sobota, 4 stycznia 2014

Chapter - Nine



   Ciemne pomieszczenie w którym się znajdowałam było jak z horroru. Siedziałam skulona w jakimś małym ciemnym pokoju, gdzie zapach stęchlizny i kanalizacji unosił się w powietrzu. Nie było tutaj żadnego okna czy kratki wentylacyjnej, abym mogła chodź trochę powdychać świeżego powietrza. Było mi słabo, zimno i niedobrze. Chciałam umrzeć.
   Minęło tak dużo czasu odkąd Conez z jego ludźmi zamknęli mnie w tym opuszczonym i doszczętnie zniszczonym hangarze. To miejsce było przerażające – brak prądu czy wody sprawiał, że w mojej głowie pojawiały się miliony masakrycznych wersji mojego dalszego bytu tutaj. Najtrafniejszą tezą wydawał się fakt, że Conez zastrzeli mnie. W końcu ja również cisnęłam w niego kulą.
   Było mi tak zimno a nie mogłam owinąć się rękoma, ponieważ miałam je związane z tyłu. W ustach miałam jakąś zabrudzoną chusteczkę, która uniemożliwiała mi prawidłowe oddychanie. Byłam cała zabrudzona i pokrwawiona. Przeżywałam najgorsze chwile życia.
   Było tutaj pełno pająków i robaków. Brzydziłam się tego i miałam odruch wymiotny kiedy tylko czułam jak coś po mnie pełznie. Chusteczka sprawiała, że za każdym razem się krztusiłam i z czasem oddychanie stało się dla mnie prawdziwą męczarnią. Chciałam stąd wyjść, chociaż z drugiej strony wiedziałam, że czeka mnie pewna śmierć.
   Nagle do moich tęczówek dotarł prąd jasnego światła. Leniwie je otworzyłam i zobaczyłam potężnego mężczyznę stojącego w drzwiach. Zamknęłam ponowie oczy, ponieważ wiedziałam co się właśnie działo. Jego pomocnik po mnie przyszedł, ponieważ Conez chciał się ze mną rozprawić.
   - Idziemy, kochanie. – warknął mężczyzna i jedną ręką chwycił moje ramię i uniósł mnie do góry. Nie potrafiłam stanąć na własnych nogach dlatego facet przytrzymał mnie z pogardą w pasie i wyprowadził z ciemnego pomieszczenia.
   Zaprowadził mnie do dużej hali, gdzie było w porównaniu do mojej poprzedniej celi było pełno okien, które wpuszczały światło słoneczne do pomieszczenia. Na środku stało małe krzesło a obok niego jakiś sznur. Conez stał dokładnie nad krzesłem i uśmiechał się złowrogo. Jego ludzie stali trochę dalej za nim co chwilę wymieniając się jakimiś opiniami.
   - Posadź ją tutaj, Alex. – rozkazał Conez wskazując na krzesło. Alex kiwnął jedynie głową i popchnął mnie na krzesło. Obwiązał moją zmarznięte ciało liną dookoła po czym wyjął chusteczkę z moich ust. Zakaszlałam.
   - Spokojnie, słoneczko. – Conez znalazł się tuż przy mnie i pogłaskał mój policzek. Byłam tak słaba, że nie miałam nawet siły odwrócić głowę. – Weź głęboki oddech i uspokój się, London.
   - Skąd znasz moje imię? – zapytałam ledwo słyszalnie. Moje oczy same się zamykały. Tak łatwo byłoby teraz zasnąć, ale co byłoby później?
   - Wiem o tobie wszystko, kochanie. – zaśmiał się. – Muszę znać ludzi, którzy chcieli mnie zabić.
   - Nie chciałam Cię zabić. – wysapałam a on tylko zarechotał. Tak potwornie się śmiał, że przeszył mnie dreszcz.
   - A jednak strzeliłaś we mnie, London. – mruknął po chwili. – Strzeliłaś w obronie Zayna Malika.
   - Nie wiem o czym ty mówisz. – powiedziałam. Na jego twarzy pojawiło się kilka zmarszczek.
   - Dobrze wiesz, kochanie. – powiedział i wyprostował się. Wyjął z kieszeni czarny pistolet. Uklęknął ponowie przy mnie przykładając otwór broni do mojego czoła. Zadrżałam.
   - Zadam Ci kilka pytań a ty mi na nie grzecznie odpowiesz. – powiedział przyciskając broń bardziej w moją skórę. Zamknęłam oczy. – London, gdzie jest teraz Zayn? Bo w domu u ciebie go nie ma.
   Nie odpowiedziałam nic. Zayna nie było w domu? Zdążył się wynieść? Dowiedział się, że Conez mnie porwał i uciekł z Cardiff. Jak to dziwnie brzmiało. „Porwał”. Dla normalnej dziewczyny takie słowo jest znane tylko w jej ulubionych serialach kryminalnych, ale nie w normalnym życiu. To było takie śmieszne a zarazem kurewsko przerażające.
   - Twoje milczenie oznacza niewiedzę. – zacmokał Conez po czym odsunął broń ode mnie. Już miałam odetchnąć kiedy ujął moją twarz w swoją potężną dłoń. Ścisnął moje policzki tak mocno, że w moich oczach pojawiły się łzy. – Albo nic nie gadasz, żeby kryć tego skurwysyna.
   - Spokojnie, Sebastian. – po hali rozległ się kobiecy głos. Otworzyłam oczy i poczułam jak rozluźnia się ucisk mężczyznę. – Ona nam będzie jeszcze potrzebna.
   Zza cienia wyłoniła się smukła postać wysokiej blondynki. Była ubrana w skórzane spodnie i czarny top odsłaniający jej niesamowicie płaski brzuch. Miała na sobie czarne szpilki, które dodawały jej seksapilu. Przeniosłam wzrok na jej twarz i wstrzymałam oddech. Miała niesamowicie bladą twarz dlatego jej mocno przycieniowane na czarny kolor oczy wyróżniały się na tle jej twarzy. Usta dziewczyny były pomalowane wręcz perfekcyjnie czerwoną szminką a jej blond włosy opadały na jej ramiona. Była dokładnie taka jaka ja chciałam być. Idealna.
   - Chcesz sobie uciąć damskie pogawędki, Perrie? – prychnął Conez i odsunął się ode mnie. Blondynka podeszła do mnie z łobuzerskim uśmiechem i nachyliła swoją twarz nad moją. Z twarzy nie schodził jej ten głupi uśmieszek. Była taka piękna, że wręcz nierealna.
   - Szczerze … nie mam pojęcie co Malik w tobie widzi. – kiedy tylko usłyszałam te słowa poczułam piekielne pieczenie na moim policzku. Na twarzy blondynki wciąż istniał ten cyniczny uśmieszek. Ta suka mnie uderzyła!
   - Ty szmato. – warknęłam krzywiąc się z bólu. Blondynka parsknęła śmiechem.
   - Szmato? – powtórzyła. – Zayn nie nauczył Cię więcej obelg? W ogóle dziwię się, że chciał spędzać czas w twoim towarzystwie. – prychnęła a we mnie się zagotowało. Nagle strach został zastąpiony przez nienawiść. – Nie mam naprawdę zielonego pojęcia dlaczego istniejesz w jego życiu! Co on w tobie widzi?
   - Zazdrosna Pezz? – prychnął Conez wywołując falę chichotu pośród reszty umięśnionych półgłówków. Blondynka odwróciła się do mnie tyłem i przeniosła wzrok na mężczyznę. Byłam niemal pewna, że ta wypowiedź ją uraziła.
   - Zazdrosna? Nie – zaprzeczyła z wściekłością w głosie. – Raczej poirytowana!
   Odwróciła się do mnie z powrotem i uklęknęła przede mną tak jak zrobił to Conez przed paroma minutami. Zlustrowała moją twarz po czym warknęła. W jej oczach widziałam żal i nienawiść.
   - Zacznijmy od początku, kochanie. – mruknęła z udawaną troską. – Jestem Perrie a ty moim więźniem. Chcesz lepszych warunków, odpowiadaj bezbłędnie na moje pytania, rozumiemy się blondyneczko?
   Na to określenie momentalnie, łzy nacisnęły się do oczu. Ile bym dała, żeby usłyszeć tę nazwę w stosunku do mnie z ust Malika. Tak bardzo tego chciałam.
   - A więc, kochanie .. – Perrie zrobiła przerwę w wypowiedzi, aby zawiesić wzrok na moich udach. – Gdzie jest Zayn?
   - Nie wiem. – odparłam szybko spuszczając wzrok.
   - Zła odpowiedź. – zaśmiała się ponuro po czym ponownie mnie uderzyła zaciskając pięść. Krzyknęłam głośno na co blondynka zazgrzytała zębami.
   - Zapytam się jeszcze raz. – wyciągnęła zza tyłu spodni czarny pistolet, niemal identyczny jaki miał Conez. Przybliżyła broń do mojej skroni i nachyliła swoją twarz. – Gdzie jest ten skurwiel?
   - Ni-nie wiem.  – wyjąkałam. Byłam przerażona i pewna, że mój żywot jest policzony w ciągu kilku najbliższych minut. – Nie wi-wiem o kim mówisz.
   - Malik wciąż potrafi tak dobrze mącić w kobiecych głowach. – prychnęła z pogardą po czym schowała pistolet. Przejechała swoim długim, sztucznym paznokciem po moim policzku po czym zbliżyła swoje usta do mojego ucha. – To jest jego bardzo przydatna umiejętność, kochanie.
   Perrie odwróciła się gwałtownie i podeszła do Coneza. Ten ujął ją łapczywie w talii po czym grubiańsko pocałował. Odrzuciło mną. To był taki obleśny pocałunek, że miałam ochotę zwrócić posiłek, który jadłam kilka dni temu. Blondynka mimo, iż miała bardzo dużo makijażu na twarzy, nie mogła mieć skończonej dwudziestki natomiast Conez wyglądał na starszego faceta. O jakieś dziesięć lat od Perrie.
   - Jest lojalna jak suka. – powiedziała z uśmiechem blondynka kiedy odkleiła się do mężczyzny. – Malik ją porządnie omotał.
   - Jak każdą. – podsumował Conez a w mojej głowie zawirowało słowo „każdą”. To ile ich było? Setki, dziesiątki? Należałam do jakiś głupich naiwnych lasek, które Zayn wykorzystywał?
   - To co z nią robimy, kochanie? – zapytała Perrie wkładając swoją dłoń zza spodnie Coneza nie przejmując się kompletnie tym, że ten „pokaz” oglądało kilkanaście osób.
   - Dostanie nauczkę za milczenie a potem odstawimy tam, skąd ją wzięliśmy. – powiedział Conez. Odwrócił głowę i uśmiechnął się do mnie. Już miałam zaprzeczyć kiedy poczułam od tyłu potworny ból głowy.

________

   Kiedy się obudziłam było mi zimno i niewygodnie. Dookoła panował mrok a opuszczone ulice sprawiały, że ta sceneria przypominała jakiś psychiczny horror. Wszystko mnie bolało dlatego trochę minęło czasu zanim zebrałam siły i wstałam. Kiedy stanęłam już na swoich siłach zorientowałam się, że znajduję się na Hogan Drive czyli dokładnie tam, gdzie Conez zmasakrował mój wóz i uprowadził mnie do tego potwornego hangaru. Zaczęłam się rozglądać za moim zmasakrowanym samochodem mając nadzieję, że będzie on tutaj jeszcze. Chciałam jakoś do niego wejść i spędzić w nim noc, ponieważ nie miałam siły szukać pomocy. Zwłaszcza, że była noc a na całą długą, opuszczoną ulicę działała jedna latarnia.
   Mojego samochodu nigdzie było, przez co miałam ochotę usiąść na zimnym asfalcie i zacząć płakać. Jednak nie zrobiłam tego! Podciągnęłam moje przetarte i ubrudzone spodnie po czym owinęłam się rękoma i ruszyłam przed siebie kuśtykając. Modliłam się w duchu, aby przejechał tędy jakikolwiek samochód. Weszłabym do byle jakiego, byleby znaleźć ciepło.
   Załamana i przepełniona najgorszymi myślami ruszyłam przed siebie, boleśnie utykając. Bolała mnie cała prawa noga. Moje jeansy były podarte dlatego dostrzegłam, że noga była całą posiniaczona. Czułam się beznadziejnie, jak wrak człowieka. W tamtym momencie żałowałam, że żyję. Chciałam położyć się i nigdy już nie obudzić. Zresztą nie wyobrażałam sobie dalszego życia. Uprowadzono mnie, pobito, poniżono i skaleczono. Mam wierzyć, że taka sytuacja już nigdy nie nastąpi? Skąd mogłam mieć pewność, że pewnego dnia jeden z nich ponownie mnie nie porwie a cała reszta na czele z Conezem  i tą blondynką, nie będą mnie ponownie bić i wyzywać?
   Z oddali usłyszałam ryk silnika. Odwróciłam się i ujrzałam bardzo daleko dwoje par świateł. Moje serce skoczyło mi do gardła a ręce zaczęły się trząść jeszcze bardziej. Jestem uratowana, pomyślałam z nadzieję i wyszłam na środek ulicy czekając, aż samochód się zatrzyma i mnie weźmie.
   Kiedy auto było już blisko mnie zahamowało. Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam kuśtykać w jego stronę, jednocześnie schodząc mu z drogi. Podeszłam do drzwi kierowcy i już miałam się oprzeć o drzwiczki samochodu i błagać o podwózkę, kiedy wóz odjechał z impetem. Nagły start samochód był taki szybki, że obalił moje ciało na zimno podłogę. Uderzyłam o asfalt swoją kością ogonową z takim hukiem, że rozniosło się po opustoszałej Hogan Drive. Zawyłam z bólu po czym zaczęłam się zwijać w kłębek na podłodze.
   Jeszcze nigdy nie pragnęłam śmierci jak w tamtej chwili.
   Chwilę potem, wciąż odczuwając ból, moich uszu dobiegł ponowny głośny ryk silnika. Z nie wiadomych mi powodów dźwięk silnik wydał mi się znany. Taki charakterystyczny. Jakby odzwierciedlał czyjś charakter. Jednak możliwe było też, że zaczynałam mieć halucynację i traciłam kontakt z rzeczywistością.
   Nie łudziłam się, że samochód się zatrzyma. Nawet tego nie chciałam, jednak kiedy czekałam, aż auto przejedzie obok mnie z niesamowitą prędkością, usłyszałam jak silnik gaśnie. Mimo, iż ból nie dawał mi spokoju spróbowałam unieść głowę lekko do góry i zobaczyć co się dzieje. Bezskutecznie. Byłam za słaba.
   - London! – znałam ten głos. Ta seksowna chrypka wymieszana z kilkoma akcentami była mi znana. – Kurwa, London.
   Poczułam jak ktoś podbiegł do mnie i chwycił za dłoń. Czyjś ciepły dotyk pogładził mój zabrudzony policzek. Zebrałam wszystkie siły i otworzyłam powieki. Zamrugałam kilkakrotnie i spojrzałam na osobę, która pochylała się nade mną. Na początku nie wiedziałam kto to, ale z biegiem sekund rozpoznałam go.
   - Zayn. – wyszeptałam słabym głosem. Kruczowłosy bez najmniejszego namysłu chwycił mnie jedną ręką w pasie a drugą ujął delikatnie mój kark. Uniósł mnie bez jakiegokolwiek problemu i szybko skierował się do swojego samochodu. Otworzył drzwi ze strony pasażera i delikatnie usadził mnie na siedzeniu. Ciepło panujące w środku pojazdu od razu wdało mi się we znaki. Malik ściągnął swoją czarną bluzę i opatulił nią, moją osobę. Zamknął drzwi i szybko okrążył samochód, aby zająć miejsce kierowcy.
   Oparłam głowę o fotel i rozkoszowałam się ciepłem, jakie panowało wewnątrz samochodu. Miękkość i temperatura były po prostu dla mnie jak wspaniały sen. Ziścenie się najskrytszych marzeń. Nie leżałam już na zimnej podłodze skulona w kłębek. Napawałam się ciepłym powietrzem utrzymywanym w samochodzie Zayna.
   Malik bez pytania wziął moją posiniaczoną i zamarzniętą dłoń i mocno ją ścisnął. Jego ciepły dotyk był istnym rajem. Otworzyłam lekko oczy i obróciłam głowę delikatnie  jego stronę. Na jego twarzy malowała się wściekłość wymieszana z troską.
   - London – wyszeptał po czym wolną dłonią pogłaskał mój szczypiący mnie policzek. Widząc jak skrzywiłam się z bólu odsunął dłoń. Już miałam powiedzieć, że to nic takiego kiedy nachylił lekko swoją idealną twarz w kierunku mojej. Byłam tak słaba, że nie miałam siły posługiwać się zbytnio mimiką twarzy. Jednak kiedy jego malinowe usta musnęły delikatnie mój policzek, zdałam sobie sprawę, że niepotrzebnie się obawiałam.
   To uczucie, które mnie przeszyło kiedy jego wargi spotkały się z moją skórą. Jak dotyk Anioła, zesłanego mi, aby mi pomóc. Malik był moim Aniołem, który mimo przeszkód zawsze był przy mnie. Był dla mnie.
   - Przysięgam Ci, że go zabiję. – mruknął po chwili odsuwając się. – Zabiję go.
   - Po co? – wyszeptałam po chwili. Chciałam ścisnąć mocniej jego dłoń. Ten to zauważył i wyręczył mnie opatulając moją prawą kończynę, swoją drugą dłonią. – Narobisz sobie niepotrzebnych kłopotów, Zayn.
   - Nie odpuszczę mu tego co Ci zrobił, Evander. – powiedział oschle. Wiedziałam, że ledwo co powstrzymuje nerwy w mojej obecności. Starał się nie wybuchnąć mimo tego, że miał ochotę wykrzyczeć światu swoją złość.
   - Zrobisz coś dla mnie? – Malik nie odpowiedział tylko spojrzał na mnie tymi swoimi czekoladowymi tęczówkami. Tak mi ich brakowało, tego ich blasku i wspaniałości. – Bądź zawsze przy mnie.
   - London … - westchnął głośno po czym pogładził moje brudne blond włosy. Nie wiedział co odpowiedzieć. – Jedźmy do domu.
   - Rozumiem. – zawiodłam się jego odpowiedzią. Liczyłam bynajmniej na to, że skłamie w obliczu sytuacji, ale przeliczyłam się. – Oni mnie będą jeszcze szukać, prawda?
   - Jacy oni, Evander? – zapytał.
   - Conez i ta blondynka. – odparłam. Przestałam się trząść.
   - Jaka blondynka? – na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
   - Wszyscy mówili jej Pezz. – mruknęłam obserwując Malika. Puścił moją dłoń i zacisnął swoje ręce w pięści. Rzucił cicho pod nosem wiązankę przekleństw i odpalił silnik. Z impetem ruszył z miejsca. Był wściekły.
   - Powiedziałam coś nie tak? – zapytałam cicho, opatulając się bardziej jego ciepłą i nasiąkniętą jego ciałem, bluzą.
   - Oni już nigdy Cię nie dotkną, słyszysz? – warknął wściekle. – Nie pozwolę, aby coś Ci się stało.
   Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Widziałam, że Zayn był wściekły dlatego nie chciałam wszczynać  z nim jakiejkolwiek konwersacji, ponieważ bałam się, że może ona się sprawdzić na zły tor.
   Siedziałam cicho, przykrywając się do bluz chłopaka, napawając się ciepłą temperaturą. Czułam jak potargana bluzka skleja się z moim ciałem pod wpływem potu. Pierwszy raz cieszyłam się, że moje ciało produkowało tę substancję. Pierwszy raz, cieszyłam się, że mogłam doświadczyć efektu pocenia.
   Miałam cały czas zamknięte oczy. Malik pewnie myślał, że spałam, ale po prostu nie miałam siły mieć ich uniesionych. W mojej podświadomości wciąż widziałam ten łobuzerski uśmiech Coneza i perfidny uśmieszek tej blondynki. Te dwie postacie spędzały mój sen z powiek. Miałam dość tych wszystkich „niedociągniętych” historii Zayna i miałam zamiar zażądać od niego całej wiedzy na ten temat. Zasługiwałam na gram prawy, zwłaszcza po tym co przeszłam.
   - London – poczułam jak samochód stanął. – London, śpisz?
   - Nie – wyszeptałam i otworzyłam oczy. Od razu spostrzegłam, że zaparkowaliśmy pod moim rodzinnym domem. Przejechałam dłońmi twarz, aby powstrzymać napływ emocji spowodowanych powrotem do domu.
   Zayn otworzył drzwi od mojej strony i odpiął mój pas bezpieczeństwa. Chwycił mnie mocno za rękę i pomógł mi wyjść. Kiedy stanęłam na nogach, chwycił mnie mocno w talii i przewiesił moją lewą ręką wzdłuż jego szyi. Skierował nas do głównych drzwi. Naprał na klamkę i wprowadził mnie do środka. Nie zdążył zamknąć porządnie drzwi, kiedy usłyszałam głos mojej rodzicielki.
  - Córeczko – Chelsea rzuciła się w moim kierunku i przytuliła mnie mocno. Zayn odsunął się od nas i stanął w kącie, przyglądając się nam spod byka. – Kochanie, tak się martwiłam o ciebie!
   - Bałam się, mamo. – wychlipałam po chwili, popłakując w jej obojczyk. – Ja się ich tak bałam, mamusiu.
   - Kogo się bałaś, córeczko? – mama uniosłam moją twarz i spojrzała na mnie z bólem. Pogładziła delikatnie mój policzek po czym spojrzała z wściekłością na Zayna. – Powiedz, że nie miałeś nic wspólnego z tym.
   - Przepraszam, Chelsea. – wyznał po chwili z skruchą w głosie. – To wszystko była moja wina. Nie powinienem pozwolić London, aby wtedy za mną pojechała. Nie powinienem wplątywać ją w sprawy z Conezem. – zrobił przerwę i wziął głęboki oddech. – To wszystko moja wina i jest mi tak przykro…
   - Idź na górę London, zaraz do ciebie przyjdę. – poleciała mi cicho, po czym pocałowała mnie w czoło. Chwyciłam się ściany i ukierunkowałam się w stronę schodów, kiedy usłyszałam ledwo panujący nad swoim tonem, głos rozwścieczonej mojej rodzicielki.
   - A ty, Malik masz godzinę, żeby spakować się i zniknąć z naszego życia! 


___________________________

  Czuję się jak gówno. Dosłownie. Jak Wam mija Nowy Rok?
Pezz pojawiła się już w zakładkach bohaterów. Jak rozdział? Moim zdaniem, taki sobie.
Hej, może te 51 osób, które "czyta" LOH odezwałoby się, hmm?
Dziękuję wszystkim co regularnie komentują i sprawiają, że chcę pisać dalej! Jesteście WSPANIALI!
Ogromne podziękowania dla Velvette, która swoimi wywodami rozśmiesza mnie do łez! Jesteś wielka!
+ You`re my compromise (rozdział drugi)

28 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. musiałam zaklepać, bo było cztery minuty temu, a chciałam być pierwsza, lecz jechałam do domu. c;
      o. mój. boż.

      JA CIĘ KOCHAM DZIEWCZYNO I NIENAWIDZĘ. MOJE NERWY I EGO JEST TAK POTARGANE JAK MOJE WŁOSY O PORANKU *bawię się w poetkę, ale mi nie wychodzi*.
      poza tym, wielka nie jestem. dochodzę ledwo do metru pięćdziesiąt! ale tak, czy inaczej dziękuję. czuję się wyróżniona, serio. i nie przestajesz mnie zadziwiać.
      począwszy od tego, że przechodząc obok z plakatu z Little Mix, chciałam wyrwać stamtąd Perrie (Marta, witam w klubie) i ją po prostu zdeptać. denerwowała mnie tym, co robi. nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji.
      niczego się tutaj nie spodziewałam.
      aczkolwiek na początku jebnęłam takie "wtf, że z Conezem?". czuję, że ona go w ogóle nie kocha. jest z nim tylko dla korzyści, a wnioskując z tego wszystko, co powiedziała, czy zrobiła, nienawidzi Malika. czyżby dawne zakochańce? czysta zemsta i wspólne cele. przecież taka piękna dziewczyna jak Perrie, nie dałaby zmarnować sobie życia z takim starym zgredem.
      lecąc dalej, potrzebowałam chwili, by skojarzyć fakty i zrozumieć, o co chodzi. kto był w aucie? gdzie ona była? co się właściwie stało? ale studiując to wszystko ponownie zrozumiałam wszystko i zdałam sobie sprawę, jakie to jest zajebiste. jaka TY jesteś zajebista. chociaż, gdyby się moja Sassy Princess włączyła powiedziałabym, że dalej się możesz opalać w cieniu mojej zajebistości. mimo, że opowiadaniami do Ciebie nie dorównuję.
      Malik ma serce, huh? znaczy, musi mieć, nie żyłby. ale wiesz, o co mi chodzi. a było to mniej, więcej tak;
      Kiedy wyszedł Conez i wyciągnął pistolet, mój czołg (ma na imię Arnold, tak w sumie, nie wiem czy to ważna informacja, ale po prostu lubię gdy ważne dla mnie rzeczy mają imiona) także stoi w gotowości.

      Czytam dalej. Scena druga, paznokcie przy prawej dłoni stracone. A były już tak długie!

      Samochód podjeżdża, okazuje się, że to Malik. Trzy paznokcie z lewej dłoni przestały istnieć. Cholera, a miałam postanowienie. Łapie ją za rękę i Jezus Media Markt, bumciakalaka Velvet ma chłopaka! nie, nie ma. ale się rymuje.

      wydaje mi się, że Zayn nie zostawi London samej. skoro jej obiecał, musimy go trzymać za słowo. a jeśli nie dotrzyma, jest dla mnie nikim. ci, którzy nie dotrzymują obietnic, są dla mnie obojętni.

      Ciao!

      Usuń
    2. hihi, jebnę spamem.
      zapraszam na rozdział 3! <3

      Ciao!

      Usuń
  2. Rozdział świetny pomimo porwania i pobicia London. Chelsea wywaliła Malika z ich życia, ale czy na pewno on to zrobi? Wydaje mi się, że i tak w tajemnicy przed nią będzie chronił London. Zastanawia mnie co Conez zrobi dalej. Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. cudownyyyyyy <33 ale on nie może teraz zostawić blondyneczki! oiiiiiiiiiiiiiiiii nie! czekam na nn ;*
    pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział genialny !
    Mam nadzieje ze Malik nie zniknie ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny, jak poprzedni. Przyznam szczerze - myślałam, że to porwanie trochę dłużej potrwa. ;D Ale to pewnie nie koniec... Trochę brakuje mi opisu tego, co Conez jej zrobił. Ale bohater Malik rekompensuje to wszystko! ;) Mam nadzieję, że nie zostawi jej samej.

    A! Piszemy zatrzyma, a nie zatrzymie. I chodź używamy, jeżeli prosimy kogoś, żeby za nami podążał. W Twojej wypowiedzi powinno być choć. Wszedłbym należy do chłopaków, bohaterka weszłaby. To tyle z błędów, które naprawdę rzucają się w oczy.

    Pozdrawiam. ;)

    USED

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Błędy mi się zdarzają i to dosyć często :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. ey no weź czemu jej matka go wywaliła!? niech on nie znika, niech ją dalej odwiedza nwm np. pod szkołą, bo to sie tak skończyć nie może!! wgl fajnie, że ją mlasną w policzek to słodkie czekam na nexta weny i buziole ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. o jezu!
    idealny, ale kurwa jego mac nie wywalaj ho z domu kobieto co ty robisz?!
    emocje XD
    cudowny jak zwykle.pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże, zajebisty rozdział :D
    Szczerze to spodziewałam się po Conezie czegoś lepszego.
    Ale domyślam się, że to nie koniec, tak tego nie zostawi.
    Nareszcie pojawiła się Pezz. Czyżby była Malika ?
    Jej zachowanie na to wskazuje xD Chorobliwie zazdrosna.
    Co on jej mógł zrobić, że tak pragnie zemsty ?
    Ale ta scenka z Conezem była yhhh. Nie szanuje się.
    A fragment, kiedy Zayn znalazł London była omniomniom <3
    Tak, wiem, brakuje mi epitetów i nadrabiam tym czymś xD
    Wracając: postąpił tak słodko, ale zachował wizerunek :P
    Ten buziak w policzek zrył mi psyche ♥.♥
    Pokazał swoją wrażliwą i opiekuńczą stronę :)
    Ale zgadzam się z nim, to była tylko i wyłącznie jego wina.
    Chealsea dobrze zrobiła, postąpiłabym tak samo.
    I oczywiście wiem, że tak tego nie skończysz ;3
    Tylko co Malik wykombinuje ? Nie mam pojęcia xD
    Także pozdrawiam, całuję i czekam na nexta ;*
    M.

    PS Jprdl, Velvet, jakim cudem ty piszesz tak długie komentarze ? O.O Masz wyobraźnię, ale to ? Wow xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha Marcix! jestem zajebista ołje. *tańczy macarenę*

      Usuń
  9. KOCHAM <3 /Ania

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział rewelacyjny <3 Pezz? :o zaraz pędzę ją obczaić w zakładkach.
    Czemu czujesz się jak gówno kochanie? :/
    Czekam na nn!
    Ściskam
    Kiyoko

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż mogę rzec? Rozdział jest cudowny. Jak Chelsea mogła go wyrzucić?! ;c Mam nadzieję, że Malik nie zostawi London. Czekam na next.
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  12. On nie moze jej zostawic . !

    OdpowiedzUsuń
  13. no aleee......on nie moze odejsc ;ccc !
    ale rozdzial ogólnie bardzo fajny, mi sie podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw:P
    Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie spodziewałam się tego wszystkiego . Zayn nie może odejść :'(.
    Czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  16. SUUUPEEER!!!!!!!!!!!!
    Na nic więcej mnie nie stać :c
    Czekam na next XD

    OdpowiedzUsuń
  17. o jezuśku !
    To jest mega ! Tak bardzo uwielbiam to opowiadanie !

    Coż czuję, że Pezz to była Malika? Widać, że była taaak bardzo zazdrosna o London ! Jestem ciekawa co Conez i Perrie jeszcze wymyślą.. W sumie dobrze, że ją wypuścili , ale czuję, że to dopiero początek kłopotów..
    Gdy London szła tą ulicą, to tylko czekałam na moment, aż Zayn ją znajdzie.. I się doczekałam ! *___*
    boże to takie piękne jak Malik zachował się w stosunku do London i się nią zaopiekował, był taaki delikatny i czuły, widać, że ona nie jest mu obojętna.. Uwielbiam takiego Malika, takiegp z charakterkiem *___*
    Chelsa nie może go wyrzucić, no jak? o matko, matko !
    Tyle się dzieje.. o.o

    Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. :>
    Pozdrawiam.♥
    @blue_eyes_9

    OdpowiedzUsuń
  18. Teraz , i sie tłumacz dlaczego rozdziały są długie a dodajesz je raz w miesiącu .. hmm no jaką znajdziesz wymówke no.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się dodawać rozdziały częściej niż raz w miesiącu :)

      Usuń
  19. "Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć"

    Bardzo przepraszamy za spam, który zostawiamy, ale chcemy tylko zaprosić na nowy rozdział na naszym blogu. Jeśli cię uraziłyśmy to proszę usuń ten komentarz, ale jeśli masz czas to wpadnij na naszego bloga: http://life-are-moments.blogspot.com/, gdzie pojawił się rozdział z perspektywy Allie.

    Pozdrawiamy: Allie & Jamie ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Mama London nie może Go wyrzucić! :( Mam nadzieję, że będą razem :)

    OdpowiedzUsuń