czwartek, 17 kwietnia 2014

Chapter - Nineteen [ EPILOGUE ]



- TRZY LATA PÓŹNIEJ -   


   Pub nie był specjalnie zatłoczony, ale nie mogłam powiedzieć, że był opustoszały. Przy barze razem ze mną siedziały dwie dziewczyny sączące swoje drinki z kolorowymi palemkami. Z drugiego końca baru, opierał się jakiś starszy mężczyzną z źle przystrzyżonym zarostem na jego zmęczonej twarzy. Przed nim widniał nietknięty kufel piwa. Musiał być naprawdę wykończony skoro nie upił ani jednego łyka.
   Obróciłam się do tyłu zarzucając moimi ciemno blond włosami na plecy. Poprawiłam je przekładając na lewe ramię, aby nie zasłaniały mojej prawej, nagiej łopatki odkrytej przez wycięcie w kusej, czarnej bluzce. Zrzucenie tych zbędnych kilogramów pod koniec szkoły średniej było najlepszym posunięciem w moim życiu. Uniosłam wzrok na stół bilardowy otoczony czwórką wysokich chłopaków, z tak samo śmiesznie poburzonymi włosami. Wśród nich ujrzałam Nate`a opierającego swój podbródek o zgrabny, jasnobrązowy kij. Kiedy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko i posłał buziaka w powietrzu. Zachichotałam pod nosem, wracając z powrotem do mojego drinka.
   Razem z Natem i jego kumplami postanowiliśmy się wybrać do pubu, ponieważ chłopcy byli spragnieni gry w bilard. Przyszła z nami również, jedna z dziewczyn przyjaciela mojego chłopaka, Stefanie, ale aktualnie utknęła w toalecie z typowymi, kobiecymi problemami zostawiając mnie na tę chwilę samą.
   Upiłam łyka mojej brandy, zastanawiając się kiedy Nate skończy grę i wróci do mnie. Wiem, że byłam samolubna, ale miałam ochotę wyszarpać go z rąk jego kumpli i zabrać do domu, gdzie wtuliłabym się mocno w niego i całowała płatek jego ucha. Uwielbiał kiedy moje wargi muskały go w tym miejscu.
   - Ładny tatuaż.
   - Dziękuję – odburknęłam. Obróciłam się od niechcenia do tyłu i uniosłam wzrok, momentalnie wstrzymując oddech.
   Stał sobie przede mną jak gdyby nigdy nic. Jego cyniczny, a zarazem najpiękniejszy uśmiech na całej cholernej ziemi widniał na jego słodkich wargach. Czekoladowe oczy lustrowały moją sylwetkę. Iskierki odbijały się od nich z wyrazem.
   Stał sobie przede mną jak gdyby nigdy nic z włożonymi rękoma do kieszeni ciemnych spodni, opinających jego długie spodnie. Jasna koszula spod której prześwitywały ciemne malunki zdobione jego klatkę piersiową oraz ramiona luźno zwisała na jego umięśnionym torsie.
   Stał sobie przede mną jak gdyby nigdy nic. Jak by nic nigdy się nie stało.
   Stał sobie przede mną.
   Stał sobie.
   On.
   - Wykonałem kawał dobrej roboty, nie uważasz? – Zajął krzesełko barowe tuż obok mnie, po prawej stronie i zamówił sobie kieliszek whiskey. Spoglądałam na niego spokojnie, naturalnie podczas, gdy w środku poziom mojego zaskoczenia osiągnął maksimum.
   - Z tatuażem, owszem – powiedziałam, spuszczając wzrok. Obróciłam głowę i utkwiłam spojrzenie w moim drinku. Czy ja śnię? Śnię na jawie, tak?
   - Nie sądziłem, że będziesz studiować – wydukał po chwili. – A tym bardziej nie spodziewałbym się, ze wylądujesz w Nowym Jorku.
   - Chciałam się urwać z Florydy. Nie była dla mnie – wyjaśniłam, obracając w dłoniach kieliszek z alkoholową cieczą. – Było definitywnie za ciepło.
   - Niestety dla nas, Brytyjczyków wysokie temperatury są nie do zniesienia – zaśmiał się cicho, brzmiąc na bardzo pewnego siebie. Zawtórowałam mu kontrolując swój głos po czym wzięłam głęboki oddech i zapytałam:
   - Co ty tutaj robisz, Zayn?
   - Szukałem Cię, blondyneczko.
    - Bądź zawsze przy mnie – poprosiłam. A ty? Nie raczyłeś nawet odpowiedzieć.
   - Po co?
   - Nie wiem nawet. – Wzruszył ramionami. – Myślałem o tobie, stęskniłem się.
   - Czy ty siebie słyszysz? – zapytałam, dopijając łyk brandy. – Spotykamy się jakimś cudem po trzech latach w cholernie wielkim Nowym Jorku i ty mi mówisz, że się za mną stęskniłeś?
   - Ty za mną też. – Nie zapytał, tylko stwierdził.
   - Muszę Cię rozczarować, ale nie, Zayn. – Pokręciłam głową przecząco.
   - Co tam słychać u Kierana i Polly? – zmienił temat. – Słyszałem, że się pobierają.
   - Tak, na wiosnę – potwierdziłam. Nie mogłam się doczekać ślubu moich przyjaciół. Wraz z Polly wybrałyśmy dla niej sukienkę i za każdym razem kiedy ją widziałam, zachwycałam się. Była taka piękna.
   - Mam nadzieję, ze odstąpisz mi jeden taniec. – Uśmiechnął się szeroko na co uniosłam znacząco brew do góry.
   - A przepraszam bardzo jak się tam dostaniesz, hmm?
   - Dostałem zaproszenie od Kierana, kochanie.
   - Nie mów do mnie „kochanie”, Zayn – skarciłam go, kompletnie nie przejmując się faktem, iż Kieran zaprosił Malika na jego wesele. Wielcy przyjaciele się znaleźli! Chociaż, jestem ciekawa jak garnitur wyglądałby na kruczowłosym i czy opinał…
   London, kurwa! Masz chłopaka – skarciłam się w myślach z surowością.
   - Spokojnie, Evander – zaśmiał się. – Nate nie usłyszy.
   - Skąd wiesz jak ma na imię? – zapytałam, mrużąc oczy.
   - Musiałem nadrobić zaległości w twoim życiu, blondyneczko. – Mrugnął do mnie zawadiacko w ten sam sposób, sprzed trzech laty.
   - Czyli musisz wiedzieć, że Nate i ja jesteśmy szczęśliwą parą? – podpuściłam go. Oczywiście nie miałam zamiaru mu powiedzieć, że na początku naszego związku ciągle porównywałam go z Zaynem. Najważniejsze było to, że teraz kochałam Nate`a i chciałam z nim być. To nie była szczenięcia miłość jaką darzyłam Malika, o nie. Nate był moją prawdziwą miłością i miałam nadzieję, że kruczowłosy to uszanuje.
   - Wiem, London. – Skinął głową. – Muszę z tym żyć.
   - Skąd wiedziałeś, gdzie będę? Skąd w ogóle wiedziałeś, gdzie studiuje?
   - Zapomniałaś, że siedziałem w poprawczaku i miałem do czynienia z doświadczonymi bandytami, którzy nauczyli mnie kilku sztuczek w zdobywaniu informacji. – Nie wiedzieć czemu parsknęłam śmiechem roznoszącym się po pubie. – A skoro o nich mowa to słyszałem, że wydzwaniasz do Coneza, do aresztu.
   - Tak. Planuję go też odwiedzić po zakończeniu semestru.
   - Pani przyszła adwokat odwiedza kryminalistę w więźniu. Jakie to urocze – prychnął rozbawiony, na co szturchnęłam go w ramię.
   - Nie przeginaj, Malik – ostrzegłam go.
   - Jaka waleczna się zrobiła – powiedział z przekąsem. – Będę rozpowiadał, że moja przyjaciółka gryzie.
   - Nie jesteśmy przyjaciółmi, Zayn.
   Nigdy nimi nie byliśmy.
   - Ale możemy być, London. – Jego ciemne oczy spoważniały i zatrzymały się na moich, zielonych. – Słuchaj, zmieniłem się. Ty się zmieniłaś. Obydwoje mamy czyste konta, zaczynamy od nowa. Ja chcę zacząć od nowa z tobą. Nie jako chłopak bo dobrze wiesz, że nie jestem zdolny do miłości a poza tym wiem, że jesteś szczęśliwa z tym całem Nate`m.
   - Co?
   - Chcę być twoim przyjacielem, Evander. Kimś na kim będziesz mogła polegać dzień i noc. Kimś na kogo zawsze będziesz mogła liczyć, zważając na wszystko.
   - Zayn, ja…
   - Zabrałem Ci wszystko, wiem, ale chcę to naprawić. Nie chcę już uciekać od ciebie, ja chcę być z tobą, blisko ciebie. Chcę Cię wspierać…jako przyjaciel.
   - Skarbie! – Nagle nie wiadomo skąd, u mojego boku pojawił się Nate. Pocałował mnie w policzek i oplótł ramieniem. – Kto to? – Wskazał na Zayna, który uśmiechnął się delikatnie.
   Spojrzałam z zszokowaniem na mojego chłopaka po czym na Zayna. Jego czekoladowe oczy były utkwione w moich, dlatego szybko uciekłam wzrokiem na podłogę. Co miałam powiedzieć? Co zrobić? Zaczęłam od nowa, ułożyłam sobie na nowo życie. Poszłam na studia prawnicze, miałam cudownego chłopaka, duże mieszkanie, natarczywą, ale i dbającą o mnie ciotkę, wystarczającą ilość pieniędzy, szczęśliwych przyjaciół wciąż zamieszkujących Cardiff. Czegóż chciałam więcej? Czy potrzebowałam więcej?
   Czy potrzebowałam więcej?
   W życiu nie widziałam takiego spojrzenia …
   Bo jesteś (…) piękna pod każdym względem Evander.
   Bądź szczęśliwa, to moja jedyna prośba
   Nawet jeśli tak jest, to nigdy nie będziesz mnie miała, blondyneczko.
   Sprawię, że zapomnisz o wszystkim (…) Sprawię, że zapomnisz nawet o mnie.
   - Nate, to Zayn. – Uśmiechnęłam się szeroko unosząc wzrok na kruczowłosego. – Mój dobry przyjaciel z Cardiff.
   Ryzykuję, Zayn dla ciebie. Tym razem mnie nie zawiedź.


________

   I w ten oto sposób kończy się nasza wspólna przygoda z London i Zaynem. Czy takie zakończenie miałam zaplanowane od początku? Otóż, tak; chciałam napisać jedno opowiadanie, gdzie chłopak nigdy nie kochał głównej bohaterki. Zrobiłam tak i po części jestem zadowolona, ponieważ znalazło się kilka wątków, które zapadały mi w pamięci. Oczywiście był to "kryminał", który raczej nie wypalił. Chciałam napisać coś takiego strasznego, wiecie trzymającego w napięciu, ale coś mi nie wyszło. Teraz wiem, że muszę trzymać się typowych romansów. Ale przynajmniej spróbowałam :)
Chciałabym serdecznie podziękować Wam wszystkim za to, że byliście tutaj ze mną i śledziliście moje starania. Wasze opinie wiele dla mnie znaczyły i przede wszystkim uczyły. Wiem, narzekałam nie raz że mało osób komentuje, ale tak naprawdę cieszyłam się z każdego, jednego komentarza. Jesteście naprawdę wspaniali i ciesze się, że aż 68 osób śledziło losy London i Zayna.
Na dzień dzisiejszy nie planuję nowego opowiadania, ale wszystko może się zmienić.
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ za wszystko <3
Po raz ostatni na LOH,
Isiia.
  


środa, 2 kwietnia 2014

Chapter - Eighteen



   Ciocia Mel siedziała na moim łóżku, które było starannie posłane. Uśmiechała się do mnie promiennie kiedy składałam moje wyprane spodnie. Czułam na sobie jej ciemnoniebieskie spojrzenie, które na swój sposób było troskliwe a z drugiej strony przerażające.
   - Wiesz, kochanie – zaczęła niepewnym głosem. – Tak się zastanawiałam, czy nie chciałabyś… um... może udać się na studia, co?
   Uniosłam zdziwiony wzrok na ciotkę.
   - Co? – zapytałam.
   - Jest dopiero początek lipca, myszko – kontynuowała, tym razem nieco pewniejszym tonem. – Możemy złożyć papiery na dniach. Z twoimi wynikami powinni Cię przyjąć bez problemu. Nasz pobliski college ma całkiem ciekawe kierunki. Mogłabyś sobie obrać jakąkolwiek perspektywę, kotku.
   Skinęłam głową, wiedząc o co chodzi mojej ciotce. Chciała, aby znalazła sobie zajęcie, pracochłonne zajęcia, dzięki któremu nie będę rozmyślała. O Cardiff. O rodzicach. O mojej miłości, o której Ciocia Mel wiedział tylko tyle, że bardzo emocjonalnie ją przeżyłam.
   - Przemyślę to – powiedziałam po chwili, wysilając się na słaby uśmiech. Bardzo doceniałam starania ciotki. Wiedziałam, iż robiła wszystko co w swojej mocy, abym wiodła dalej normalne życie.
   - Cieszę się, kotku. – Jej oczy zalśniły. – Pamiętam jak byłaś mała i mówiłaś, że chcesz być taka jak twoja mama.
   - Naprawdę? Nie pamiętam tego. – Z pewnością nie chciałabym wychowywać zasranych gnojków niszczących życie innym.
   - Podkradałaś jej szpilki i okulary, brałaś jakąś teczkę pod pachę i udawałaś, że jesteś adwokatem. – Ciotka Mel zaśmiała się smutno. – Zawsze powtarzałaś, ze nie możesz się spóźnić na proces a twoja mama nie potrafiła przestać się śmiać.
   To pamiętałam.
   - Prawnik London – powiedziałam, przypominając sobie te słowa z dzieciństwa. – Wtedy wszystko wydawało się być prostsze.
   - Z reguły dzieciństwo jest proste, kotku. – Ciotka wstała z mojego łóżka i podeszła do mnie. Ucałowała mnie we spięte włosy i uśmiechnęła się promiennie. – Idę wykombinować coś na obiad. Specjalne zamówienie?
   - Mam ochotę na frytki.
   - Frytki raz. – Mrugnęła do mnie, kierując się do drzwi. – Zrobię jakąś sałatkę do tego, zgoda?
   - Jasne!
   Ciocia Mel zamknęła za sobą drzwi wiedząc jak bardzo cenię sobie prywatność. Zostawiła mnie sama dlatego wróciłam z powrotem do składania moich spodni. Jasne jeansy złożyłam na pół po czym przepołowiłam je jeszcze dwa razy, w efekcie czego otrzymałam schludną kostkę. Westchnęłam lekko po czym przejechałam dłońmi moją twarz.
   Co się działo z moim życiem? Miałam zacząć od nowa, tu na Florydzie a na razie byłam w punkcie wyjścia. Zamieszkiwałam u Cioci już trzy tygodnie a oprócz starszej sąsiadki mieszkającej dom obok, nie znałam tutaj nikogo. W moich oczekiwaniach, miałam w tym czasie setkę znajomych, którzy pomogli zapomnieć mi o mojej stracie. Stracie wszystkiego.
   Z moich zamyśleń o fatalnym bycie, wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Spojrzałam na komórkę. Uniosłam znacząco brwi kiedy wyświetlił mi się zastrzeżony numer. Chwyciłam urządzenie w dłonie i przez chwilę rozmyślałam nad odebraniem tego. A jeśli to coś ważnego? Zwilżyłam usta po czym przejechałam palcem po ekranie przykładając komórkę do ucha.
   - Halo?
  -  London?
   - Sebastina? – Conez? Cholera, co?
   - Miło Cię słyszeć – mruknął cicho. – Słuchaj, skarbeńku, mam bardzo mało czasu.
   - Co? Jak to? – wydukałam.
   - Gliny dały mi tylko minutę na połączenie.
   - Gliny? – powtórzyłam. – Jesteś w areszcie?
   - No, kiedyś musiałem tu trafić, słońce – zaśmiał się ponuro. – Dzwonię tylko, żeby Ci powiedzieć, że Pezz też siedzi. Sam ją osobiście wkopałem. Przyznała się do zabójstwa twoich rodziców i oczekuje teraz procesu. Wszystko wskazuje na to, że posiedzi sobie za kratkami do setki.
   - Co? – wydukałam.
   - Nie dziękuj, mała – mruknął. – Jak Floryda?
   - Dobrze, ale jak ty się tam znalazłeś, Conez? – Z nie wiadomych mi powodów, poczułam jak łzy zaczęły napływać mi do oczu.
   - Wydając Perrie, wydałem siebie. Taki byt dilera i bradfordzkiego gangstera. Wyjdę tak za piętnaście lat.
   - Co?!
   - Coś niewiarygodna dzisiaj jesteś, London – powiedział rozbawionym tonem, po czym westchnął ciężko. – Na pewno wszystko w porządku?
   - Tak.
   - To dobrze.
   - Conez, ja…
   - Nic nie mów, London – przerwał mi. – Należało Ci się, mała. I Perrie i ja.
   - Ale ty… nie zasłużyłeś…
   - Zasłużyłem, kochanie. – Z pewnością wzruszył ramionami. – Słońce, muszę już kończyć. Szarpią mnie za ramię. No zaraz skończę, kurwa! - Ostatnie zdanie z pewnością nie były kierowane do mnie.
   - Conez, gdzie on jest?
   Kiedy tylko pytanie wybiegło z moich ust, przytknęłam do nich moich dłoń. Czy ja naprawdę zadałam to pytanie? Przecież miałam o nim zapomnieć! Wymazać z pamięci i żyć dalej!
   - Daleko od ciebie, kochanie – powiedział Conez. – Jest bezpieczny.
   - Ale gdzie?
   - Z daleka od ciebie, kochanie. Z daleka od uczucia.
   - Ale jak t…
   Połączenie zostało zerwane. Wydukałam kilkakrotnie głupie „halo” do telefonu, po czym stwierdziłam, że nikt mi już nie odpowie, rzuciłam komórką o ścianę. Energicznie wstałam z podłogi i skierowałam się do wyjścia z pokoju. Minęłam Ciocię Mel kręcącą się w kuchni. Włożyłam pośpiesznie trampki i zanim Ciocia zdążyła się zapytać, gdzie idę, zdążyłam trzasnąć drzwiami i pobiegnąć przed siebie, pozwalając, aby ciepła Floryda przyjęła moje słone łzy.

________

      Mimo, iż dochodziła dziewiąta wieczorem, pot spływał po mojej skórze. Wysoka temperatura była wciąż nie do wytrzymania, ten kraj powinien mieć jakieś oznakowanie. Parno, duszno, w zwiewnych bluzeczkach kończących się przed pępkiem było za ciepło. We własnej skórze odczuwałam te gorąco wiszące natarczywie w powietrzu. Kontrast mieszkaniem całe swoje życie w deszczowym i zamglonym Cardiff a zamieszkiwaniem Florydy zaczął coraz bardziej być widoczny.
   Schludna ławka grzała mnie przez spodenki niemiłosiernie. Na dworze było ciemno już od jakieś godziny a drewno  było tak nagrzane, że nie potrafiłam na nim wysiedzieć. Czułam jak moje nagie nogi spalają się żywcem. Nie mówiąc o moich łzach, które dosłownie parowały znad moich policzków.
   Po co ja płakałam? Po jaką cholerę? Przecież nikt nie widział moich łez! Nikt nie był zdolny podejść i zapytać się czemu płaczę. Przecież ja nie płaczę do cholery! Ja nie mogę już płakać! Za dużo wypłakałam się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy! Płacz jest słaby, ja jestem słaba, moje łzy są słabe. Nawet nie są słone, są żałosne.
   Ja byłam żałosna. Moje życie było żałosne. Moje łzy były żałosne. Moje uczucia były żałosne. Byłam jedną wielką definicją słowa „ŻAŁOŚĆ”.
   - Hej, sory, że przeszkadzam, ale widziałaś może tutaj niebieskiego smartphona?
   Uniosłam głowę, wysuwają ją z moich dłoni i spojrzałam w górę przed siebie. Zamrugałam kilkakrotnie moimi zwilgotniałymi oczami i ujrzałam wysokiego chłopaka. Miał ciemne, brązowe, poburzone włosy, delikatny uśmiech wykrzywiony z pełnych, lekko różowych warg oraz duże, niebiesko-szare oczy obramowane długimi, ciemnymi rzęsami.
   - Hej – wydukałam, chrząkając. – Nie, niestety.
   - Pożyczyłem telefon od młodszej siostry i zgubiłem go na imprezie – wyjaśnił, śmiejąc się smutno. Potarł swój kark dużą dłonią. – Jeśli go nie znajdę, zabije mnie.
   - Naprawdę przykro mi, ale nie widziałam go – powiedziałam. – Gdzie go ostatnio miałeś?
   - Jak pisałem z niego sms`a do mojej byłej. Robiłem sobie z niej jaja z kumplami. – Jego głos zdradził jego zażenowanie. – No cóż… Byliśmy nieźle wstawieni.
   - Możliwe, że twoja była go znalazła i rozwaliła. – Boże, jaka ja jestem głupia!
   - Jest trochę sukowata, więc to całkiem możliwe, wiesz? – Uśmiechnął się szerzej ukazując swoje piękne i jakże urocze zgłębienia w policzkach. – Jestem Nate.
   Wyciągnął przede mnie swoją dłoń. Spojrzałam na niego niepewnie po czym spuściłam wzrok na jego rękę. Uśmiechnęłam się delikatnie i odwzajemniłam gest. Miał bardzo ciepłą skórę, tak samie prawo jak ja.
   - London – przedstawiłam się.
   - London? Naprawdę? – zapytał. – Jak stolica?
   - Ta. – Skinęłam głową. – Miałam mieć na imię Paris, ale mama z babcią uparły się na London i tata zbytnio nie miał nic do gadania – zaśmiałam się lekko.
   - Stolica Anglii ładniejsza. Osobiście wolę Londyn od Paryża, więc masz u mnie plus.
   - Dzięki. Nie byłam nigdy w Paryżu, ale podobno jest piękny.
   - Mój ojciec tam mieszka ze swoją nową dupę – wyjaśnił chłopak. Spojrzał w swoją prawą stronę, jakby się czegoś wahał. Uśmiechnął się delikatnie po czym usiadł obok mnie. Jego krótkie, ciemne spodenki podwinęły się lekko.
   - Razem z Mandy jeżdżę tam na wakacje i przeżywam istny horror.
   - Mandy? – zainteresowałam się. Fakt, iż pewnie wyglądałam okropnie od natarczywej ilość płaczu, nie interesował mnie zbytnio.
   - Moja młodsza siostra – wyjaśnił. – Przyszła morderczyni jeśli nie oddam jej telefonu.
   - Przyjdę na twój pogrzeb, bo mam wrażenie, że ktoś wziął sobie ten telefon.
   - Postaw mi lizaki na grobie, okej? – zaśmiał się.
   - Lizaki? – powtórzyłam, mrugając niedowierzająco.
   - Tak – potwierdził. – Najlepiej o smaku coli.
   - Masz to jak w banku.
   - Sory za moją ciekawość, ale nie jesteś chyba stąd, prawda? Masz inny akcent.
   - Nie szkodzi. - Machnęłam demonstracyjnie dłonią, pragnąć wyglądać na wyluzowaną dziewczynę. Chwilowo zapomniałam o wszelkich smutkach. - Tak, jestem Brytyjką i przyjechałam tutaj niespełna miesiąc temu – powiedziałam, spoglądając na bruneta. Patrzył na mnie prosto z ogromnym, pięknym uśmiechem. Jeszcze nigdy nie widziałam tak ładnego uśmiechu, oczywiście nie licząc pewnej osoby.
   - Tak myślałem! – uniósł się uradowany. – Nie obraź się, ale strasznie mamroczesz.
   - Naprawdę? – Parsknęłam gardłowym śmiechem, w efekcie czego zakryłam usta dłonią. – O Boże! Jeszcze nikt mi czegoś takiego nie powiedział!
   - Jestem pierwszy, tak?
   - Definitywnie tak – zaśmiałam się na co Nate zawtórował.
   - Będę też pierwszym, jeśli zaproszę Cię na drinka czy coś, zaraz po tym jak obraziłem twój akcent?
   - To zaproszenie, tak?
   - Jedno z najgorszych, ale tak. – Skinął głowę i zaczerwienił się. – To jak? Dasz się gdzieś wyciągnąć teraz?
   Czy Zayn kiedykolwiek Cię gdzieś zaprosił? Czy śmiał się z twoich mało mądrych wypowiedzi? Czy spoglądał na ciebie tak jak ten chłopak? Czy okazywał Ci takie zainteresowanie? Czy sprawiał, że czułaś się dobrze, bez żadnych zobowiązań czy zagrożenia?
   SPRAWIAŁ.
   Ale już nigdy więcej nie sprawi.
   - Jasne, z chęcią – odparłam, uśmiechając się szeroko. – Przy okazji, poszukamy tego telefonu.
   Chciałeś, żebym ruszyła na przód, Zayn. A więc, proszę bardzo, spełniam swoją obietnicę. Mam nadzieję, że kiedyś to docenisz i będziesz żałować. Żałować mnie.

___________________

Jaka ja systematyczna, nie? Dodałam rozdział w przeciągu równego tygodnia. Wow, bijcie mi brawo. A tak wgl, to: NIESPODZIANKA! Kolejny rozdział przed epilogiem!  Yeey, nie?!
Ten rozdział... cóż, moim zdaniem ssie. Ostatni mi się podobał za to ten wcale. Tak to już jest ze mną.
Jeszcze nie wiem kiedy opublikuję epilog (chlip, chlip), ale z pewnością w ciągu dwóch najbliższych miesięcy. Jak myślicie, jak się skończy LOH? Lon będzie z Zaynem? A może się już nigdy nie spotkają? A i co macie mi do powiedzenia na temat Nate`a? Jest już w bohaterach, więc zapraszam do oglądania go. Szczerze, wymyśliłam chłopaka dwadzieścia minut temu xD
A no i jeszcze wchodźcie na CW! Mam wrażenie, że te opowiadanie wam się nie podoba ;c
Widzimy się w epilogu,
dobrej nocy.