sobota, 11 stycznia 2014

Chapter - Ten




      Kiedy się obudziłam, mój pokój był oświetlony przez światło słoneczne wpadające przez okno. Przetarłam moje zaspane oczy i wyprostowałam się do pozycji siedzącej przypominając sobie mój sen.
   Conez mnie uprowadził i bił. Pomagała mu w tym jakaś blondynka, piękna blondynka. Zayn znalazł mnie później na drodze a ja nie miałam pojęcia jak się tam znalazłam. Kiedy wróciliśmy do domu moja mama była wściekła i wyrzuciła Zayna za drzwi.
   - Popieprzony sen. – mruknęłam sama do siebie wciąż zaspanym głosem po czym przetarłam swoją twarz moimi dłońmi. Syknęłam z bólu kiedy przejechałam ręką po moim policzku. Zaczęłam go dokładniej dotykać sprawiając sobie przy tym ogromny ból.
   Szybko zerwałam się z łóżka i nie zważając na mój potworny, poranny wygląd wybiegłam z mojej sypialni i udałam się do pokoju dla gości, który zajmował Zayn.
   Błagam, tylko nie to.
   W śnie, ta blondynka uderzyła mnie kilka razy a potem cała reszta za rozkazem Coneza mnie biła do utraty przytomności. Co jeśli to nie był sen, tyko prawda? Co by to znaczyło? Że naprawdę zostałam uprowadzona i bita? Mój samochód leżał gdzieś na odludziu, doszczętnie zniszczony?
   Czy to znaczyło, że moja mama naprawdę wyrzuciła Zayna z domu?
   Naprałam mocno na klamkę i otworzyłam drzwi pokoju gościnnego. Już miałam krzyknąć imię chłopaka kiedy zorientowałam się, że w pomieszczeniu nie ma ani jednej żywej duszy. Pokój był już porządnie posprzątany i jasny. Zasłony były odsunięte na bok wpuszczając do niego mnóstwa światła. W powietrzu unosił się zapach ogromnej ilości odświeżaczu powietrza.
   Po Maliku nie było ani śladu.
   Z łzami w oczach skierowałam się na dół, gdzie miałam zamiar zastać moją rodzicielkę. Biegnąc szybko po schodach słyszałam jak ktoś krząta się w kuchni. Kiedy tylko zlustrowałam jej blond sylwetkę w kuchni, wparowałam do kuchni jak strzała i dałam upust moim emocjom.
   - Gdzie on jest, mamo? Gdzie on do cholery jest?!
   - London, nie krzycz. – skarciła mnie kobieta i natychmiast do mnie podeszła. Jej twarz była cała blada a ogromnie cienie pod oczami uświadomiły mi, że nie zmrużyła oka tej nocy. – Skończ płakać.
   - Mamo, gdzie jest Zayn? – nie krzyknęłam tego już tak jak przed chwilą, ale nadal był zdruzgotana i roztrzęsiona. Łzy spływały po moich policzkach.
   - Wyprowadził się. – powiedziała starając się nie ukazać przy tym żadnych emocji. – Już nigdy więcej nie narazi Cię na żadne niebezpieczeństwo. Nie zobaczysz go już, kochanie.
   - Jak mogłaś? – warknęłam wciąż płacząc. – Nie możesz go wyrzucić, zwłaszcza teraz! On potrzebuje pomocy! Czy ty masz w ogóle pojęcie co mu grozi?!
   - On mnie już nie interesuje, London! Mam kompletnie gdzieś tego chłopaka po tym co Ci zrobił! – wskazała dłońmi na mnie. – Zaufałam mu, że się zmienił i powierzyłam opiekę nad tobą podczas, gdy ja jechałam to tego pieprzonego Bradford i próbowałam dowiedzieć się coś o nim! Pomóc mu!
   - Ale dlaczego go wyrzuciłaś?! Zadzwoń, żeby wrócił! – poprosiłam litośnie.
  - Nie będziesz już miała z nim nic wspólnego, córeczko. – kobieta starła z mojej twarzy łzy i ucałowała mój policzek. – On Cię już nie skrzywdzi!
   - On by mnie nigdy nie skrzywdził! – odsunęłam się od niej, znowu głośno krzycząc. – Znam go i wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził!
   - Znasz go? Nie rozśmieszaj mnie, London! – uniosła się. – To kryminalista od najmłodszych lat. Jemu na niczym nie zależy jak na własnej osobie!
   - To ty mnie nie rozśmieszaj, mamo! Podjęłaś się pomocy mu, więc łaskawie spełnij swój pieprzony obowiązek!
   - Mam mu pomóc po tym jak mnie okłamał? – prychnęła lekceważąco. – Po tym jak doprowadził Cię do takiego stanu?!
   Mama chwyciła mnie brutalnie za ramię i wręcz popchnęła w kierunku przedpokoju, przed wiszące lustro. Stanęłam nad nim i już miałam się obrócić i wyznać jej, że jest okropna kiedy zatrzymałam się na swoim lustrzanym odbiciu.
   Nie patrzyłam na moje nagie nogi ani ciało okryte jedynie za dużą koszulką, która służyła mi jako piżama. Nie obchodził mnie fakt, że nie miałam na sobie ani grama makijażu  a moje włosy błagały o pomstę do nieba.
   Moja twarz była cała napuchnięta i posiniaczona. Mój policzek był cały czerwony i obdarty, dlatego tak niesamowicie mnie piekł. Pod prawym okiem miałam jeden wielki siniak wyróżniający się na tle mojej bladej twarzy. Smugi brudu na czole i nosie odrzucały mnie. Przeniosłam wzrok na resztę mojego ciała – ramiona jak i nogi również były brudne i posiniaczone. Od żółtych siniaków wielkości pierścionka do sino fioletowych o masywnych kształtach. Wyglądałam okropnie.
   - Jak mam pomóc komuś kto pozwolił mojej córce wyglądać tak? – moja mama podeszła do mnie i delikatnie objęła mnie od tyłu. Nie zareagowałam na jej gest tylko nadal wpatrywałam się w swoje odbicie.
   - To nie jego wina. – wykrztusiłam po chwili pozostając w tej samej pozycji. – On jest naprawdę wspaniały. Ostrzegał i zabronił wychodzić, ale ja się uparłam. On o mnie dbał i martwił się o mnie, mamo. A te wszystkie siniaki to nie jego wina i …
   - London, on zamordował człowieka. – kiedy matka przerwała mi, zamarłam. – Nadal chcesz go bronić i mówić mi, że jest dobry?
   Nie wierzyłam w to. Nie. Zayn może i był arogancki, egoistyczny, nieokrzesany, wulgarny i impulsywny, ale nie dopuściłby się zabójstwa. Nie odebrałyby nikomu życia. On nie byłby do tego zdolny. Nie Malik, nie on.
   - Nie wierzę Ci. – szepnęłam po chwili i uwolniłam się z uścisku Chelsea. Czując jak łzy po raz kolejny atakują moje policzki pobiegłam do mojego pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i bez zastanowienia ruszyłam do łazienki. Moje oczy zaczynały mnie parzyć od tych łez.
   Odkręciłam kurek w gorącą wodą i nalałam sobie do wanny. Z pomieszczenia zniknęły wszystkie kosmetyki chłopaka, które kilka dni temu jeszcze tutaj były. Zayn naprawdę zniknął.
   Podeszłam do umywalki i schowałam twarz w dłoniach. To nie mogła być prawda, pomyślałam po czym spuściłam dłonie i zawiesiłam głowę nad umywalką. Nagle zauważyłam małą złożoną kartkę tuż obok mydelniczki. Bez zastanowienia chwyciłam ją w dłonie i rozłożyłam po czym przeleciałam wzrokiem po jej skąpej zawartości.
`Już nikt nigdy Cię nie skrzywdzi. W tym ja. Zayn.`


________


   Głośne pukanie do drzwi naprawdę mnie irytowało. Czy moi rodzice nie mogli zrozumieć, że chciałam pobyć sama i wypłakać się za wszystkie czasy w poduszkę? Nie mogli dać mi trochę prywatności?
   - Mówiłam, że nie chcę Was widzieć. – warknęłam przez łzy. Jako, że dobijanie się do drzwi nie ustępowało zsunęłam się z łóżka i podeszłam do drzwi wciąż płacząc. Nie ścierając łez z twarzy otworzyłam drzwi. – Mówiłam wam, że nie chcę was widz…
   - Naprawdę nie chcesz nas widzieć? – przestałam się odzywać kiedy wciąż napuchnięte oczy Kierana utkwiły w mojej osobie. Stojąca obok niego rudowłosa piękność widząc mnie w opłakanym stanie natychmiast do mnie przywarła zamykając w mocnym uścisku.
   Wtuliłam w nią twarz i ponownie się rozpłakałam. Polly wprowadziła mnie z powrotem do pokoju siadając na łóżku  a Kieran porządnie domknął drzwi po czym uklęknął przede mną. Położył dłoń na moim kolanie i czekał, aż przestanę płakać.
   - Kto Cię tak urządził, mała? – spytał chłopak po chwili. Polly objęła mnie mocniej ramieniem a ja starałam się zatamować strumień łez. – Malik czy Conez?
   - Skąd ty wiesz o Conezie, Kieran? – wychlipałam unosząc wzrok moich zielonych tęczówek na chłopaka. Ten się tylko niepewnie uśmiechnął.
   - Znam go, London.
   - Kto to Conez? – zapytała Polly. Wyprostowałam się i przetarłam twarz dłońmi. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam jeszcze raz na moich przyjaciół.
   - Co wy tutaj robicie?
   - Kieran zaproponował, abyśmy do ciebie przyszli. – wyjaśniła Polly nie wypuszczając mnie z objęć. – W ten sam wieczór kiedy się pokłóciłyśmy się chciałam do ciebie przyjść, ale stchórzyłam.
   - Podobno nie widzisz sensu naszej przyjaźni. – odwróciłam wzrok od przyjaciółki i spojrzałam na jej chłopaka. Ten tylko spuścił głowę i głośno westchnął. Pomiędzy nami zapanowała długa i niezręczna cisza.
   - Dzisiaj rano zadzwonił do mnie Malik. – kiedy chłopak to powiedział o mało co nie zachłysnęłam się powietrzem. – Kazał mi Cię pilnować.
  - Jak możesz z nim rozmawiać, po tym jak Cię pobił, człowieku? – uniosła się Polly wskazując na wciąż obitą twarz Kierana.
   - Wiesz gdzie on jest? – zapytałam z nadzieję w głosie. – Zaprowadź mnie tam, Kieran. Błagam!
   - Uspokójcie się – chłopak wstał i zaczął przechadzać się po moim pokoju. – Malik wyjechał London i nie wróci za prędko. – wyjaśnił. – O ile w ogóle wróci.
   - Co?
   - Kieran, o czym ty gadasz? – zapytała Polly. W mojej głowie wciąż szumiały słowa Kierana „O ile w ogóle wróci.” Miałam już go nigdy nie zobaczyć?
   - Ta sprawa nigdy nie miała wyjść, nigdy nie miałyście się o niej dowiedzieć. – rzucił chłopak. – Gdybyś wtedy nie strzeliła do Coneza, wszystko byłoby po staremu!
   - Strzeliłaś do kogoś? – kompletnie nie przejęłam się pytaniem Polly, tylko oskarżeniem Kierana.
   - Skąd ty do cholery o tym wiesz? – zapytałam ponownie ścierając łzy z policzka. – Wiedziałam o tym tylko ja i Zayn.
   - London, postrzeliłaś Sebastiana! Zayn Ci nie mówił, że to największy skurwysyn w Cardiff?! – Kieran starał się jakoś utrzymywać nerwy, ale wychodziło mu to z marnym skutkiem. – Myślisz, że nikt nie wie, że go postrzeliłaś?!
   - Kurwa o co tutaj chodzi?! – jakby było mało krzyków Kierana, Polly również musiała się dołączyć. – Do chuja powiedzcie mi o co chodzi!
   - Chcesz kurwa wiedzieć, Polly?! Chcesz?! – wrzasnął chłopak. – Nasza London postrzeliła największego skurwiela w mieście w obronie Malika. Od tego czasu Conez myśli jak jej wyrwać flaki a te siniaki na jej twarzy to zapewne przedsmak tego co chce jej zrobić! Proszę bardzo, Polly! Teraz wiesz, że twoja przyjaciółeczka wpierdoliła się w totalne gówno bo zachciało jej się jeździć za Malikiem!
   - London, to prawda? – rudowłosa za pomocą swoich cienkich palców ujęła mój podbródek i skierowała na swoją twarz. Ja jedynie kiwnęła głową. – Kiedy to się stało? Kiedy oni … Ci to zrobili?
   - Jak się pokłóciłyśmy, nie patrzyłam na drogę i oni wyjechali tak znikąd a potem było ciemno i obudziłam się w jakieś starej opuszczonej hali czy coś i… tam była ona. Biła mnie. Oni też… a potem poczułam ból głowy i obudziłam na ulicy i nikt nie chciał mnie wziąć dopóki nie przyjechał Zayn a potem mama go wyrzuciła i …
   - London, cicho. – rudowłosa widząc jak łamie mi się głos a z moich oczu wylatuje strumie słonych łez, przytuliła mnie mocno i pocałowała w moje blond włosy. – Wszystko będzie dobrze.
   - Nic nie będzie. – zachlipałam wtulając twarz w jej obojczyk. – Nigdy już nie zobaczę Zayna a Conez nie odpuści mi.
   - Nie, London. – zaprzeczył donośnie Kieran. Jego głos był stanowczy. – Conez nie tknie Cię już nigdy. Ani on ani żaden z jego bandy. Obiecuję Ci to.
   Nie zdążyłam podnieść głowy i spojrzeć na chłopaka,kiedy ten opuścił mój pokój trzaskając drzwiami. Wymieniłam zaskoczone spojrzenie z Polly i ponownie się w nią wtuliłam.
   Co mu strzeliło do głowy?

________


   Cały następny dzień próbowałam dodzwonić się do Kierana. Niestety, bezskutecznie. Moi rodzice zmuszeni byli wrócić do pracy, dlatego została sama z zakazem otwierania komukolwiek drzwi pod ich nieobecność. Polly musiała iść do szkoły - ona jako jedyna z naszej trójki musiała zachowywać pozory normalności..
   - Kurwa, Wilson. – mruknęłam rozłączając połączenie, które skończyło się na tym samym – na poczcie. Odłożyłam telefon na kuchenny blat i przetarłam dłońmi twarz. Nie dość, że Zayn naprawdę zniknął i mnie zostawił to na dodatek Kieran postanowił sobie zrobić „wolne” od nas wszystkich. No kurwa, no!
   W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał trzecią po południu. Będąc pewna, że to Polly, ignorując zakaz rodziców ruszyłam otworzyć drzwi. Kiedy do nich podeszłam odkręciłam zamek w lewą stronę i naparłam na klamkę otwierając drzwi.
   Natychmiast tego pożałowałam kiedy w progu zauważyłam wysoką blondynkę z chytrym uśmieszkiem. Pod kurtką trzymała wycelowany we mnie pistolet. To była Perrie.
   - Rodzice w pracy? – zapytała słodko po czym celując we mnie bronią, weszła do środka. Nie odrywając ode mnie wzroku zatrzasnęła nogą drzwi i wyprostowała dłonie, ukazując mi całość pistoletu.
   - Co tu robisz? – zapytałam wręcz niedosłyszalnie, na co blondynka zachichotała.
   - Przyszłam sobie na małą dziewczęcą pogawędkę, London.



_______________

Rozdział pisany przy piosence z Króla Lwa 2 `Jeden z nas`, the best bajka ever!
Lubicie suczowatą Pezz? Bo ja tak.
Co do Coneza, ... powiem tak - gostek jest jak okres. Powraca w najmniej nieoczekiwanym momencie.
CW <--- Rozdział 3!
Do następnego :)



19 komentarzy:

  1. Rozdział taki emocjonalny i dzięki temu chyba mój ulubiony. Wiem, jak czuła się London i naprawdę jej współczuję. Malik wyjechał, a Sebastian i tak nie odpuści. Tak naprawdę została sama, mimo że ma rodzinę i przyjaciół. Musi być jej naprawdę trudno. Zastanawiam się, co zrobi Kieran. Oby nie wpakował bohaterki w jeszcze większe kłopoty. Och, niech ten Malik szybko wraca! ;)

    W tym rozdziale nie zauważyłam zbyt wielu błędów, ale powinno byćze łzami. No i interpunkcja trochę leży. I zajrzyj tutaj - może pomoże Ci to w poprawnym pisaniu dialogów. http://www.piszmy.pl/zasady-pisania-dialogow-o-dialogach/Chapter.html

    Pozdrawiam ;)
    USED

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego cały czas wytykasz każdemu błędy?

      Usuń
    2. Nie wytykam błędów. Nie pomyślałeś, drogi Anonimie, że to tylko pomoc? Mam tylko słodzić? Uzasadniona krytyka naprawdę się przydaje. Gdyby autorka nie tolerowała tego - napisałaby mi albo usunęła komentarz. Ale jeżeli tak bardzo przeszkadza Ci pomaganie innym, to będę siedzieć cicho.

      Usuń
    3. Jestem bardzo wdzięczna jeśli ktoś mówi mi co mam poprawić. Nie jestem jakaś perfekcyjna i doskonale wiem, iż popełniam błędy, więc drogi anonimku, spokojnie :) Krytyka, zwłaszcza uzasadniona jest u mnie milem widziana :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Swietny ! @PolishCarrots

    OdpowiedzUsuń
  3. boski rozdzial! Xx sorka ze z anonima, ale nie mg sie zalogowac:/
    Kama^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. przyznam, że na początku serio myślałam, że to sen. po prostu kiedy London opowiadała o tym, jakoś tak mnie to zmyliło.
      *z góry przepraszam za krótki komentarz, ale ta klawiatura hałasuje, a obok śpi moja kumpela*
      ten rozdział był po prostu inny. i nie mam pojęcia, jak to wytłumaczyć. pełen niepewnych emocji i zwrotów akcji.
      suczkowata Perrie mimo, że wredna to seksi. ja lecę i przepraszam, ale na CW zrobię dłuższy, i promise!

      Ciao!

      Usuń
    2. i kolejna klątwa
      im-feeling-down.blogspot.com/2014/01/lba.html

      Usuń
  5. Zajebisty:D
    Ciekawe o czym chce pogadać Perrie i gdzie podział się Malik.
    Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
  6. omg rozdział wymiata, szkoda mi London, że musi tak cierpieć i straciła Zayna no kurwa no niech on wróci pliska ;'( wow Kieran w końcu wtajemniczył je w całą sprawę - wczas chopie! -_- wgl co za zdzira chce od London!? niech wypierdala!! czekam na nexta weny i buziole ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny! Zdecydowanie nie lubię zdzirowatej Perrie i jestem ciekawa czego ona chce od London oraz gdzie zniknął Zayn. A tak w ogóle to co Kieran chce zrobić? Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. bożuniu najukochańszy idealny rozdział . tyle akcji . te pościgi te wybuchy(za dużo internetu). strasznie mi się podoba ten rozdział . czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  9. aaa ja chce kolejny !
    wspaniały ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Velvet ma rację, rozdział faktycznie jest 'inny' xD Nie jestem do tego przyzwyczajona, ale wyszło fajnie ^^ Ukazałaś nam drugą stronę London - bezbronną, łatwowierną, zdziecinniałą xD Taką córeczkę mamusi. To zapewne skutki uboczne całego porwania. W tym rozdziale jest również mnóstwo podtekstów, np. ta wyłaniająca się miłość do Malika w każdym jej geście, słowie ^^ I love it <3 Nawet postawiła się matce xD Mimo wszystko nie wierzę że Zayn tak po prostu odpuścił. Nie oddałby London na łaskę Kierana. Nie wiem jak, ale jeszcze wróci xD Co do Wilsona: co się z nim, do cholery, dzieje ? Urażona duma ? Czy może razem z Malikiem organizują najazd na Coneza ? :P Sukowata Perrie... nie, nie podoba mi się xD Wolę ją w tej słodkiej wersji xD Ale do tego Darka pasuje jak ulał ^^ O czym chce porozmawiać ? Oczywiste jest to, że o Zaynie, ale co konkretnie chce z niej wyciągnąć ? ;3 Czekam na odpowiedzi w następnym rozdziale ;*
    M.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie no gdzie on kurwa zniknął miało być tak pięknie . Malik miał wszystkich rozpierdolić i zniknąć z London zrobić jej dziecko . Dużo seksu i czytam dalej ... Haha Boski
    Buziaki , Rebeca

    OdpowiedzUsuń
  12. W końcu znalazłam czas, by skomentować twojego bloga. Wybacz, że tak długo zwlekałam. Następnym razem zawitam u ciebie od razu :)
    Boże... tak wiele się wydarzyło. Za dużo. I to nie tak miało wyjść! Malik powinien zostać z London! Gdyby nie jej matka wszystko by było okej. Jeju, jak możesz nas tak z tym zostawiać?
    Natomiast co do Perrie... Jak ja jej nienawidzę. Nich London przypieprzy jej raz a dobrze!
    Wybacz, że tak chaotyczny komentarz. Próbowałam. Naprawdę. Następnym razem będzie normalny, obiecuje. Po prostu teraz zbyt wiele emocji mną targa.
    Pozdrawiam - R.
    Ps. W wolnej chwili zapraszam do siebie - http://desires-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Co za suka z tej Perrie! Ale super rozdział <3

    OdpowiedzUsuń