czwartek, 27 lutego 2014

Chapter - Fourteen


   Kiedy się obudziłam, Zayna nie było obok mnie. Przetarłam moje oczy dłońmi i zrzuciłam z siebie kołdrę. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka wywołana falą zimna jaką poczułam. W końcu stąpałam po podłodze w samych krótkich spodenkach i staniku. Odszukałam moją białą bluzkę i szybko nałożyłam ją na siebie. Przeczesałam palcami moje zaplątane włosy i wyszłam z sypialni kierując się do kuchni, gdzie moja podświadomość podpowiadała mi, że kruczowłosy właśnie tam się znajduje.
   Kiedy przekroczyłam próg pomieszczenia, zauważyłam Malika siedzącego przy stoliku barowym. Pisał z kimś zawzięcie sms`y i co chwilę brał do ust papierosa wypuszczając dym nikotynowy w powietrze. Miał na sobie ciemne jeansy i szare buty na wiązanie. Jego klatka piersiowa była naga przez co po raz kolejny mogłam podziwiać różne tuszowane na czarno, wzory. Od razu przypomniał mi się mój tatuaż. 
   Mój motylek.
   Przeszłam bez słowa obok chłopaka i chwyciłam w dłonie słoik z kawą stojący na blacie. Malik naszykował mi kubek w obawie, abym nie szperała mu po szafkach. Ciekawe co jeszcze ukrywa razem z płatkami? Wsypałam sobie kawy do kubka po czym zagotowałam wody w czajniku. Cały czas czułam na sobie wzrok Zayna.
   Nie zamieniliśmy słowa od wczorajszego wieczoru kiedy to teoretycznie przyznałam, że jestem… w nim zakochana. Nie powiedziałam mu tego prosto w twarz. Stwierdziłam to raczej za pomocą metafory. Zawsze byłam dobra z angielskiego.
   Kiedy woda zagotowała się, zalałam kawę i odstawiłam czajnik na miejsce. Odwróciłam się przodem do chłopaka i oparłam się o blat kuchenny unosząc kubek do ust. Dmuchnęłam w zawartość naczynia po czym delikatnie zamoczyłam usta w płynie. Mimo, iż kawa była gorąca była przepyszna.
   - Mam Cię odwieźć? – zapytał szorstko Zayn nie odrywając swojego wzroku od komórki. Parsknęłam zirytowana jego zachowaniem.
   - Poradzę sobie – warknęłam przez zaciśnięte zęby.
   Malik uniósł wzrok i zlustrował mnie od stóp do głów. Przygryzł dolną wargę po czym wstał od stolika i wyszedł z kuchni. Rzuciłam cichą obelgą i dopiłam moją kawę zastanawiając się czy Polly przeżyła wspaniałą noc czy może zrujnowała ją tak jak ja? Po jaką cholerę mówiłam mu to? Mogłam dalej ukrywać to, że byłam w nim zakochana! No cholera!
   - Evander. – Zayn wyrósł przede mną w pełni już obrany. W swojej dłoni trzymał kluczyki od mojego samochodu a w drugiej moje buty. Spojrzałam na niego z pogardą. – Mam Ci wysłać specjalne zaproszenie?
   - Powiedziałam, ze poradzę sobie sama – syknęłam wyrywając mu z dłoni moje buty i kluczyki. Odstawiłam pusty już kubek i ubrałam szybko moje buty kierując się do wyjścia. O dziwo Malik szedł tuż za mną nie fatygując się nawet zamknąć drzwi od swojego mieszkania.
   - Nie boisz się złodziejów? – rzuciłam bezczelnie schodząc na dół po schodach do podziemnego parkingu, gdzie wczoraj Zayn zaparkował mój samochód.
   Malik nie odpowiedział nic tylko dalej szedł za mną. Dzieliła nas odległość jakiś pięciu metrów. Ja szłam przodem z miną oburzonej Panienki natomiast Zayn szedł za mną wciskając swoje dłonie do kieszeni swoich spodni. Gdyby ktoś nas teraz zobaczył uznałaby nas za obcych ludzi lub bardzo pokłócony związek. Niestety, nie zaliczaliśmy się do ani jednej grupy.
   Kiedy stanęłam przed moim samochodem otworzyłam go kluczykami i usiadłam na siedzeniu kierowcy. Zayn uprzedził mnie zamykając drzwi po czym przyklęknął przy drzwiach czekając aż zniżę szybę.
   - Nie jedź za szybko – wymamrotał kiedy spuściłam tę cholerną szybę. Spojrzałam na niego jak idiotka po czym odwróciłam głowę. Malik oddalił się od mojego samochodu jak gdyby nigdy nic a ja pełna wściekłości odpaliłam silnik i z impetem wyjechałam spod parkingu.
   Co to właśnie było?!
________


   Kiedy przekroczyłam próg mojego domu od razu usłyszałam dźwięki wydobywające się z telewizora przez co wywnioskowałam, że rodzice są w domu. Westchnęłam głęboko świadoma, że będę musiała zdać im relację z zakończenia roku jak i rzekomej imprezy na której nie byłam. Musiałam kłamać i w sumie, nie miałam nic do tego.
   - London! – poirytowany głos mojej matki wprawił mnie z lekkie zdezorientowanie. Wczoraj miała wyśmienity humor. Czyżby tak szybko zaszła zmiana nastroju u mojej rodzicielki? – Chodź tutaj, dziewczyno.
   Odłożyłam togę na komodę i skierowałam się w stronę salonu. Ojciec leżał na sofie i tępo wpatrywał się w kolorowy ekran, gdzie kilkunastu spoconych mężczyzn latało za piłką na kurewsko zielonej, sztucznej trawie. Moja mama siedziała wyprostowana na fotelu obok sofy a przed nią na stole leżał stos papierów. Odkąd mama zrzekła się w pracy przyjmowania swoich podopiecznych do domu, szef zrzucił na nią wszystkie papierki.
   - Siadaj – rzuciła sucho kiedy mnie zobaczyła. Tata uniósł na mnie wzrok i wyłączył telewizor. O cholera, jest źle. Ojciec nigdy nie zrobił tego w mojej obecności. – Głucha jesteś? Siadaj.
   Zaskoczona ostrym tonem matki zajęłam miejsce na sofie jak najdalej od ojca. Przeniosłam na nich spojrzenie moich zielonych oczu. Mój oddech stał się szybki i nierówny. Co było powodem dziwnego zachowania moich rodziców?
   - Gdzie wczoraj byłaś? – niemalże warknęła matka.
   - Na rozdaniu dyplomów – wyjaśniłam spokojnie.
   - Nie rób z nas idiotów, London – rzucił sucho ojciec. – Gdzie byłaś po rozdaniu dyplomów, młoda panno?
   - Pojechałam do Polly a od niej imprezę, mówiłam wam przecież. – kłamstwo, paskudne kłamstwo.
   - Gdzie ta impreza była? – ciągnęła matka.
   - W domu Nelsona. Impreza nad basenem, pamiętacie?
   - A gdzie byłaś po tej rzekomej imprezie? – spojrzałam znacząco na mamę? Czy oni wiedzieli? Niby skąd?
   - Spałam u Polly.
   - U Polly – powtórzyła powoli mama na co ojciec prychnął głośno. – Wyobraź sobie, że zadzwoniłam do mamy Polly i powiedziała mi ona, że wy dwie śpicie u nas.
   Wtopa! Definitywna wtopa, roku! Boże, skąd oni mogli mieć o tym pojęcie? Kto im powiedział? Gdzie się podziało te do niczego nie wtrącając Cardiff? No, kuźwa gdzie?
   - Masz nam coś do powiedzenia?
   Spuściłam wzrok z powrotem na podłogę. Wpadłam. Jak moja mama mogła zadzwonić do matki Polly? Po jaką cholerę? Rozumiałam, że nie było ich na moim zakończeniu, ale to z winy pracy, ale co ją nakręciło, żeby wybrać numer Pani Boomez!
   - London – surowy ton ojca uświadomił mi, że mam okropne kłopoty. – Czy byłaś z Polly? Tylko nie kłam bo nie wyjdzie Ci to na dobre.
   - Nie – odpowiedziałam krótko.
   - A zatem gdzie byłaś? – dopytywała się nerwowym głosem Chelsea. – I gdzie była Polly?
   - Polly była z Kieranem – wyjaśniłam na co rodzice zrobili duże oczy.
   - Przecież Kieran uciekł z domu kilka miesięcy temu – wtrąciła matka na co złączyłam swoje dłonie razem. Miałam kłamać czy mówić prawdę?
   - Dzisiaj po zakończeniu podjechał po Polly i pojechali gdzieś razem – powiedziałam po chwili.  – Wilson wrócił.
   - Ale on uciekł – oburzyła się rodzicielka. – Gdzie on był przez ten cały czas?
   - Nie wiem.
   - Czekaj, London – ojciec uniósł władczo dłoń do góry. – Skoro Polly była razem z Kieranem, to gdzie ty byłaś w tym czasie?
   - Z Zaynem.
   - CO? – moja mama w napadzie gniewu wstała z fotela i w dwóch wielkich susach stanęła przede mną. – Z TYM KRYMINALISTĄ?
   - On nie jest kryminalistą. – stanęłam w jego obronie. – Zayn jest dobrym człowiekiem.
   - Dziecko, jak on Ci namieszał w głowie! – Chelsea spojrzała na mnie wystraszona po czym ujęła mocno mój podbródek i uniosła go do góry tak, że patrzyłam prosto w jej oczy. – Spałaś z nim?
   - W jednym łóżku? Owszem. – ojciec przeklnął głośno.
   - Nie rób ze mnie idiotki, London! – syknęła matka przez zaciśnięte zęby. – Uprawiałaś z nim seks?
   - Nie – powiedziałam twardo wracając w myślach do wczorajszego wieczoru, gdzie niemalże błagałam Malika, aby się ze mną przespał. Boże, co za upokorzenie.
    - Dlaczego spędziłaś z nim noc? – jęknął ojciec.
   - Stęskniłam się za nim – wyznałam szczerze. – Nie widziałam go dwa miesiące, kiedy to matka wyrzuciła go z domu.
   - Nie pamiętasz w co Cię wpakował? – krzyknęła Chelsea odsuwając się ode mnie. – Jak przez niego wyglądałaś? Zapomniałaś już co Ci zrobił?
   - To nie była jego wina! – zsunęłam się z kanapy i podeszłam do matki. – To ja wtedy za nim pojechałam i strzeliłam! To była tylko i wyłącznie moja wina!
   - Skończ usprawiedliwiać tego bandyty! – moja mama zdzierała sobie struny głosowe, dosłownie. – Nie możesz się z nim spotykać!
   - A właśnie, że mogę!
   - Jestem twoją matką i zabraniam Ci, London!
   - A ja mam w dupie twój zakaz! – wydarłam się. – Nie stracę go po raz drugi przez wasze chore urojenia! Chcę Zayna w moim życiu!
   - On Cię zgubi, dziewczyno! – Chelsea podeszła do mnie i mocno ścisnęła mnie za ramiona. Potrząsnęła mną dosadnie. – Przy nim będziesz nikim!
   - Przynajmniej będę szczęśliwa!
   - Z mordercą?! Chcesz ułożyć sobie życie z kimś takim!? Zastanów się co ty mówisz!
   - Doskonale wiem co mówię, mamo! – krzyknęłam odsuwając się od rodzicielki. – Dzięki niemu jestem szczęśliwa i będę się z nim spotykać!
   - LONDON! – ojciec był zaskoczony zachowaniem moim i matki. Nie nadążał za naszą ostrą wymianą zdań.
   - Nigdy więcej nie zobaczysz tego typa na oczy, zrozumiano?
   - Prędzej wyprowadzę się z domu!
   - I gdzie pójdziesz? – zapytała łamiącym się głosem mama. – Pod most? Będziecie sobie mieszkać pod mostem i okradać ludzi?
   - Uważaj na słówka. – upomniałam ją grubiańsko.
   - Nie będziesz się z nim spotykać!
   - A właśnie, że będę! – warknęłam krzyżując ręce na piersiach. – Nic mi nie zrobisz!
   - Wyślę Cię do ciotki Dominic na Florydę, smarkulo! – krzyknęła głośno matka na co otworzyłam buzię ze zdziwienia. – Jestem w stanie spakować Cię nawet teraz i wysłać na tę pieprzoną Florydę, żebyś nigdy nie spotykała się z tym kryminalistą!
   - Nie znasz go! I nigdzie mnie nie wyślesz!
   - A właśnie, że wyślę! Zaraz zadzwonię do Dominic i powiem jej, że zamieszkasz u niej! Radzę Ci się iść pakować, London!
   - Nigdzie nie idę!
   - W takim razie nie spotkasz się już więcej z tym kryminalistą!
   - Ile razy mam Ci powiedzieć, że on nie jest kryminalistą?!
   - Wiem, chyba lepiej London! – krzyknęła a jej poburzone blond włosy opadały na zbulwersowaną twarz. – Masz wybór.
   - Żaden wybór. – sprzeciwiłam się. – Będę się spotykać z Zaynem i nic Wam do tego!
   - Skoro chcesz się z nim spotykać, zrobię wszystko, aby wasze popieprzone randki się nie udały. Jedziesz do ciotki!
   - Nigdzie nie jadę!
   - Jedziesz! I możesz iść na górę się pakować  - tata wtrącił się do rozmowy, popierając mamę.
   - Mamo!– wrzasnęłam głośno. – Zostaję w Cardiff, rozumiesz?
   - Jedziesz do ciotki, smarkulo! Nie zobaczysz Malika już więcej na oczy, słyszysz mnie? – zrobiła krok w moją stronę i przez chwilę byłam święcie przekonana, że mnie spoliczkuje, jednak nie zrobiła tego. – Nigdy nie ujrzysz na oczy tego kryminalisty. Nigdy, rozumiesz?!
   - NIENAWIDZĘ WAS, SŁYSZYCIE!? Z CAŁEGO SERCA NIENAWIDZĘ!
   Wybuchłam. Nie potrafiłam dłużej trzymać języka za zębami. Krzyknęłam mojej jedynej mamie prosto w twarz najgorsze słowa na świecie. Osobie, która od najmłodszych lata otaczała mnie troską i miłością, wykrzyczałam nienawiść.
   Mama oddychała ciężko tak samo jak ja. Patrzyła na mnie niedowierzającym wzrokiem. Spod muśniętych tuszem, czarnych rzęs zaczęły formować się niewielkie łzy gotowe do spłynięcia po jej zaczerwienionych od złości policzkach. Doprowadziłam własną matkę do takiego stanu.
   - Mamo, ja…
   Urwałam w połowie zdania kiedy to w domu rozległ się dźwięk wyłamywanych drzwi. Odruchowo odwróciłam się do tyłu, aby spojrzeć na przedpokój i zobaczyć co się stało. Moje serce niemal zamarło kiedy w progu ujrzałam zadziornie uśmiechniętego  Coneza i bawiącą się swoimi ślicznymi blond loczkami, Perrie.
   Oboje w dłoniach trzymali broń. I oboje zmierzali w stronę moich rodziców i mnie.


__________________

Ten rozdział całkiem lubię, jest chyba w porządku. Mam na dzień dzisiejszy skończone szesnaście rozdziałów a te historię planuje zakończyć na siedemnastym, osiemnastym rozdziale nie zapominając o odrębnej notce w postaci epilogu. Ilość rozdziałów byłaby większa gdyby posty były krótsze. Sami przyznacie, że nie ograniczałam się do dwóch stron w Microsofcie? Zdarzały się krótkie notki, ale przeważnie dominowały długie rozdziały.
Dziękuję za te 37 komentarzy pod ostatnim rozdziałem, piękne dziękuję <3
Dla fanów Honey, rozdział 20 - --> JT
Wątpię, żeby liczba komentarzy się powtórzyła, ale liczę, że bynajmniej spróbujecie, zwłaszcza, że mój humor trzeba by było poprawić...
Do następnego!


środa, 19 lutego 2014

Chapter - Thirteen




   - Ucałuj ode mnie Kierana. – poleciłam Polly przez słuchawkę mojej komórki.
   - Masz to jak w banku, kochanie – zaśmiała się dziewczyna. – A ty już jesteś po?
   - Po czym?
   - No po pierwszym razie czy jeszcze przed? – zapytała neutralnie Polly. Dla niej temat seksu był normalnym aspektem w rozmowach, ale dla mnie nie zbyt dlatego moją twarz oblała fala rumieńca.
   - Chyba jeszcze przed – wybełkotałam do słuchawki odwracając się aby upewnić się, że Zayn nie stoi za mną. – O ile dojdzie do tego.
   - Uwierz mi dojdzie – zaśmiała się. – Zakończenie roku szkolnego jak z bajki, co nie?
   - Nawet lepsze.
   - Żyć nie umierać – zaśmiałyśmy się. – Dobra, uciekam Roszpunko. Zadzwonię do ciebie rano jak będę zaspokojona. A potem poważnie porozmawiamy.
   - Nie śpiesz się. Pa.
   - Buziaki i powodzenia!
   Z uśmiechem na ustach rozłączyłam się i odłożyłam komórkę na łóżko. Westchnęłam głośno i przeczesałam palcami moje włosy po czym wstałam z łóżka i wyszłam z sypialni Zayna kierując się do kuchni. Chłopak brał prysznic dając mi swobodę porozmawiania z moją przyjaciółką. Polly była podekscytowana faktem, że Kieran do niej przyjechał. W końcu! Rozumiałam ją – ja sama nie potrafiłam posiadać się z radości, że byłam w mieszkaniu Malika i paradowałam sobie w jego kuchni w samej koszulce.
   Otworzyłam ciemno brązowo szafkę w poszukiwaniu jakieś szklanki. Odsunęłam kartony z płatkami i batonikami dodanymi gratis przy zakupie napoi energetycznych po czym wspięłam się na palce i zaczęłam szukać tej cholernej szklanki. Wsadziłam rękę przed siebie w głąb szafki mając nadzieję natrafić na szklane naczynie kiedy w moje dłonie wślizgnęło się coś twardego z dziwnym kształtem. Niemal lodowaty przedmiot chwyciłam w dłonie i wyciągnęłam go z szafki. Postawiłam moje stopy na normalnej długości podłogi i uniosłam owy przedmiot w kierunku mojej twarzy. Nie zdziwiłam się w sumie kiedy moje oczy zarejestrowały czarną, połyskującą broń. Mój wskazujący palec samoistnie wsunął się za spust i swobodnie na nim zawisnął. Przypomniałam sobie jak oddałam kilka miesięcy temu strzał w Coneza z broni. Mimo, iż czułam się potwornie, że strzeliłam do kogoś, gdzieś tam głęboko w środku poczułam cholerną satysfakcję.
   - Małe dzieci nie powinny mieć styczności z bronią. – słysząc głos Zayna natychmiast obróciłam się na pięcie i stanęłam z nim twarzą w twarz. Chłopak stał przede mną w samych szarych spodniach luźno opadających na jego biodrach. Nie miał na sobie koszulki przez co mogłam podziwiać jego klatkę piersiową pokrytą znacznymi malunkami przyprawiającymi mnie o dreszcze. Jego jeszcze wilgotne ciemnie włosy odstawały każdy w inną stronę co było cholernie seksowne.
   - Nie przygryzaj wargi, blondyneczko. – zganił mnie wyciągając broń z mojej ręki. Odłożył ją w jej pierwotne miejsce i zamknął szafkę z impetem po czym obrócił się ponownie do mnie i położył dłonie na moich biodrach.
   - Nie sądziłam, że takie coś będzie Ci jeszcze potrzebne – powiedziałam po chwili. Zayn ujął mój podbródek do góry i musnął lekko moje usta.
   - Małe ubezpieczenie, Evander – odparł zadziornie po czym uniósł mnie do góry i posadził na blacie kuchennym. – Mama Cię nie uczyła, że nie ładnie grzebać w cudzych szafkach, co?
   - Szukałam szklanki – wyjaśniłam kiedy Malik rozsunął moje nogi i zbliżył się do mnie. Położył swoje dłonie na moich udach niebezpiecznie blisko mojego krocza.
   - Myślałem, że jesteś głodna – mruknął obojętnym tonem zaznaczając mokrą ścieżkę swoich ust na mojej szyi. – Przydałoby Ci się coś zjeść, mała.
   - Masz coś do mojej figury? – parsknęłam delikatnie odpychając go od siebie. Zayn spojrzał na mnie zaskoczony po czym ponownie położył swoje dłonie na moich udach.
   - Jesteś chuda – wypalił po chwili surowym tonem.
   - To chyba dobrze, prawda? – zakpiłam wywracając oczami.
   - Wolałem Cię w tamtej wersji – syknął wbijając paznokcie w moje nogi. Przygryzłam dolną wargę aby stłumić jęk bólu po czym spiorunowałam chłopaka spojrzeniem. Natychmiast przestał.
   - Sądziłam, że wolisz chudsze dziewczyny – bąknęłam przypominając sobie jakiego trudu włożyłam aby zgubić cholerne jedenaście kilogramów.
   - Na jakiej podstawie? – zapytał chłodnym tonem. Nie zamierzałam zostać mu dłużna dlatego również sprawiałam wrażenie poirytowanej.
   - Perrie była wyjątkowo szczupła.
   Jego dłonie zacisnęły się w pięści na moich udach. Zayn przymrużył oczy i westchnął ciężko. Ja siedziałam na blacie jak sparaliżowana bojąc się wziąć oddechu. Czyżbym przekroczyła granice?
   - Perrie to Perrie. Ty to ty – warknął po chwili. Otworzył oczy i odsunął się ode mnie. Spojrzał na mnie krzywo i udał się w kierunku sypialni. Otworzyłam szerzej usta i zeskoczyłam z blatu ruszając za nim. Mnie się nie zostawia!
   - Teraz tak mówisz, ale gdyby była tutaj Perrie to byś ją przeleciał w ciągu sekundy!
   Zayn stanął w miejscu i zacisnął mocniej swoje dłonie w pięści. Skrzyżowałam ręce na piersi i uniosłam głowę lekko do góry czekając na jego reakcję. Bałam się chłopaka, ale nie mogłam tego pokazać. Zresztą Zayn musiał wiedzieć, że nie dam sobą pomiatać.
  Malik odwrócił się do mnie i w dwóch szybkich krokach podszedł do mnie. Bez żadnego wysiłku uniósł mnie do góry przerzucając moje nogi wokół jego linii bioder i zachłannie wpił się w moje usta. Otworzyłam usta czekając aż zwinny język chłopaka wsunie się do mojego gardła. Oplotłam  swoje dłonie wzdłuż jego szyi i zwisałam na nim jak małpka dziękując Bogu, że jestem chuda i moja waga nie stanowi problemu.
   - Jedyną osobą jaką bym przeleciał w ciągu sekundy jesteś ty – mruknął mi w usta kierując się do sypialni. Uśmiechnęłam się lekko na jego wypowiedź nie przestając go całować.
   Malik położył mnie na łóżku po czym naparł na mnie całym swoim ciałem. Całował mnie zachłannie i wręcz brutalnie w takim stopniu, że mój język nie nadążał za ruchami jego. Ledwo co dotrzymywałam mu rytmu podczas, gdy moje serce pod wpływem doznań miało wyskoczyć mi z piersi.
   - Dlaczego tego nie zrobisz? – zapytałam kiedy chłopak zaczął obsypywać pocałunkami mój biust, przez co moje sutki stwardniały.
   - Czego?
   - Nie przelecisz mnie?
   Zayn oderwał swoje usta od mojego ciała i spojrzał na mnie tymi swoimi pięknie czekoladowymi oczami po czym uśmiechnął się delikatnie prezentując mi swój śnieżnobiały uśmiech. Niekontrolowanie pogładziłam go po policzku.
   - Przelecieć mogę byle jaką laskę, London – powiedział po chwili. Czy on użył właśnie mojego pełnego imienia? – Tobie bym nie mógł tego zrobić.
   - Dlaczego?
   - Nie odbiorę Ci dziewictwa, mała. Będziesz tego żałować.
   - Skąd wiesz, że jestem dziewicą? – zapytałam oburzona jego postawą. Chłopak zszedł ze mnie i położył się obok mnie chwytając moją dłoń, która była na jego policzku w swoją.
   - Za dobrze Cię znam, Evander – zaśmiał się. – A poza tym kto dostałby takiego zaszczytu doprowadzić Cię do szaleństwa, co?
   - Znalazłoby się paru. – wywróciłam oczami.
   - Pokaż mi ich to rozstrzelę im łby – powiedział poważnie na co parsknęłam śmiechem.
   - Nie będziesz musiał nikogo rozstrzelać jeśli ty to zrobisz – zasugerowałam po chwili wtulając się jego ciepły nagi tors.
      - Nie.
      - Proszę.
      - Nie.
      - Proszę, Zayn.
      - O co mnie prosisz, London? – zapytał po chwili bawiąc się moimi blond włosami. – O to, żebym się z tobą przespał a potem będziesz do końca życia żałować swojego pierwszego razu?
    - Skąd będziesz wiedzieć, że będę żałować?
   - Bo ja nie jestem jakimś zasranym chłopczykiem, którego ty sobie wyobrażałaś – rzucił. – Z pewnością nie będę delikatny i będę mieć w dupie kiedy będzie Cię boleć. A wiesz mi, pierwszy raz boli.
   - Jaki doświadczony – zakpiłam na co usłyszałam gardłowy śmiech Malika.
   - Żebyś wiedziała. – pocałował wierzch mojej dłoni. – Nie prześpię się z tobą, London. Nie teraz.
   - Po prostu powiedz, że się mną brzydzisz czy coś i będziemy mieć z głowy tą twoją żałosną gadkę o poszanowaniu – warknęłam po chwili wyrywając mu swoją dłoń. Chciałam wstać z łóżka i opuścić jego sypialnię kiedy Malik chwycił mnie mocno w pasie i rzucił z powrotem na łóżko. Naparł na mnie całym swoim ciałem wsuwając język w moje wargi jednocześnie wsuwając swoją rozgrzaną dłoń pod moją koszulkę. Kiedy jego dłonie zaczęły dotykać moich nagich piersi jęknęłam mu prosto w usta. Zayn zaśmiał się cicho i przygryzł delikatnie moją dolną wargę.
   - Jeszcze raz tak powiesz to… - nie wiedział co powiedzieć. – Nie masz nawet pojęcia jak bardzo chcę uprawiać z tobą seks, ale jeszcze zachowuje zdrowy rozsądek i poczekam.
   - Nikt Ci nie każe zachowywać zdrowego rozsądku, Zayn – przypomniałam mu. – Gdyby była tu Perrie na pewno byś nie zachowy…
   - Co ty masz z Pezz, Evander? – warknął wysuwając swoją dłoń spod mojej bluzki. – Co chwilę o nie gadasz, porównujesz i na dodatek mam wrażenie, że chcesz się do niej upodobnić.
   - To masz dobre wrażenie – syknęłam. – Jest ładna, szczupła, wysoka i bezczelna. Według facetów podobno ideał kobiety, więc nie miej do mnie pretensji, że chcę być w połowie taka jak ona.
   - Chcesz być zimną suką tak jak ona? – zakpił. – Przypomnę Ci London, ze to przez nią Dylan nie żyje, Conez obwinia mnie za wszystko i niszczy  co dobre w moim życiu a Kieran musi się ukrywać.
   - A ja Ci przypomnę, że w tej zimnej suce się zakochałeś, Malik – syknęłam przez zaciśnięte zęby i wstałam z łóżka nie czekając na reakcję. Odszukałam wzrokiem mój strój, który miałam pod moją paskudną togą i chwyciłam je szybko w ręce.
   - A więc oto chodzi – powiedział po chwili Zayn kiedy wsunęłam na siebie czarne spodenki. – O miłość, tak?
   Nie odpowiedziałam nic tylko dalej się ubierałam. Ściągnęłam z siebie za dużą bluzkę Zayna i cisnęłam nią o podłogę stojąc do niego tyłem. Zapięłam stanik i przewróciłam moją białą bluzkę na prawą stronę.
   - London, mówię coś do ciebie!
   - Nie jestem głucha – warknęłam i już miałam włożyć bluzkę kiedy poczułam silne zaciśnięcie dłoni na moich ramionach. Zayn odwrócił mnie do siebie na tyle, że moje piersi stykały się z jego nagą klatką piersiową. Mimo tego patrzyliśmy sobie w oczy.
   - Czujesz coś do mnie? – zapytał ledwo słyszalnie przekładając kosmyk włosów za moje ucho. Speszona jego pytaniem spuściłam wzrok.
  - Nie wiem – wyszeptałam.
  - London – wypowiedział ckliwie moje imię i mocno mnie do siebie przygarnął. Schowałam twarz w jego obojczyk i wdychałam zapach jego skóry przesiąknięty męskim żelem pod prysznic.
   - Błagam Cię, nie zakochuj się we mnie – szepnął po czym złożył delikatny pocałunek na moich włosach. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego smutno. Kruczowłosy pogładził mnie po policzku jednak wyrwałam mu się i zbliżyłam do łóżka.
   Ułożyłam się na boku i skuliłam w kłębek. Moje blond włosy opadły na moją twarz sklejając się z moimi łzami, które zaczęły spływać po moich policzkach. Zayn położył się obok mnie mocno obejmując mnie od tyłu. Zacisnął swoje dłonie wzdłuż mojej talii i co chwila całował moją szyję.
   - Za późno, Zayn. 


______________________

Kocham końcówkę, moim zdaniem wyszła mi najlepiej! Reszta rozdziału już nie...
Prosiłabym KAŻDEGO (tak każdego!) kto czyta LOH, aby ładnie się podpisał w komentarzu. Wiecie, takie sprawdzenie obecności. Wystarczy głupia kropka. Dla was sekundka, dla mnie chujnie wielka motywacja zwłaszcza teraz kiedy zastanawiam się nad chwilowym zawieszeniem bloga.
Jak coś to rozdział 18 na JT w towarzystwie Ed`a <3
A na CW zwyczajna szósteczka ;d
A jak tam u was?
Isiia.

piątek, 7 lutego 2014

Chapter - Twelve


  -  dwa miesiące później -

   Kiedy inni rzucali głupio swoimi kwadratowymi żółto-niebieskimi czapkami jak na amerykańskich filmach, ja kroczyłam razem z moją najlepszą przyjaciółką w ohydnej żółtej todze w kierunku wyjścia ze szkoły. Wypinając dumnie pierś schodziłam po raz ostatni po schodach budynku.
   - Już nigdy moja stopa nie postawi w tym miejscu – zaśmiała się wesoło Polly odgarniając swoje rude i specjalnie na dzisiejszą okazję, wyprostowane włosy. Posłałam jej szeroki uśmiech.
   - Zgadzam się z tobą w pełni, kochanie. – przybiłyśmy sobie dłonie po czym podeszło do nas kilka osób chcących się „pożegnać”. Te szkolne szopki na zakończenie szkoły były prześmieszne. Nie znałam kompletnie ludzi, których wmawiali mi, że będą za mną tęsknić!
   - Nie będzie wstawania o szóstej i słuchania tych starych zgredów!
   - Zero przejmowania się powtarzaniem klasy czy też nie!
   - Nie mogę się doczekać imprezy wieczorem! – zachwyciła się rudowłosa wymijając poszczególnych uczniów. Kroczyłam śmiało obok niej rzucając obojętne spojrzenia ludziom. Niech „świętują” zakończenie szkoły z dala ode mnie. Ja miałam zamiar zrobić to w epickim stylu – inaczej chciałam się upić i obudzić się z kimś przystojnym w łóżku. Małe priorytety na dzisiejszy wieczór.
   - Ja nie mogę się doczekać kiedy założysz się oliwkową sukienkę.
   - To ja Ciebie chcę zobaczyć w tej małej czarnej, Lon! – pisnęła dosyć głośno kierując się w stronę parkingu, który był zapełniony tłumem ludzi i samochodów. – Twoja kiecka więcej odkrywa niż zakrywa.
   Uśmiechnęłam się lekko i przygryzłam dolną wargę. Nie wstydziłam już się paradować w skąpych strojach i nie musiałam zakładać pod normalne ubrania wyszczuplających pierdół jak to powiedziała kiedyś pewna osoba. Przez ostatnie dwa miesiące bardzo się zmieniłam – zadbałam o swoją figurę i w końcu osiągnęłam wymarzoną wagę. Skróciłam trochę włosy oraz zaczęłam inaczej podkreślać moją twarz kosmetykami. Byłam tą blond seks bombą, którą zawsze chciałam być. Byłam w końcu idealna.
   - Dobra, widzimy się wieczorem a teraz zmykam do staruszków bo już czekają przy samochodzie. – westchnęła Polly zatrzymując się wzrokiem swoich diabelnie pięknych szarych tęczówek na rodzicach machających nam z daleka. Ona, tak samo jak ja porzuciła przeszłość na dobre i skupiła się na teraźniejszości. 
   - Leć, mała. – przytuliłam ją mocno. – Widzimy się wieczorem.
   - Przez pierwszą godzinę zachowamy godność, prawda? – zapytała.
  - Nie. – pokręciłam odpowiedzi w ramach odpowiedzi po czym odwróciłam się od rudowłosej kierując się w stronę mojego samochodu, którzy rodzice sprezentowali mi miesiąc temu. Jednak moje srebrne Audi nigdy nie zastąpi mojej czerwonej Alfy Romeo Guili, ale narzekać na napęd mojego nowego autka narzekać nie mogłam.
   Kierowałam się na koniec parkingu rozmyślając czy rodzice będę w domu. Mój kontakt z nimi znacznie się urwał a co najgorsze wcale mi to nie przeszkadzało. Tak w sumie krótka wymiana zdań w ciągu dnia była dla mnie męcząca. Nie potrafiłam im chyba nadal wybaczyć, że .. to w sumie przez niech wyjechała pewna osoba. Najbardziej jednak nie potrafiłam wybaczyć mamie, która kompletnie zatraciła się w swojej pracy. Nie zrezygnowała z niej i nadal użerała się z zasranymi młodymi kryminalistami z tą różnicą, że nie sprowadzała ich do domu.  Do taty nie miałabym żalu, gdyby cały czas nie przeklinał dnia kiedy … pewna osoba przekroczyła próg naszego domu. Naprzeklinał się mój ojciec i to nie raz!
   Odgarnęłam moje zakręcone blond loczki stykające się ledwo z moimi ramionami  i przytrzymałam togę rozwiewaną przez wiatr. Kilka osób kierujących się w przeciwną stronę niż ja rzucili mi krótkie „cześć” na co ja odburknęłam się tym samym. Polly i ja musiałyśmy znosić cenę sławy, którą przyszło nam płacić jako dwie najpopularniejsze dziewczyny. Od dwóch miesięcy nikt nie spuszczał nas z języków ani z oczu. Dwie, zawsze trzymające się razem przyjaciółki nie potrzebujące jakiegoś kutasa do szczęścia.
   Uniosłam wzrok i spojrzałam na swoje auto. Zdziwiłam się dosyć mocno kiedy o jego maskę opierał się jakiś mężczyzna z kapturem. Moje serce momentalnie zabiło szybciej a oddech tak jakby stał się ciężki. Kaptur źle mi się kojarzył, ale tak w sumie był środek dnia a wokół mnie pełno ludzi. Czyżbym panikowała?
   - Hej, ty! – krzyknęłam podchodząc do samochód. Obeszłam go i stanęłam przez facetem, który nie dość, że miał kaptur to na dodatek spuszczoną głowę. – Musisz opierać się moje auto? Nie możesz się podeprzeć ziemi czy coś?!
   - Grzeczniej, blondyneczko. – powtórzyłam w głowie te dwa słowa wypowiedziane hipnotyzującym mnie głosem. – Nie ładnie tak naskakiwać na ludzi.
   Mężczyzna uniósł swoją głowę i zdjął jednym ruchem silnej ręki kaptur. Jęknęłam głośno, kiedy ujrzałam twarz Malika. Był uśmiechnięty od ucha do ucha i nie odrywał wzroku od mojej osoby. Spenetrował mnie spojrzeniem tych cholernie pięknych tęczówek od góry do dołu po czym zatrzymał się na moich oczach.
   - Boże! – jęknęłam. - To naprawdę ty? – zapytałam głupio od razu przykładając sobie dłoń do ust. Zayn parsknął gardłowym śmiechem.
   - Nie odgrywaj mi tutaj scenek powitania z filmów, Evander – zaśmiał się lekceważąco. – Liczyłem na jakiegoś przytulasa po tak długiej nieobecno…
   Nie dałam mu dokończyć, ponieważ wpiłam się zachłannie w jego malinowe usta. Ileż razy ja fantazjowałam o tej chwili! Chciałam je poczuć i wreszcie mogłam posmakować ich słodkiego smaku. Sądziłam, że się z niego wyleczyłam – w końcu nie kontaktowaliśmy się przez blisko dwa miesiące. Nie wiedziałam o nim nic, czy jest bezpieczny, czy żyje, czy ma kogoś. Naprawdę myślałam, że on jest dla mnie tylko przeszłością a okazało się kompletnie inaczej. Całowałam mężczyznę, którego rozpamiętywałam jako koszmar.
   - Takiego powitania się nie spodziewałem – szepnął w przerwie na oddech. Oparł swoje czoło o moje i położył dłonie na mojej chudej talii. Niekontrolowanie zadrżałam pod wpływem jego dotyku. Świadomość, że mnie dotknął była tak podniecająca. – Nie masz pojęcia jak bardzo chciałabym Cię teraz wziąć do siebie.
   - Weź mnie – mruknęłam nie odrywając wzroku od jego oczu. Kruczowłosy musnął szybko moje usta. – Chcę pojechać do ciebie.
   - Jeśli to zrobię to nie wiem czy Cię wypuszczę.
   - Nie będę uciekać.
   - Obiecujesz? – zapytał na co pocałowałam go namiętnie. Jego usta były takie rozkoszne, że nie chciałam się od nich odrywać. – To była wystarczająca odpowiedź.
   - Tak – przytaknęłam przytulając się do jego torsu. Nagle w mojej głowie coś zaświtało. – Czekaj, skoro ty jesteś tutaj ze mną to znaczy, że Kieran też tutaj jest?
   - Tak, mała. – Malik nie miał zamiaru wypuścić mnie z objęć. – Podejrzewam, że chce zrobić z Polly to samo co ja teraz z tobą.
   - A co chcesz zrobić? – zapytałam odchylając lekko głowę do tyłu aby spojrzeć w jego oczy emanujące pożądaniem i szczęściem.
   - Chcę Cię wycałować i nie wypuścić z łóżka.
   - Da się zrobić – oznajmiłam przygryzając lekko moją dolną wargę po czym wepchnęłam mu w dłoń kluczyki z mojego samochodu. Ten uśmiechnął się szeroko i chwilę potem siedzieliśmy w moim Audi. Wyjeżdżając z parkingu zauważyłam objętych mocno Kierana i Polly. Moja rudowłosa przyjaciółka płakała. Ze szczęścia.
   Spojrzałam na Zayna, który prowadził samochód i wciąż nie mogłam uwierzyć, że wrócił. Postanowił do mnie wrócić po dwóch miesiącach. Wrócił. Do mnie.

________

   Zayn nie zważając na fakt, że co chwilę coś przewracał w swoim mieszkaniu niósł dalej mnie na rękach zachłannie całując podczas, gdy ja oplotłam jego szyję swoimi dłońmi i dokładałam wszelkich starań aby nie utracić z nim tego kontaktu.
   Malik za pomocą kopnięcia w drzwi wszedł do pokoju, gdzie dominowało wielkie dwuosobowe łóżko z czarną, satynową pościelą i zacisnął dłonie na moich pośladkach. Całe szczęście, że tę cholerną togę zostawiłam w samochodzie i prezentowałam się przed nim w krótkich spodenkach i kusej białej bluzce.
   Kruczowłosy szybko rzucił mnie na łóżko po czym naparł na mnie przygwożdżając mnie swoimi biodrami. Poczułam jak jego ręce wślizgnęły się pod moją bluzkę i zahaczyły o  przednią częścią mojego koronkowego stanika. Ja w tym czasie wplotłam dłonie w jego ciemne włosy i co chwilę w ramach ekscytacji i podniecania, ciągnęłam za nie.
   - Nie masz nawet pojęcia, ile razy o tym myślałem – wyszeptał pomiędzy pocałunkami.
   - Trzeba było nie myśleć tylko przyjechać i to zrobić – odpowiedziałam na co Malik przygryzł lekko moją dolną wargę. Pisnęłam lekko na co on zaśmiał mi się prosto w usta.
   - Nie mogłem przyjechać.
   - Dlaczego? – zapytałam odszukując skrawka jego czarnego T-shirtu. Kiedy odnalazłam je zacisnęłam na nich mocno moje palce i uniosłam je do góry. Kiedy myślałam, że Zayn uniesie ręce do góry aby ułatwić mi pozbycie się koszulki on odsunął się ode mnie i skarcił lodowatym spojrzeniem.
   Szybko zszedł ze mnie i usiadł na skraju łóżka poprawiając włosy. Zdziwiona jego zachowaniem wyprostowałam się i poprawiłam bluzkę. Miałam ochotę zapytać co się stało, ale z doświadczenia wiedziałam, że powinnam siedzieć cicho dlatego zsunęłam się z łóżka i obeszłam chłopaka po czym uklękłam przed nim i położyłam swoje dłonie na jego policzkach pokrytych kilkudniowym zarostem.
   - To były najgorsze dwa miesiące w moim życiu, wiesz? – odezwał się po chwili nie odrywając wzroku od podłogi. Nie odpowiedziałam nic. – Cały czas się zastanawiałem jak wytłumaczę Ci całą sprawę kiedy wrócę. Jak mam Ci wytłumaczyć sprawę z Conezem i dlaczego zniknąłem z Wilsonem.
   - Ja to wiem, Zayn – szepnęłam cicho próbując złożyć delikatny pocałunek na jego ustach. Napotykając jednak jego bezruch poddałam się i odsunęłam twarz oblizując usta. Poczułam się niesamowicie niezręcznie.
   - Co wiesz, Evander? – zapytał oschle. Jego głos stał się ciężki i ochrypły dlatego nie podjęłam nawet próby uniesienia wzroku, ponieważ bałam się zobaczyć ten lód w jego oczach.
   - Kilka dni później kiedy wyjechałeś z Cardiff razem z Kieranem, odwiedziła mnie Perrie – wyjaśniłam na jednym wydechu. Dałabym sobie rękę uciąć, ze Zayn zagryzł wściekle wargę.
   - Ona Cię odwiedziła? – powtórzył zaciskając pięści. Wiedziałam, że ledwo powstrzymuje złość. Był na pograniczu furii.
   - Opowiedziała mi wszystko o tobie, Conezie, Kieranie, o niej i Dylanie – wyznałam cicho. – Ale to już nie ważne.
   - Jak to nie ważne? – warknął. Wzięłam się na odwagę i uniosłam moje spojrzenie do góry napotykając chłód jego oczu. Wstrząsnęło mną, ale miałam nadzieję, że Malik tego nie zauważył.
   - To było kiedyś, Zayn. I dla mnie nie ma większego znaczenia, dla ciebie też nie powinno mieć zwłaszcza, ze to nie ty zawiniłeś.
   - Gdybym nie wywyższał się z odwzajemnionym uczuciem Perrie, Dylan nadal by żył.
   - Ale on nie żyje, Zayn – powiedziałam poważnie zdobywając się na odwagę.  – Nie zmienisz biegu wydarzeń ani nie przywrócisz mu życia. Ale możesz skończyć rozpamiętywać przeszłość.
   - Dlaczego Ci tak na tym zależy, co? – zapytał. – Na moim czystym sumieniu?
   - Bo nic złego nie zrobiłeś. – pogładziłam delikatnie jego policzek na co kruczowłosy westchnął głośno. – Skończ rozpamiętywać tamten wieczór i zapomnij o Conezie.
   - Gdyby nie fakt, że tej nocy zginął mój przyjaciel już dawno wykreśliłbym to wspomnienie. – oznajmił oschle odwracając ode mnie wzroku. – A jeśli chodzi o Coneza to… Kieran i ja zajęliśmy się nim.
   - Jak to?
   - Tak to, blondyneczko – odburknął. – Jego już nie ma.
   - Zabiliście go?
   - Może tak, może nie. – wzruszył ramionami i zaśmiał się fałszywie. – Mieliśmy w planach wypruć flaki tej blond kurwie, ale uznaliśmy, że lepszą karą dla niej będzie ucieczka przed policją.
   - Czyli, że to koniec? – zapytałam. – Coneza już nie ma?
   - W twoim życiu nigdy go nie było i nie będzie.  – Malik odwrócił swoją twarz i uśmiechnął się delikatnie po czym nachylił się i ujął mój podbródek. – Wyładniałaś mi, Evander.
   Natychmiast spłonęłam rumieńcem i spuściłam wzrok słysząc cichy chichot Zayna. Chwilę potem kruczowłosy zwinnie uniósł mnie do góry i namiętnie pocałował. Położył delikatnie na łóżku po czym ponownie naparł na mnie swoim ciepłym ciałem. Nasze pocałunki z sekundy na sekundę stawały się coraz bardziej namiętne, ale Malik cholernie pilnował, aby nic więcej z tego nie wynikło.

______________________

Przyznam skromnie, że lubię ten rozdział. Całkiem ładnie mi wyszedł. Cieszycie się, że w końcu się miziają? Ten zaciesz (LOLZ). Conez żyje czy nie żyje, jak obstawiacie? Ja wiem i wam powiem, ale dopiero później. A teraz maluteńkie pytanie - ile osób czyta to coś? Bo wiecie, tak trochę jest akward bo obserwatorów niby jest 53 a tu dupa bo komentarzy jest 14. Rozbuchaliście mnie, o taak! Dobra, staram się być zabawna kiedy jestem w chuj zła. Ughh -.-
Jak coś na CW rozdział 5.
Oby wam przyszłe dni minęły lepiej.