Perrie i ja.
   - Ale ty… nie zasłużyłeś…
   - Zasłużyłem, kochanie. – Z pewnością wzruszył ramionami. – Słońce, muszę już kończyć. Szarpią mnie za ramię. No zaraz skończę, kurwa! - Ostatnie zdanie z pewnością nie były kierowane do mnie.
   - Conez, gdzie on jest?
   Kiedy tylko pytanie wybiegło z moich ust, przytknęłam do nich moich dłoń. Czy ja naprawdę zadałam to pytanie? Przecież miałam o nim zapomnieć! Wymazać z pamięci i żyć dalej!
   - Daleko od ciebie, kochanie – powiedział Conez. – Jest bezpieczny.
   - Ale gdzie?
   - Z daleka od ciebie, kochanie. Z daleka od uczucia.
   - Ale jak t…
   Połączenie zostało zerwane. Wydukałam kilkakrotnie głupie „halo” do telefonu, po czym stwierdziłam, że nikt mi już nie odpowie, rzuciłam komórką o ścianę. Energicznie wstałam z podłogi i skierowałam się do wyjścia z pokoju. Minęłam Ciocię Mel kręcącą się w kuchni. Włożyłam pośpiesznie trampki i zanim Ciocia zdążyła się zapytać, gdzie idę, zdążyłam trzasnąć drzwiami i pobiegnąć przed siebie, pozwalając, aby ciepła Floryda przyjęła moje słone łzy.

________

      Mimo, iż dochodziła dziewiąta wieczorem, pot spływał po mojej skórze. Wysoka temperatura była wciąż nie do wytrzymania, ten kraj powinien mieć jakieś oznakowanie. Parno, duszno, w zwiewnych bluzeczkach kończących się przed pępkiem było za ciepło. We własnej skórze odczuwałam te gorąco wiszące natarczywie w powietrzu. Kontrast mieszkaniem całe swoje życie w deszczowym i zamglonym Cardiff a zamieszkiwaniem Florydy zaczął coraz bardziej być widoczny.
   Schludna ławka grzała mnie przez spodenki niemiłosiernie. Na dworze było ciemno już od jakieś godziny a drewno  było tak nagrzane, że nie potrafiłam na nim wysiedzieć. Czułam jak moje nagie nogi spalają się żywcem. Nie mówiąc o moich łzach, które dosłownie parowały znad moich policzków.
   Po co ja płakałam? Po jaką cholerę? Przecież nikt nie widział moich łez! Nikt nie był zdolny podejść i zapytać się czemu płaczę. Przecież ja nie płaczę do cholery! Ja nie mogę już płakać! Za dużo wypłakałam się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy! Płacz jest słaby, ja jestem słaba, moje łzy są słabe. Nawet nie są słone, są żałosne.
   Ja byłam żałosna. Moje życie było żałosne. Moje łzy były żałosne. Moje uczucia były żałosne. Byłam jedną wielką definicją słowa „ŻAŁOŚĆ”.
   - Hej, sory, że przeszkadzam, ale widziałaś może tutaj niebieskiego smartphona?
   Uniosłam głowę, wysuwają ją z moich dłoni i spojrzałam w górę przed siebie. Zamrugałam kilkakrotnie moimi zwilgotniałymi oczami i ujrzałam wysokiego chłopaka. Miał ciemne, brązowe, poburzone włosy, delikatny uśmiech wykrzywiony z pełnych, lekko różowych warg oraz duże, niebiesko-szare oczy obramowane długimi, ciemnymi rzęsami.
   - Hej – wydukałam, chrząkając. – Nie, niestety.
   - Pożyczyłem telefon od młodszej siostry i zgubiłem go na imprezie – wyjaśnił, śmiejąc się smutno. Potarł swój kark dużą dłonią. – Jeśli go nie znajdę, zabije mnie.
   - Naprawdę przykro mi, ale nie widziałam go – powiedziałam. – Gdzie go ostatnio miałeś?
   - Jak pisałem z niego sms`a do mojej byłej. Robiłem sobie z niej jaja z kumplami. – Jego głos zdradził jego zażenowanie. – No cóż… Byliśmy nieźle wstawieni.
   - Możliwe, że twoja była go znalazła i rozwaliła. – Boże, jaka ja jestem głupia!
   - Jest trochę sukowata, więc to całkiem możliwe, wiesz? – Uśmiechnął się szerzej ukazując swoje piękne i jakże urocze zgłębienia w policzkach. – Jestem Nate.
   Wyciągnął przede mnie swoją dłoń. Spojrzałam na niego niepewnie po czym spuściłam wzrok na jego rękę. Uśmiechnęłam się delikatnie i odwzajemniłam gest. Miał bardzo ciepłą skórę, tak samie prawo jak ja.
   - London – przedstawiłam się.
   - London? Naprawdę? – zapytał. – Jak stolica?
   - Ta. – Skinęłam głową. – Miałam mieć na imię Paris, ale mama z babcią uparły się na London i tata zbytnio nie miał nic do gadania – zaśmiałam się lekko.
   - Stolica Anglii ładniejsza. Osobiście wolę Londyn od Paryża, więc masz u mnie plus.
   - Dzięki. Nie byłam nigdy w Paryżu, ale podobno jest piękny.
   - Mój ojciec tam mieszka ze swoją nową dupę – wyjaśnił chłopak. Spojrzał w swoją prawą stronę, jakby się czegoś wahał. Uśmiechnął się delikatnie po czym usiadł obok mnie. Jego krótkie, ciemne spodenki podwinęły się lekko.
   - Razem z Mandy jeżdżę tam na wakacje i przeżywam istny horror.
   - Mandy? – zainteresowałam się. Fakt, iż pewnie wyglądałam okropnie od natarczywej ilość płaczu, nie interesował mnie zbytnio.
   - Moja młodsza siostra – wyjaśnił. – Przyszła morderczyni jeśli nie oddam jej telefonu.
   - Przyjdę na twój pogrzeb, bo mam wrażenie, że ktoś wziął sobie ten telefon.
   - Postaw mi lizaki na grobie, okej? – zaśmiał się.
   - Lizaki? – powtórzyłam, mrugając niedowierzająco.
   - Tak – potwierdził. – Najlepiej o smaku coli.
   - Masz to jak w banku.
   - Sory za moją ciekawość, ale nie jesteś chyba stąd, prawda? Masz inny akcent.
   - Nie szkodzi. - Machnęłam demonstracyjnie dłonią, pragnąć wyglądać na wyluzowaną dziewczynę. Chwilowo zapomniałam o wszelkich smutkach. - Tak, jestem Brytyjką i przyjechałam tutaj niespełna miesiąc temu – powiedziałam, spoglądając na bruneta. Patrzył na mnie prosto z ogromnym, pięknym uśmiechem. Jeszcze nigdy nie widziałam tak ładnego uśmiechu, oczywiście nie licząc pewnej osoby.
   - Tak myślałem! – uniósł się uradowany. – Nie obraź się, ale strasznie mamroczesz.
   - Naprawdę? – Parsknęłam gardłowym śmiechem, w efekcie czego zakryłam usta dłonią. – O Boże! Jeszcze nikt mi czegoś takiego nie powiedział!
   - Jestem pierwszy, tak?
   - Definitywnie tak – zaśmiałam się na co Nate zawtórował.
   - Będę też pierwszym, jeśli zaproszę Cię na drinka czy coś, zaraz po tym jak obraziłem twój akcent?
   - To zaproszenie, tak?
   - Jedno z najgorszych, ale tak. – Skinął głowę i zaczerwienił się. – To jak? Dasz się gdzieś wyciągnąć teraz?
   Czy Zayn kiedykolwiek Cię gdzieś zaprosił? Czy śmiał się z twoich mało mądrych wypowiedzi? Czy spoglądał na ciebie tak jak ten chłopak? Czy okazywał Ci takie zainteresowanie? Czy sprawiał, że czułaś się dobrze, bez żadnych zobowiązań czy zagrożenia?
   SPRAWIAŁ.
   Ale już nigdy więcej nie sprawi.
   - Jasne, z chęcią – odparłam, uśmiechając się szeroko. – Przy okazji, poszukamy tego telefonu.
   Chciałeś, żebym ruszyła na przód, Zayn. A więc, proszę bardzo, spełniam swoją obietnicę. Mam nadzieję, że kiedyś to docenisz i będziesz żałować. Żałować mnie.

___________________

Jaka ja systematyczna, nie? Dodałam rozdział w przeciągu równego tygodnia. Wow, bijcie mi brawo. A tak wgl, to: NIESPODZIANKA! Kolejny rozdział przed epilogiem!  Yeey, nie?!
Ten rozdział... cóż, moim zdaniem ssie. Ostatni mi się podobał za to ten wcale. Tak to już jest ze mną.
Jeszcze nie wiem kiedy opublikuję epilog (chlip, chlip), ale z pewnością w ciągu dwóch najbliższych miesięcy. Jak myślicie, jak się skończy LOH? Lon będzie z Zaynem? A może się już nigdy nie spotkają? A i co macie mi do powiedzenia na temat Nate`a? Jest już w bohaterach, więc zapraszam do oglądania go. Szczerze, wymyśliłam chłopaka dwadzieścia minut temu xD
A no i jeszcze wchodźcie na CW! Mam wrażenie, że te opowiadanie wam się nie podoba ;c
Widzimy się w epilogu,
dobrej nocy.

17 komentarzy:

  1. :)) :)) :)) I jak tu się nie uśmiechać głupio do swojego telefonu... :)) :)) Nie zgadzam się z tobą. Rozdział noczego sobie . Wiadomo, że Lon trudno zapomnieć o Zaynie, ale to on ją zostawił powinna sobie ułożyć życie. Mam dylemat...
    1 dylemat. - Myślę, że Lon już nie powinna być z Zayem bo on ją zostawił. Powinna sobie ułożyć życie z nowym kolegą ;) Kiedy się jednak Lon na jej bieszczeście spotka z Zaynem to powinna mu powiedzieć zwyczajne ,,hej,, i nie angażować się w poprawe relacji.... Będzie niestety cierpieć i myśleć czy dobrze postąpiła spławiając chłopaka.

    Z drugiej strony...
    2 dylemat. - Powinna wybaczyć Zaynowi i żyć z nim do końca życia ale to by przypominało jej o stracie rodziców.

    Nie wiem którą wersję wybrać :// oba mają minusy. Ale mam nadziję, że ty już wybrałaś odpowiednią wersję i będe jej wierna :)

    //Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba pierwsza!
    Nwm jak skończy się LOH ale mam przeczucie, że nie będzie happy endu... ;(
    Nie kłam! Ten rozdział jest the best, a nie...! xD Ale serio, świetny.
    Smutno mi, bo JT się skończyło, trochę dawno już w sumie, ale dalej smutno ;( a jeszcze za chwilę skończy się LOH ;( Na szczęście zostanie mi chociaż CW !
    Sorki, nwm co mam tutaj pisać. Poprostu ogółem i szczegółem rozdział świetny :)
    Wenyyyy ;D
    Ps. Idę zobaczyć Nate'a w bohaterach xD

    loving-enemy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. znów szczerze sie jak glupi do sera.
    cudny. Nate wydaje sie spoko gosciem. szkoda ze juz nuedlugo epilog (chlip ,chlip )

    OdpowiedzUsuń
  4. To cudowne- uwielbiam dzwoniącego Coneza i Nate!
    Zrób mi przysługę, daj sb spokój z epilogiem i tego nie kończ <3
    Ściskam i czekam na powrót Zayn'a!
    Kiyoko

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak ona nie będzie z Malikiem to cie kurwa zabije :))))))))))))))
    Haha OK nie będę przeklinać! Ani nastraszać.
    Po prostu para idealna dla mnie to Lon i Zayn...
    Ten rozdział był taki... na luzie, ale też poważny. W ogóle taki cudowny. Nie przebił wcześniejszego, ale cóż...
    Nie będę ci się przyczepiać do szczegółów jak, np: ile lat musi siedzieć w więzieniu i ile ma czasu na dzwonienie, bo przecież to takie mało istotne szczególiki. Treść piszesz jednym z moich ulubionych stylów więc dla ciebie duży +. Oh twoje opisy biją wszystko na głowę >.<
    Szczerze to nie chce mi się dalej pisać...
    Jestem zbyt szczęśliwa i zła (TAK NA CIEBIE! ZA TEGO NATA CZY JAK MU TAM...)
    Czekam na epilog :/
    Momo
    PS (pamiętaj, że jak Zayn i Lon nie będą razem to cie znajdę i i i i zrobię coś poważnego!) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Policja nie wie o wszystkich "przewinieniach" Coneza stąd te prawdopodobieństwo kary.
      Dziękuję za piękny komentarz :)

      Usuń
    2. Aaaa :) Nie ma za co. Zresztą to ja dziękuje za to opowiadanie <3
      Momo
      [ulica-44.blogspot.com]

      Usuń
  6. o proszeee niech oni sie spotkają!! pliss zrób to dla mnie oni są dla siebie stworzeni!! po prostu muszą, wgl może Nate jest jakimś wrogiem Zayna?? pliska niech tak jest ;] boż jaka ja durna widać dzień w domu mi nie służy xd czekam na nexta weny i buziole ;**
    P.S. wpadnij w wolnej chwili jeśli masz ochotę- zależy mi na twojej opinii ;p

    http://we-found-love-in-a-hopelessplace.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak to przed epilogiem? O.o Moze lepiej zrobić drugą część ;d Ooo tak wszyscy się ucieszą wtedy ;p
    Ona musi byc z Zaynem i mam nadzieję, ze tak sie stanie :) Nate nie przypadł mi do gustu ;p
    ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział. Nie mogę się doczekać jakie będzie zakończenie tego opowiadania, choć też jest mi szkoda, że zbliża się jego koniec. Dobrze, że Perrie została złapana. Należało jej się. Ciekawe czy London ułoży sobie życie z Natem, czy z Zaynem? A może pozostanie samotna, albo ni stąd ni zowąd pojawi się ktoś jeszcze? Czekam z niecierpliwością, aby tego się dowiedzieć. Pzdr i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszyłabym się jak głupia gdyby poczuła coś głębszego do Nate on to odwzajemnił, a Zayn by tego nie zepsuł :D
    Nate jest strasznie słodki <3
    To ostatni rozdział przed epilogiem... ugh!
    Więc mam nadzieję, że London ułoży sobie życie na nowo z Natem :)
    Cieszę się, że Conez wsypał Perrie, szkoda tylko, że on też pójdzie siedzieć :/ Oby Lon go odwiedzała.
    Weny! xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Jprdl, chcesz mnie mieć na sumieniu? Skoro piszesz takie rozdziały, najwyraźniej tak xD Jaki, kurwa, Nate? xD Jestem TeamMalik, więc to raczej oczywiste, że nigdy gościa nie polubię xD Napatoczył się taki, niewiadomo czego chce, pieprzy coś o jakimś telefonie, robi słodkie oczka i na koniec zaprasza na randkę. Pokonała tyle trudności, aby być z Zayn'em, a skończy z takim pospolitusem? Niee, nigdy się na to nie zgodzę xD Kończysz opowiadanie. Osłódź nam trochę tę stratę i w epilogu zrób wielkie wejście Malika! :D Wszystko inne się unormowało, Pezz siedzi, Conez tak samo i nie ma żalu, a ten skurczybyk się ukrywa xD Chamstwo w chamstwie xD Zayn ma wrócić, to jest rozkaz! :D
    M. xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Boski mam nadzieję, że ta historia tak się nie skończy! <333333333

    OdpowiedzUsuń
  12. o nie, nieee :C Żaden Nate, ja oczekuję przy boku London Zayna Malika we własnej osobie, proszę?... o.o
    Uwielbiam tą historię *__*
    Jestem mega szczęśliwa, że Pezz siedzi, haha doigrała się. Szkoda mi Coneza, polubiłam gościa, no ale musi odsiedzieć za swoje, święty to on nie jest ;P
    Szkoda, że to już końcówka, ahh :C
    Mam nadzieje, że Malik i London będą jednak razem.. :>

    Pozdrawiam x
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie chce końca :c

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tak na szybko. Boże mam nadzieję, że London spotka się jeszcze z Zaynem i będą razem :) Swoją drogą to fajny jest ten Nate ale i tak wolę London i Malika.
    Dobrze, że Pezz siedzi, bardzo dobrze :)
    Rozdział zajebisty, czekam oczywiście na kolejny, pozdrawiam Asiek :*

    OdpowiedzUsuń