piątek, 24 stycznia 2014

Chapter - Eleven


   
   - Czego chcesz? – zapytałam starając nie pokazać blondynce jak bardzo się boję. Perrie nie odpowiedziała na moje pytanie tylko bez żadnego skrępowania ruszyła przed siebie, aż weszła do salonu. Ściągnęła z siebie skórzaną kurtkę i rzuciła nią na kanapę po czym zajęła na niej miejsce. Ciemny podkoszulek eksponujący jej idealne ciało zlewał się z jej bladą karnacją. W rękach trzymała pistolet.
   - Usiądź sobie, mała. – mruknęła bez żadnych emocji wskazując pistoletem na fotel. Kiedy zauważyła, że nic sobie z jej rozkazu nie zrobiłam wycelowała we mnie bronią i ponowiła prośbę. – Zabiłam już kilka ludzi, więc bez skrupułów zrobię to z tobą. Siadasz?
   Czując jak moje serce ma wylecieć z piersi zajęłam miejsce wskazane przez dziewczynę. Przez następne kilka minut panowała chłodna cisza. Perrie wpatrywała się w umiłowaniem w swój pistolet po czym przeniosła wzrok na mnie.
   - Jesteś taka zwyczajna – powiedziała w końcu. – Naprawdę nie wiem co Malik w tobie widzi.
   - Nie wiem o co Ci chodzi – mruknęłam cicho spuszczając głowę.
   - Gdyby mu na tobie nie zależało nie chroniłby Cię przed Conezem? Nie szukałby Cię, gdy porwaliśmy ciebie? Naprawdę tak myślisz?
   Nie odpowiedziałam nic. Przecież to co mówiła Perrie było nieprawdą, istnym kłamstwem. Jedyne miejsce bytu takich sytuacji mogło zaistnieć w mojej wyobraźni. Ale nie w realnym życiu, gdzie ja i Zayn to dwa kompletnie inne światy.
   - Po co tutaj przyszłaś? – odważyłam się zapytać.
   - Conez uciekł a Malik z Wilsonem ruszyli za nim – wyjaśniła spokojnie.
   - CO? – uniosłam głos. – MALIK Z WILSONEM?
   - Zamknij się, London – skarciła mnie po czym westchnęła głośno. – Conez wystraszył się Malika i postanowił uciec zostawiając mnie samą. A mnie nie zostawia się samej na lodzie – dodała chłodno.
   - O co tutaj chodzi?
   - To było dwa lata temu, London – odłożyła pistolet na stolik i złączyła swoje małe dłonie razem. – Byliśmy wszyscy zgraną piatką i spędzaliśmy czas wolny razem mimo, że łączyła nas taka duża różnica wieku. Wiesz, Conez, Malik, Wilson, Dylan i ja.
   - Kto to Dylan? – zapytałam analizując w głowie słowa „byliśmy zgraną piatką”.
   - Dylan był  bratem Kierana – wytłumaczyła. – Bliźniaki Wilson było znane w Bradford skąd wszyscy pochodziliśmy.
   - Jesteście z Bradford? Kieran również?
   - Tak – przytaknęła. – To była długa noc. Urządziliśmy sobie małą imprezę w szopie rodziców Malika i chcieliśmy się nawalić porządnie z racji tego, że Zayn był na przepustce. W pewnym momencie wyznałam, że kocham Zayna i wtedy zaczęło się piekło, ponieważ każdy z moich przyjaciół był we mnie zakochany.
   - Co? – zapytałam głupio. – Oni się w tobie kochali?
   - Nie dziwię im się – wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się smutno. – W każdym bądź razie, wściekli się i zaczęli kłócić. Malik jak to Malik puszył się najbardziej, ponieważ to w nim się zakochałam i odwzajemniłam jego miłość, ale gdybym wiedziała, że tamta noc tak się skończy nigdy nie wyznałabym swojego uczucia.
   Spojrzałam na blondynkę. Na jej twarzy malował się wyraz poczucia winy. Czuła się źle i było to po niej widać. Nie wiedziałam dlaczego opowiadała mi tę historię, ale nie miałam zamiaru jej przerywać. Mimo, iż przekonałam się, że dziewczyna ma uczucia cholernie się jej bałam. W końcu to ona miała tutaj pistolet, nie ja.
   - Conez zaczął popychać Zayna a ten nie został mu dłużny. Później wtrącił się Dylan, który musiał się pokazać i zaczęli się szarpać. – nadal nie potrafiłam zrozumieć, że Kieran miał brata bliźniaka i nic nie powiedział. – Kieran patrzył tylko na to i nie potrafił ich przekrzyczeć. Ale co się dziwić, miał dopiero piętnaście lat – blondynka przymrużyła oczy by dalej opowiadać. - Malik uderzył Coneza w twarz przez co ten się wkurzył i zaczęli się brutalnie bić. Chciałam ich jakoś rozdzielić, ale kiedy do nich podeszłam Conez uderzył mnie tak mocno, że upadłam na podłogę i nie miałam odwagi już wstać.
   Perrie zrobiła kolejną przerwę na oddech. Nie mieściło mi się w głowie to co mówiła. Znała Zayna i oni się … kochali. Kieran również się w jej podkochiwał tak samo jak jego nieznany mi brat i Conez. Pobili się o nią.
   - I wtedy z spodni Coneza wypadła broń – wypuściła powietrze i wróciła do opowieści. – Wiedzieliśmy, ze Sebastian miał jakieś porachunki i posiadał broń, ale nigdy jej nie widzieliśmy w jego rękach, więc zaskoczyło mnie to. Ich trójka nadal się biła kiedy Kieran niezauważalnie chwycił broń i … wycelował nią w Coneza – jej głos zadrżał. – Nacisnął spust i spojrzałam na Sebastiana, który zamiast opaść na podłogę i zacząć się wykrwawiać patrzył na Dylana, który zaczął krztusić się krwią.
   Zrobiłam wielkie oczy. Co ona powiedziała? Mój najlepszy przyjaciel był zabójcą? Zamordował swojego brata? Czy ona wiedziała jakie ciężkie oskarżenie mu zarzuciła?
   - Conez wybiegł od razu ze szopy i zostawił nas samych. Zayn natychmiast podszedł do Dylana i sprawdził mu puls jednak on już nie żył – dziewczyna opowiadała to z bólem, ale mimo tego nie potrafiłam jej współczuć. – Kieran postrzelił go w klatkę piersiową i i odszedł od razu. Wilson rzucił broń i zaczął płakać. Zaczęłam na niego wrzeszczeć co zrobił po czym zaczęłam płakać razem z nim a Zayn krzyczał na nas, że mamy się uspokoić. Ja i Malik mieliśmy dopiero siedemnaście lat a Kieran piętnaście i nie chcieliśmy dopuścić, aby młody spieprzył sobie życie, więc kiedy przyjechała policja Zayn powiedział, że to on zabił Dylana nieumyślnie pociągając za spust.
   - Czyli za to Zayn siedział w poprawczaku i ma teraz sprawę w sądzie? – zapytałam wciąż nie dowierzając w to co się stało. Kieran zamordował swojego brata a Zayn wziął to na siebie. Ale gdyby to była prawda to Wilson powinien być wdzięczny Malikowi a nie rzucać się na niego z pięściami. Czyżby ta Perrie kłamała? Tylko po co?
   - Kiedy nas przesłuchano wypuścili mnie domu razem z Kieranem. On od razu z jego rodzicami wyjechali tutaj do Cardiff a ja postanowiłam odszukać Coneza i … zaczęłam go szantażować, że jeśli nie pomoże mi uciekać przed Policją wydam go jakoś za posiadanie broni i inne przewinienia za które dostałby najmniej dziesięć lat. Nie mówiąc już o pobiciach, gwałtach i zabójstwach.
   - Ale po co Ci to? – odważyłam się zapytać. – Dlaczego całowałaś się z nim kiedy mnie porwaliście?
   - Conez był na mnie wciąż wściekły, że zakochałam się w Maliku i nie ufał mi, więc zaczęłam mu wmawiać, że nie kocham Zayna tylko jego.
   - To prawda?
   - Nie – pokręciła smutno głową. – Nie byłoby dnia w którym bym nie myślałam o tym skurwielu, Maliku. Przykro mi London, ale ja go wciąż kocham.
   - Po co mi to wszystko mówisz? – zapytałam. Czyli jednak – blondynka go kochała i pewnie z wzajemnością. To dlatego wściekł się wtedy a samochodzie kiedy powiedziałam jej przezwisko. Pewnie ją kochał. – Po co tutaj przyszłaś?
   - Conez zostawił mnie samą na lodzie z wszystkim dobrze wiedząc, że nie popuszczę mu tego – warknęła niemal podnosząc na mnie wzrok. Spojrzenie jej chłodnych szarych oczu przeraziło mnie. Gdzie podziała się potulna i sentymentalna Perrie przeżywająca śmierć przyjaciela? – Dokładał wszelkich starań, aby kilka faktów z jego życia nie ujrzało światła dziennego, ale zostawiając mnie tutaj samą naraził się na to.
   - O czym ty mówisz?
   - Zapewne martwisz się o Zayna i Kierana – jakby czytała mi w myślach. – Tak długo jak Malik jest z Wilsonem, Conez nic mu nie zrobi.
   - Niby dlaczego? A w ogóle skąd Kieran zna Coneza?
   - Sebastian nie skrzywdziłby swojego brata.
   - Co? –  co ona powiedziała?
   - Tak London – Kieran jest młodszym bratem Coneza.

________


      Polly patrzyła na mnie oszołomiona. Na jej smukłej twarzy malowało się zdezorientowanie i niedowierzaniem. Jej duże zielone oczy z sekundy na sekundę wilgotniały jeszcze bardziej.
   - Nie mogę uwierzyć, że mój chłopak zamordował swojego bliźniaka – wyszeptała w końcu. – Skąd w ogóle pomysł, aby uspokoić kłócących się facetów strzałem broni.
   - Polly, nie wiem czy możemy ufać Perrie – wyznałam przyjaciółce. – A co jeśli to jakiś podstęp? Najpierw brała udział w moim porwaniu razem z Conezem a teraz przyszłą mi wszystko wytłumaczyć?
   - Sama mówiłaś, że on ją wystawił i chce się zemścić – wspomniała rudowłosa. – Prawdopodobieństwo, że Conez chciał zachować istnienie swojego brata w oczach innych jest bardzo duże.
   - Nie chcę mi się w to wierzyć, Polly.
   - A mnie? To mój chłopak jest zabójcą i ciągle mnie okłamywał!
   - Malik też mnie okłamywał! – uniosłam się. – Nie mówił mi prawdy, zataił przede mną takie ważne rzeczy a teraz sobie od tak uciekł!
   - Oni nas zostawili, London – wyszeptała dziewczyna przytulając się do mnie.  – Skoro nam nic nie powiedzieli kompletnie się z nami nie liczyli.
   - Tak mi przykro Polly – wyznałam po chwili. – Gdybym wtedy nie pojechała za Zaynem wszystko byłoby po staremu.
   - Gdybyś nigdy nie pojechała za tym chłopakiem nie dowiedziałabym się, że Kieran okłamywał mnie przez dwa lata i zabił swojego bliźniaka – powiedziała starając się utrzymać powagę głosu. – A ty prawdopodobnie nigdy nie zakochałabyś się w Maliku.
   - Co? – odsunęłam się od przyjaciółki i spojrzałam w jej zielone oczy. Na chwilę się uśmiechnęła. Dosłownie na chwilę.
   - To widać. Jak się na niego patrzyłaś, jak się o niego martwiłaś. Nieświadomie się w nim zakochałaś, słoneczko.
   - Polly, przecież to jest…
   Nie dokończyłam, ponieważ w drzwiach zjawiła się moja mama. Weszła do mojego pokoju i uśmiechnęła się sztucznie stawiając dwie szklanki soku na mojej szafce nocnej. Spojrzałam na zegarek aby dowiedzieć się która godzina. Wskazówki wskazywały pierwszą dwanaście w nocy co tłumaczyło dlaczego moja mama ma na sobie szlafrok.
   - Jeszcze rozmawiacie? – zapytała przyjaźnie. – Idźcie spać, jutro macie szkołę.
   - Mogłabyś się nie wtrącać kiedy rozmawiam z przyjaciółką, mamo? – zapytałam oschle. – Możesz wyjść?
   - London, córeczko...
   - Mamo, wyjdź!
   - London! – skarciła mnie Polly szturchając w brzuch. – To twoja matka – dodała półszeptem podczas, gdy moja otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale szybko ja zamknęła.
   - Przepraszam, dobranoc dziewczyny.
   - Musiałaś na nią naskoczyć, nie? – warknęła Polly kiedy moja matka zamknęła za sobą drzwi opuszczając mój pokój.
   - Gdyby nie wyrzuciłaby Zayna on byłby ze mną tak samo jak Kieran z tobą!
   - Ale ich z nami nie ma, London! – odsunęła się ode mnie i położyła na łóżku nasuwając na siebie kołdrę. – Ich na razie nie ma i nie będzie, więc się z tym pogódź.
   - Nie potrafię – szepnęłam robiąc to samo co ona. – Tęsknię za nimi.
   - Tęsknisz za Zaynem tak jak ja tęsknie za Kieranem – wyszeptała patrząc na malownicze kwiaty na moim suficie. – Chodźmy spać, jutro szkoła.
   - Nie chcę iść do szkoły.
   - Zostały nam ostatnie dwa miesiąc a potem kończymy ją na dobre – wytłumaczyła Polly gasząc nocną lampkę. Ułożyłam się wygodnie na łóżku po czym złapałyśmy się z Polly za ręce. Zawsze kiedy nocowałyśmy razem zasypiałyśmy tak – po prostu byłyśmy już tak nauczone.
   Miałam ciężko zasnąć. Moją głowę zajmował Zayn i sprawy związane z nim. Gdyby nie ona, dalej byłabym tą samą London Evander, która nie wie jaka jest i zachowuje się inaczej w każdym miejscy na ziemi i nie potrafi być sobą. Nigdy nie poznałabym Coneza, Perrie i prawdy o moim przyjacielu Kieranie. Nigdy nie poznałabym smaku adrenaliny i strachu.
   I nigdy też nie … poczułabym coś do Zayna Malika.


____________

Niesprawdzony, więc za błędy przepraszam.
Utknęłam na piętnastym rozdziale z tą historią i nie mam kompletnie weny, aby napisać coś dalej. Ugh -.-
CW --> ROZDZIAŁ 4
Zachęcam do komentowania,
pozdrawiam serdecznie!


15 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. soł, jestem takim noł lajfem, że czatowałam na rozdział cały czas, odświeżając, a tu nagle wyskoczyło mi takie 2 sekundy temu. i co ja biedna miałam robić? no zaklepać sobie, jak to mam w zwyczajach!
      suczkowata Perrie była fajna ;c zabiłaś ją ;c jak mogłaś ;c już Cię nie kocham ;c chociaż, taka też jest słodka, bo do końca nie wyrżnęłaś z niej tej pięknej suki <3
      powoli zaczynam rozumieć psychozę tego opowiadania. Twój mózg mnie przeraża dziewczyno. ale dam Ci entuzjastyczną piątkę, bo u mnie jest tak samo. wiesz, normalni ludzie są bardziej w stylu nie-Velvette.
      och, Kieran miał brata. TERAZ TO MI SYSTEM ROZWALIŁAŚ, o! ale to bardzo szlachetne ze strony Zena, że przyznał się do czegoś, czego nie zrobił.
      jednakże bardzo Cię przepraszam, ale ostatnio nic mi długie nie wychodzi ;c rozdziały, komentarze, czy nawet prace na polski. wszystko jest... ugh.
      a rozdział był cudowny :C wszystko mi się podobało :C

      ale dostrzegłam parę błędów, tym bardziej w dialogach. polecam Ci przeczytać TO, bo ja sama się na tym uczyłam. :)
      fakt, kilka błędów w interpunkcji też było, ale o to mniejsza już. nie psują efektu.

      Ciao!

      Usuń
    2. aha, i przepraszam za spam, ale mam nowe opowiadanie. na razie Who is in my forest?, zostało, um, zawieszone, do końca ATTITF (ten skrót...)
      i-tempted-fate.blogspot.com

      Usuń
  2. A więc poznajemy że Perri ma uczucia. Myślę że to o czym dowiedziałam się London w części jest prawdą. Muszę przyznać że postać Kierana na początku schodziła na boczny plan opisywałaś go jako zamkniętego w sobie chłopaka ale tak że myślę że w dużej części chodził Ci o to. Czytając przyłapałam Cię na zjadaniu niektórych słów ale to nic wszystko da się poprawić. Na prawdę wierze w to że Malik będzie z London a nie z Perrie. Choć z drugiej strony jestem ciekawa jak byś opisała zazdrość London kiedy zobaczyłaby parę razem.
    Mam nadzieje że następne cudo zostanie opublikowane szybciutko!!!
    Buziaczki , Rebeca

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdział ! :D Boże, tyle się w nim działo, że nie wiem od czego zacząć xD To może tak: jak to oni się kiedyś przyjaźnili ? I Kieran miał brata ? I do tego Conez ? Nie mieści mi się to w głowie xD Jak Wilson mógł sięgnąć po pistolet ? I wycelować we własnego bliźniaka ? To jest chore .__. Jak mógł trzymać to w tajemnicy przez tak długi czas ? Nie powiedział nawet własnej dziewczynie, no ludzie ! A ogólnie jakim cudem wszyscy na raz zakochali się w Perrie ? Była aż taka cudowna ? xD Mimo, że to wszystko nie powinno się stać, Malik zachował się na prawdę honorowo i dojrzale ;) Nikt na jego miejscu nie wpakowałby się dobrowolnie do więzienia. Męczą mnie tylko jeszcze trzy pytania: dlaczego po wyjściu nie skontaktował się z Pezz ? Ma urazę, świadomość, że to wszystkoprzez nią ? A może nadal ją kocha ? Co czuje w takim razie do London ? I czemu Kieran ma mu za złe ? Powinien być raczej wdzięczny. O Jezu, za dużo w tym komentarzu znaków zapytania xD Także pozdrawiam i całuję - wena na pewno niedługo wróci :D Z zapartym tchem czekam na następny rozdział ;*
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. omg ale rozdział zajebisty normalnie nie moge.... czekam na nexta weny i buziole ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierre ma uczucia. Jestem w szoku ! Nie no zaje... zabójczy. Tyle się wydarzyło . czekam na kolejny rozdził

    OdpowiedzUsuń
  6. boże perri nie była suką zawału tutaj dostane :D rozdział jak zwykle świetny nic dodać nic ująć <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Miła Perrie? Totalny szok. ;o Tyle nam w tym rozdziale opowiedziałaś, czym pozytywnie mnie zaskoczyłaś. Trochę współczuję Pezz, ale i tak nadal jej nie lubię. ;c

    Malik razem z Wilsonem? Ohoho, grubo będzie. Ale mam nadzieję, że niedługo wrócą. I nie pozabijają się!

    Pozdrawiam. ;)
    | http://used-fanfiction.blogspot.com/ |

    OdpowiedzUsuń
  8. Piszesz świetnie *_*
    To jest cudowne wręcz genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. już dawno powinnam skomentować,bo czytałam na bierzaco losy tych dwojga.

    A więc jestem w szoku to co tu przeczytałam.
    Kieran zabił bliźniaka?
    Jprdl. Olkamywana tyle czasu.
    niech Zayn wraca.

    zapraszam

    http://my-life-is-true-onedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń