sobota, 21 grudnia 2013

Chapter - Eight


   Naciągnęłam moje ulubione jeansy na wyszczuplające mnie w talii body po czym narzuciłam na moje ramiona czerwoną skórzaną kurtkę. Wepchnęłam wyciszoną komórką do przedniej kieszeni spodni po czym głośno westchnęłam.
   - Będzie dobrze. – mruknęłam sama sobie do siebie opuszczając mój pokój. Najciszej jak potrafiłam zamknęłam drzwi i ruszyłam na dół. Uważając, aby schody nie zazgrzytały zeszłam na dół i zaczęłam szukać wzrokiem kruczowłosego.
   Zayn rozmawiał z kimś zaciekle przez telefon. Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie. Wpatrywał się w kominek bez opamiętania.
   - Masz mnie tylko obronić Chelsea a nie wpierdalać się w moje życie!
   Z tego zdania wywnioskowałam, że rozmawiał z moją mamą. Gdyby nie fakt, że próbowałam się wymknąć przed z nim z domu od razu bym do niego podeszła i wygarnęłaby mu! Moja mama odchodziła od zmysłów w tym zasranym Bradford i robiła wszystko, aby mu pomóc a on się tak do niej odnosił? Gdybym była na jej miejscu, już dawno zrzekłabym się takiego klienta.
  Schyliłam lekko głowę i ruszyłam do przedpokoju. Zacisnęłam usta i wstrzymałam oddech. Chłopak mnie nie zauważył! Miałam ochotę pisnąć ze szczęścia i satysfakcji, że wymknęłam się Zaynowi Malikowi! Znaczy, prawie się wymknęłam.
   Sprawdziłam jeszcze czy miałam swój telefon po czym naparłam na klamkę. Przekręciłam ją i lekko uchyliłam drzwi. Zimny powiew wiatru panujący na dworze od razu dał mi się we znaki. Odchyliłam szerzej drzwi, aby spokojnie przejść przez próg kiedy nagle się zatrzasnęły. Obróciłam się lekko w lewo i napotkałam wściekły wzrok Malika. Jego dłoń zaciskała się na drzwiach.
   - Zaraz do ciebie oddzwonię. – warknął i rozłączył się. Piorunował mnie wściekłym spojrzeniem, które paraliżowało mnie od środka. Spuściłam głowę i czekałam na najgorsze.
  - Wybierasz się gdzieś, blondyneczko? – przemawiała przez niego czysta furia.
   - Ni-nie. – zająknęłam się. Gdzie podziała się moja odwaga, kiedy jest najbardziej potrzebna? – Skąd taki pomysł?
   - A może stąd, że wymykasz się z domu jak jakaś pieprzona trzynastolatka i myślisz, że tego nie zauważę!
   - Nie krzycz na mnie. – szepnęłam. Chłopak kipiał złością.
   - Co ty sobie myślałaś, Evander? – nie zamierzał spełnić mojej prośby. – Że wyjdziesz sobie od tak, nie mówiąc mi o tym? Gdzie ty tak w ogóle się wybierałaś, co?!
   - To nie jest twój interes. – mruknęłam, wpatrując się w moje buty. Nie miałam odwagi podnieść wzroku.
   - Evander – ledwo panował nad drżeniem głosu. Zdałam sobie sprawę, że wprowadziłam go w stadium szaleństwa. – Gadaj, gdzie chciałaś iść!
   Uderzył dłonią zaciśniętą w pięść w drzwi wejściowe. Zatrzęsły się na zawiasach a z podwórza rozległo się szczekanie bezdomnych psów. Przymknęłam oczy i zaczęłam się poważnie bać.
   - Chcę się spotkać z Polly. – wyszeptałam w końcu. Czekałam, aż chłopak znowu wybuchnie gniewem i uderzy w coś, jednak zamiast tego doczekałam się kilku nierównych wydechów z jego strony.
   Nie wiem, ile minęło. Kilka sekund, kilka minut, a może nawet i godzina? Uniosłam w końcu moje przerażone oczy i spojrzałam na Malika, który bez żadnego skrępowania badał każdy centymetr mojego ciała. Czułam się taka zażenowana.
   - Jeżeli nie będzie Cię do godziny w domu nie masz pojęcia co z tobą zrobię, blondyneczko. – spiorunował mnie jeszcze spojrzeniem i odwrócił się na pięcie, wyciągając telefon. Zniknął w salonie zostawiając mnie w osłupieniu.
   Ja się przesłyszałam, tak? Zayn, właśnie pozwolił mi wyjść gdzieś samej? I to w dodatku, późnym wieczorem? Czy to jakiś żart?
   Nie czekając ani chwili dłużej, wybiegłam z domu i weszłam do mojego samochodu. Zapięłam dokładnie pasy i odpaliłam silnik. Wyjechałam z podjazdu i skręciłam na lewo. Mój oddech był szybki i nierówny. Co chwilę patrzyłam w lusterko czy ktoś, za mną nie jedzie. Dopiero kiedy przyjrzałam się dokładnie odbiciu w lusterku uświadomiłam sobie, że kierowcy intensywnie korzystają z dróg. Przynajmniej nie byłam sama.
   Włączyłam radio i zacisnęłam obie dłonie na kierownicy. Nie potrafiłam się uspokoić. Wciąż byłam roztrzęsiona i zdziwiona. On mi pozwolił, od tak wyjść! I to jeszcze samej! Groził mi, że jeżeli pójdę gdziekolwiek sama, to gorzko tego pożałuję a teraz? Pozwolił mi wyjść wieczorem! Owszem, miałam ograniczenie czasowe, ale liczył się sam fakt, że Zayn udzielił mi zgody na wyjście.
   Chociaż z drugiej strony, co to było za określenie „udzielił mi zgody”? Kim on był, żeby mną rządzić? Nie był  nikim mi bliskim ani rodziną, żebym musiała się go słuchać. Dzieliliśmy problemy i prawdopodobnie spotkają nas te same konsekwencje, ale oprócz tego nic nas nie łączy a on nie ma prawa mi rozkazywać! To zawsze ja rozporządzałam swoim czasem i robiłam to co chcę. A teraz? Robiłam wszystko jak mała dziewczynka to co Pan Kryminalista powie. Gdzie się podziała, zgrywającą odważną, ja?!
   Podjechałam na parking tuż obok największego parku w centrum Cardiff. Zgasiłam silnik, wyjęłam kluczyki ze stacyjki po czym wyszłam z samochodu. Upewniłam się, że jest ono zamknięte po czym narzuciłam kaptur z czarnej bluzy wystającej spod kurtki na głowę, licząc w duchu, że mnie zakamufluje w pełni.
   Wyjęłam komórkę i spojrzałam na zegarek.
   20:48
   Do spotkania z Polly miałam jeszcze kilka minut, co pierwszy raz mnie nie usatysfakcjonowało. Gdyby sprawy miały się inaczej, cieszyłabym się, że jestem przed czasem co dla mnie jest byłoby osiągnięciem z powodu notorycznego spóźniania się. Jednak sytuacja była inna – ja i Polly ledwo rozmawiałyśmy  a lada moment z krzaków mógł ktoś wyjść i odegrać się na mnie.
   Usiadłam na ławce pod największym Klonem w Parku. Była to nasza ławka. Moja, Polly i Kierana. To tutaj zawsze spotykaliśmy się wieczorami i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. To tutaj się zwierzaliśmy ze wszystkich problemów oraz naprawialiśmy je. To była nasza ławka.
   Fala wspomnień, która opętała moje myśli została przerwana z powodu intensywnych szeleści liści. Jak oparzona zeskoczyłam z ławki i zaczęłam się obrać dookoła. Byłam sama w parku jednak czułam na sobie czyjś wzrok. Było ciemno mimo tego, że latarnie świeciły. Ogarnął mnie strach i panika. Nagle usłyszałam tupot butów. Ciężkich kroków należących z pewnością do mężczyzny. Odgłos szeleszczących liści nasilał się coraz bardziej tak samo jak czyjś chód dlatego rzuciłam do ucieczki.
   Biegłam ile sił w nogach do wyjścia z Parku. Byłam cała zdyszana a ciecz w postaci potu spływała ze mnie strumieniami. Jeszcze nigdy nie bałam się tak o swoje życie!
   Słysząc kroki biegu, odwróciłam się za mną i o mało ci nie potknęłam się o kamień leżący na ziemi. Ktoś mnie gonił. Jakaś ubrana na ciemno postać, próbowała mnie dogonić. Chciała mnie złapać i zrobić mi coś strasznego! Tak bardzo się bałam i …
   Zderzyłam się z kimś. Wpadłam na człowieka z taką siłą, że upadłam na ziemię. Kiedy moje ciało zetknęło się z ziemią poczułam potworny ból w nadgarstku. Łzy momentalnie poleciały mi z oczu. To tak bolało.
   - O mój Boże, London! – uniosłam głowę do góry i pisnęłam z przerażenia. Moja rudowłosa przyjaciółka klęknęła przy mnie, chwytając moją obolałą rękę. – Nic Ci nie jest?
- Polly! – krzyknęłam po chwili, podczas której błagałam Boga, aby ta chwila nie okazała się snem. Zdrową ręką uwiesiłam się przyjaciółce na kark. Polly przygarnęła mnie z całych sił do swojego rozgrzanego ciała.
   - On mnie goni – wyjęczałam kiedy odsunęłam się od dziewczyny. – On jest za mną, Polly.
   - Nikogo tutaj nie ma, London. – powiedziała rudowłosa starając się przybrać spokojny ton głosu. Niestety, przyszło jej to z marnym efektem.
   - On mnie gonił, Polly! On mnie chce zabić, rozumiesz?! – podniosłam głos i zaczęłam się wiercić w miejscu. Moja przyjaciółka chwyciła mnie za ramiona i lekko potrząsnęła. Łzy spływały po moich zaczerwienionych policzkach.
   - Jesteśmy tutaj tylko my. – powiedziała spokojnie i próbowała mnie uspokoić. – Chodźmy do mojego samochodu, jesteś cała czerwona.

________

   - Musisz mi w końcu powiedzieć co się dzieje, dziewczyno. – Polly nie dawała za wygraną i cały czas próbowała ode mnie wyciągnąć wszystko. Ja jednak byłam wciąż przestraszona zaistniałą sytuacją w parku, aby kłócić się z przyjaciółką i wmawiać jej, że kiedyś jej powiem.
   - Nie masz nawet pojęcia jak bardzo bym chciała, ale … nie mogę nic powiedzieć, Polly. – westchnęłam po dłuższej chwili. – Zayn powiedział, że to kwestia bezpieczeństwa.
   - Zayn powiedział? – zakpiła. – Od kiedy to jego zdanie jest ważniejsze niż moje?
   - To nie chodzi kto jest ważniejszy, ale oto, że … siedzę w gównie Polly i nie chcę mieszać Ciebie w to wszystko. – wyjaśniłam jąkając się. Starałam się ostrożnie dobierać słowa, aby dać do zrozumienia rudowłosej cokolwiek. Liczyłam, że zrozumie choć trochę.
   - Ale o czym ty mówisz? – dziewczyna zaczęła uderzać swoimi długimi paznokciami pomalowanymi na czarny kolor o kierownicę swojego Audi. – W co ty się wpakowałaś, London?
   - Nie masz pojęcia ile bym dała, żeby ta sytuacja wtedy potoczyła się inaczej. – wychlipałam pocierając nos o rękaw kurtki. – Mnie to wszystko przerasta, Polly. Te wszystkie tajemnice, zagrywki, podporządkowania.
   - Kurwa, London powiedz mi o co chodzi! – przerwała mi rudowłosa wściekle. Wyprowadziłam ją z równowagi. – Kieran nie chce mi nic mówić tak samo jak ty! Czy ty sobie ze mnie jaja robicie?! Tak cholernie się o was martwię a wy nie raczycie mi powiedzieć o co chodzi!?
   - Nie mogę Ci powiedzieć, Polly bo boję się, że coś Ci się może stać! – krzyknęłam. Również wyszłam z siebie.
   - Mówisz tak jak Kieran! Zgadaliście się czy jak? – wrzasnęła zarzucając swoją burzą loków do tyłu. – Mam tego wszystkiego dość! Tych kłamstwa z waszej strony! Nie chcę być okłamywana przez dwójkę ludzi na których najbardziej mi zależy!
   Nie odpowiedziałam nic. Wsunęłam jedynie blond kosmyk włosów za ucho po czym nacisnęłam klamkę drzwi i wyszłam z samochodu przyjaciółki trzaskając drzwiami. Nie potrafiłam spojrzeć jej w oczy. Zawiodłam drugą najbliższą mi osobę. Najpierw straciłam przyjaciela a teraz prawdopodobnie straciłam przyjaciółkę.
   Polly odjechała z piskiem opon zanim zdążyłam wsiąść do swojego auta. Kiedy się w nim zlazłam uderzyłam z całych sił o kierownicę i krzyknęłam. Wszystko się spieprzyło. Moje życie jeszcze dwa tygodnie temu było normalne. Byłam Bogu ducha winną, zakompleksioną nastolatką udającą kogoś kim nie byłam i żyłam sobie w moim świecie. A teraz? Straciłam dwójkę najbliższych przyjaciół, rodzice wyjechali na delegacje, postrzeliłam najgorszego typa w mieście i nie potrafiłam przestać myśleć o Zaynie.
   Zapięłam pas i odpaliłam silnik. Opuściłam parking i wjechałam na ulicę główną. Byłam chyba jednym pojazdem na ulicy. Było tak cicho i pusto. Za cicho.
   Zegarek wskazywał dwudziestą trzecią czterdzieści osiem, więc uświadomiłam sobie, że Malik mnie ukatrupi po powrocie do domu. Miałam wrócić najpóźniej po dziesiątej a dochodziła dwunasta. Nie miałam odwagi wyciągnąć telefonu i zobaczyć ilość nieodebranych połączeń od niego. On mnie teraz nigdy z domu już nie wypuści!
   Spojrzałam w lusterko po mojej prawej stronie i dostrzegłam, że jedzie za mną jakiś samochód. Momentalnie serce podeszło mi do gardła. Jeszcze przed chwilą ulice były puste!
   Dodałam gazu i zacisnęłam dłonie na kierownicy. W mojej głowie od razu zaczęły pojawiać się najgorsze myśli. Zadrżałam z przerażenia. Nie potrafiłam uspokoić mojego nerwowego rytmu serca oraz płytkiego oddechu. Jeszcze nigdy nie chciałam znaleźć się w domu obok Zayna, tak jak teraz.
   Nagle zza rogu z piskiem opon wyjechał duży czarny jeep. Nim zdążyłam skręcić w lewo w jakąś uliczkę, samochód uderzył w moją maskę, popychając auto tym samym na skraj ulicy. Straciłam kontrolę nad kierownicą.
   Zatrzęsło mną i uderzyłam głową o szybę. Głowa zaczęła mnie potwornie boleć a na domiar złego poduszki powietrzne po raz pierwszy w tym samochodzie włączyły się wypełniając niemal całe pomieszczenie samochodu. Zaczęło kręcić mi się w głowie.
   Drzwi otworzyły się i poczułam mocny ucisk czyjeś dłoni na moim ramieniu. Otworzyłam oczy i ujrzałam wysokiego mężczyznę z ogoloną głową. Ledwo stłumiłam krzyk w sobie.
   Facet wręcz wypchał mnie z samochodu i rzucił mną o ziemię. Upadłam na kolana i syknęłam z bólu. Poczułam jak coś ścieka mi po twarzy i byłam prawie pewna, że to krew. Byłam taka słaba.
   Uniosłam wzrok i rozejrzałam się dookoła. Dwa duże jeepy stały tuż obok siebie blokując jakikolwiek wyjazd mojej zmasakrowanej od jednej strony Alfie. Nade mną stało jakiś dziesięciu potężnie zbudowanych mężczyzn na pierwowzór tego, który wypchał mnie z samochodu. Wszyscy mieli na twarzy ten sam cyniczny uśmiech. Łzy momentalnie poleciały mi z oczu. Chciałam wołać o pomoc, kiedy zorientowałam się, że jestem na opuszczonej dzielnicy Hogan Drive.
   - Jesteś inna niż pozostałe, kochanie. – nagle najwyższy z nich podszedł do mnie złowrogo się uśmiechając. Miał na sobie czarną kurtkę i ciemne spodnie a na twarzy miał okulary słoneczne.
   Mężczyzna uklękł przede mną i pogłaskał mnie po policzku. Odsunęłam się od niego z przerażeniem po czym zadrżałam. Ten to zauważył i szybko ściągnął swoją kurtkę po czym nałożył ją na mnie. Moją uwagę przykuło jego zabandażowane  umięśnione ramię.
   - Spędzimy dużo czasu razem, London, więc pozwól, że Ci się przedstawię. – zdjął swoją okulary i cisnął nimi gdzieś w dal. Nawet nie zorientowałam się kiedy pisnęłam z przerażenia.
   - Jestem Sebastian, znany bardziej jako Conez.

__________________

Jak się podoba nowy wygląd bloga? Zaktualizowałam bohaterów :)
Mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor dlatego dodałam ósemkę (która według mnie jest całkiem niezła, co jest dziwne) mimo małej ilości komentarzy jak na czterdziestu parę obserwatorów.
Jak nowy bloga? Zaglądaliście?
No to kochani, 
Wesołych Świąt!

sobota, 14 grudnia 2013

Chapter - Seven



      Wiedziałam, że nie muszę wstać, dlatego korzystałam z wolności jaką było dla mnie bezczynne leżenie w łóżku. Nie otwierałam oczu, ponieważ bałam się, że blask słoneczny wpadający do mojego pokoju mnie rozbudzi a nie chciałam tego.
   Obróciłam się na drugi bok układając głowę na poduszce. Automatycznie zaczęłam ręką szukać mojej komórki, aby sprawdzić czy urządzenie znajduje się blisko mnie. Nagle natarłam się na coś ciepłego. Na skórę.
   Otworzyłam szybko oczy i ujrzałam lekko uśmiechającego się Malika. Otworzyłam buzię z wrażenia po czym zrzuciłam z siebie kołdrę i zarzuciłam się chłopakowi na szyję. Dotarło do mnie co zrobiłam kiedy Zayn ostrożnie położył swoje gorące dłonie na moich udach doszczętnie odkrytych.
   - Boże, tak się o Ciebie martwiłam. – wyszeptałam odrywając się od chłopaka. Nie powinnam było tego powiedzieć! Jak ja się zachowywałam?
   - Niepotrzebnie, Evander. – chłopak posłał mi lekki uśmiech. – Za to ja martwiłem się o ciebie.
   Miałam nadzieję, że zdążę spuścić głowę aby Zayn nie zauważył natychmiastowego rumieńcu pokrywającego moją twarz. Niestety, bezskutecznie. Chichot Malika tylko mnie utwierdził w przekonaniu, iż się zbłaźniłam. Po raz kolejny w jego oczach.
   - Nie wierzę, że to mówię, ale stęskniłem się za tobą, blondyneczko. – zaśmiał się wstając z mojego łóżka. – Nikt mi nie robił kazań przez kilka dni ani nie marudził. A co gorsza nikt się tak szybko nie peszył jak ty!
   - Gdzie byłeś? – zmieniłam temat przykrywając się kołdrą. Miałam zwyczaj spania w majtkach i zwykłym podkoszulku. Dziś nie było inaczej.
   - Tu i tam. – wyjaśnił sarkastycznie. – Zwiedzałem okolicę.
   - Czy chodź raz możesz mi powiedzieć prawdę? – zapytałam półszeptem. Nie było mnie stać na więcej. Byłam wciąż omotana jego pojawieniem się.
   Malik zachichotał po czym zbliżył się do mojej osoby. Położył swoje wyprostowane w łokciach ręce blokując mi wyjście z łóżka i przybliżył swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. Nie potrafiłam spuścić wzroku. Musiałam gapić się na jego oczy.
   Jego nos stykał się z moim, a usta dzieliły dosłownie milimetry. Wiedziałam, że chłopak słyszy jak szybko biło moje serce. Jednak nie dał po sobie poznać rozbawienia.
   - Tłumaczyłem Ci już London. – szepnął. – Nie muszę Ci się z niczego spowiadać. Co robiłem, co robię albo co będę robić. A czemu? Bo to nie jest na razie twój interes, blondyneczko.
   Zayn odsunął się ode mnie i posłał cierpki uśmiech. Podszedł do mojej szafy i zaczął w niej grzebać. Już miałam krzyknąć do niego co wyprawia, kiedy rzucił w moją stronę szarym dresem i pomarańczowym podkoszulkiem.
   - Masz mieć na sobie tylko to, rozumiemy się? – odebrałam jasno aluzję do mojej bielizny wyszczuplającej. – Za pięć minut widzę Cię na dole. Mam Ci dużo do opowiedzenia z mojej wycieczki.

________

   - Jak to Conez Cię szuka, Zayn?!
   Nie potrafiłam opanować mojego szybkiego i pełnego obawy oddechu. Momentalne poczucie winy i strach zawładnęły moim ciałem. Nie wiedziałam co się teraz stanie. Jak moje życie się potoczy! Nie wiedziałam nawet czy będę spała dzisiaj w swoim pokoju!
   - Postrzelone ramię widocznie nie przeszkadza mu w szukaniu starego kumpla. – zaśmiał się nerwowo przeczesując swoje gęste, ciemne włosy dłonią. Starał zachować kamienną twarz jednak pojedyncza żyła pulsowała mu na czole w efekcie przerażenia.
   - Czyli, że on Cię za niedługo znajdzie, tak? – pisnęłam mocniej wbijając paznokcie w poduszkę w salonie. Malik chodził wzdłuż pokoju.
   - Podejrzewam, że on już mnie znalazł. – odparł po długiej chwili chłopak. Wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi tęczówkami. – Tak samo jak ciebie.
   Zapomniałam jak się oddycha. Powietrze przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie skoro … potężny, niebezpieczny mężczyzna wiedział, gdzie jestem. Byłam na jego celowniku i możliwe, że do dwudziestu czterech godzin mógł mnie zabić w zemście za postrzelone ramię.
   - Hej, hej blondyneczko – ciemnowłosy w dwóch susach znalazł się przy mnie. Uklęknął przed moją osobą i złapał moje drżące dłonie w swoje. – On Ci nic nie zrobi, słyszysz? Nigdy nie zobaczysz go na oczy, jeżeli będziesz się mnie słuchała, rozumiesz?
   Kiwnęłam głową czując jak moje oczy wilgotnieją. Moje zielone tęczówki straciły zapewne w tym momencie cały swój blask jaki zawsze posiadały.
   - Musisz zawsze trzymać się blisko mnie. – Zayn zaczął tłumaczyć mi swój plan, nie puszczając moich dłoni. – Od jutra zaczniesz normalnie funkcjonować i wrócisz do szkoły. Będę Cię odwoził i zawoził. Nie spuszczę Cię z oka ani na sekundę, słyszysz? Będziesz bezpieczna, London.
   - On mnie znajdzie. – wychlipałam po jakimś czasie. – A potem mnie … zabije.
   - On Cię nie zabije. – zaśmiał się niemrawo chłopak. – Prędzej zabije mnie niż ciebie, Evander.
   - Skąd ty to wszystko wiesz? – zapytałam ocierając opuszkiem palców popuchnięte oczy. – Jesteś tu zaledwie tydzień. Jak możesz wiedzieć tyle rzeczy?
   - Mam wiele kontaktów, dziewczynko. – uśmiechnął się złowrogo. – Nie tylko w Bradford.
   Puścił moje wciąż trzęsące się dłonie i wrócił do ponownego obchodu salonu w tę i we w tę. Nie wiedziałam co myśleć. Zayn przeprowadził się z Bradford do Cardiff zaledwie tydzień temu a już zdążył wpakować mnie w poważne kłopoty w konsekwencji czego jakiś niebezpieczny facet miał mnie na celowniku a na dodatek chłopak miał jakieś kontakty  w mieście? Czy to było możliwe? Zaczynałam nabierać podejrzeń, że Malik ukrywał przede mną coś okropnego.
   - Jesteś w Cardiff pierwszy raz? – wzięłam się w garść w efekcie czego mój głos nie brzmiał jak u myszki. Zayn nadal krążył po pokoju.
   - Nie.
   - Masz tu jakąś rodzinę?
   - Nie.
   -Przyjaciół?
   - Kiedyś miałem. – odparł nie zdradzając cienia emocji. Nie sądziłam, że doczekam się takiej odpowiedzi. Nawet nie wiedziałam, że moje rodzinne miasto jest mu znane!
   - Co znaczy kiedyś, Zayn? – zapytałam po chwili ciszy. Nie liczyłam na odpowiedź, liczyłam na to, że nie rozzłoszczę chłopaka.
   - A to, że za dużo chcesz wiedzieć, blondyneczko. – warknął sucho obrzucając mnie karcącym spojrzeniem. Natychmiast spuściłam głowę i przetarłam twarz. Chciałam płakać. Gorzko płakać, zwinąć się w kłębek pod kocem i płakać. Ale nie mogłam. Nie chciałam pokazać przed Malikiem, że jestem słaba. Nie chciałam mu dać tej satysfakcji, że powoli wykańczał mnie psychicznie. Nawet jeśli była to prawda.
   - Powinnam wiedzieć, Zayn. Powinnam wiedzieć bardzo dużo skoro naraziłeś mnie na takie niebezpieczeństwo jakim jest ten cały Conez.
   - A kto Ci kazał za mną jechać?! – wrzasnął. Trafiłam w jego czuły punkt. – Gdybyś nie była tak cholernie wścibska, nie miałabyś żadnych problemów i nie domagałabyś się pierdolonych wyjaśnień!
   - Nawet nie wiesz jak żałuję tego wieczoru. – mruknęłam i wstałam z kanapy. Przetarłam oczy i spojrzałam z wyrzutem na chłopaka. W mojej głowie wirował wspomnienia z wieczoru, kiedy … strzeliłam do Coneza. – Mimo wszystko jednak należą mi się wyjaśnienia. Dlaczego byłeś w poprawczaku? Jaki masz związek z moją mamą? Jakie relacje łączą Cię z Conezem i Kieranem? I mógłbyś mi w końcu powiedzieć czego ty ode mnie oczekujesz, człowieku.
   Był zdezorientowany moją wypowiedzią. Powiedziałam to wszystko tak spokojnie, że aż byłam pełna podziwu samej sobie. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku piętra wbijając paznokcie w brzuch.
   Kiedy zamknęłam drzwi usłyszałam sęk przekleństw padających z ust kruczowłosego. Oparłam się o drzwi i wybuchłam jak małe dziecko, gromkim płaczem.

________


   Lekcja chemii dłużyła się strasznie. Minuta za minutą leciała jakby w spowolnionym tempie. Nauczycielka omawiała coś gestykulując rękoma, co chwilę pisząc jakieś wzory na długiej, podłużnej tablicy. Nie słuchałam jej. Moje myśli było kompletnie gdzie indziej.
   Kieran nie odzywał się do mnie. Polly zaciągnęła go dzisiaj do szkoły jednak kiedy tylko mnie zobaczył mina mu zrzedła i spuścił wzrok. Na korytarzu minęliśmy się bez słowa ze spuszczonymi głowami. Z Polly utrzymywałam jedynie ledwo widoczny kontakt wzrokowy.
   I pomyśleć, że pokłóciłam się z najlepszymi przyjaciółmi o jakiegoś dupka! Ukrywałam przed nimi coś ważnego tylko dlatego, że Zayn mnie oto poprosił. Co ja mówię?! On mi tak rozkazał! Traktował mnie z góry, jakbym była jego podwładną, zabawką i …
   - Panno Evander, czy ja Pani przeszkadzam? – nauczycielka rzuciła we mnie surowe spojrzenie. Od razu przestałam bujać w obłokach.
   - Nie – odparłam szybko. – Zamyśliłam się, przepraszam.
   W klasie natychmiast rozległy się szepty. Ja, Polly i Kieran zawsze byliśmy numerem jedne w szkole nie tylko na listach popularności, ale i na listach plotek. Dzisiaj nie było inaczej. Wielka paczka przyjaciół unikała się jak ognia a na dodatek do szkoły, odprowadził mnie pod same drzwi czarnowłosy „przystojniak” z czarnym Range Rover`em. Wszyscy wymyślali przeróżne teorię, ale jedna zdążyła się już przyjąć. Według „szkolnego głosu” Polly i Kieran odwrócili się ode mnie kiedy zaczęłam zadawać się z hazardzistą i właścicielem domu nocnego! Byłam pewna, że moich przyjaciół ta teoria tak samo bawiła jak mnie!
   - Niech Pani uważa. – warknęła nauczycielka i zaczęła ponownie coś tłumaczyć.
   Odwróciłam lekko głowę do tyłu, aby spojrzeć na rudowłosą i Wilsona. Dziewczyna wpatrywała się tępo w okno za którym krople deszczu muskały szkło, a Kieran wpatrywał się we mnie groźnie popuchniętymi oczami, rozwalając długopis na drobny mak.
   Odwróciłam wzrok kiedy rozległ się dźwięk dzwonka.
   Wyszłam z klasy i starając się ignorować ciekawskie spojrzenia udałam się do swoje szafki. Odłożyłam niepotrzebne książki i zaczęłam poprawiać mój makijaż. Przycieniowałam mocniej powieki po czym odchyliłam lekko lusterko i w jego odbiciu ujrzałam, że Kieran wraz z Polly przyglądali mi się. Obydwoje stali obok szafki chłopaka i o czymś rozmawiali nie odrywając ode mnie wzroku.
   Bez zastanowienia zamknęłam szafkę, przerzuciłam torbę przez ramię i podeszłam do nich. Zatrzasnęłam Kieranowi szafkę przed nosem a ten udawał, że bawi się czymś na swoim telefonie.
   - Dobrze wiesz, ze to nie była moja wina, Wilson! – uniosłam głos. – Nie wiedziałam nawet, że on Cię zna! Nic mi nie chce mówić o tobie! Nie masz nawet pojęcia jak mi jest z tym ciężko, ale proszę zrozum mnie i wybacz mi, Kieran! Jesteśmy przyjaciółmi!
   - Powiesz mi co Cię z nim łączy? – zapytał cicho chłopak nie odrywając wzroku od swojej komórki. Katem oka zauważyłam jak Polly nerwowo zerka to na mnie, to na swojego chłopaka. Na resztę tłumu wokół nas nie zwracałam uwagi.
   - Nie mogę wam powiedzieć, ale gdybym tylko mogła…
   - W takim razie nasza przyjaźń jest bez sensu, London. – odparł i lekko kuśtykając zaczął kierować się w przeciwną mi stronę. Rudowłosa posłała mi tylko przepraszające spojrzenie i ruszyła z nim w stronę wyjścia, zostawiając mnie w totalnym szoku.
   Miałam ochotę krzyknąć!
   Zacisnęłam wargi i wyjęłam z mojej torby okulary przeciwsłoneczne. Udając, że słowa przyjaciela kompletnie mnie nie zabolały nasunęłam je na nos i wypinając pierś ruszyłam w stronę wyjścia. Wydęłam usta i szłam przez ten pieprzony korytarz jak księżniczka podczas gdy w środku czułam, że cząstka mnie umarła.
   Przed szkołą, na schodach Polly rozmawiała o czymś z Kieranem wyraźnie gestykulując. Jej chłopak rzucał w nią tylko znudzonymi spojrzeniami. Gdyby wszystko było między nami w porządku podeszłabym do nich i powiedziała „Gołąbeczki, nie drżyjcie tak tego waszego ryja, tylko lećcie w ślinkę”. Zażartowałabym z ich kłótni, jednak teraz nie mogłam, ponieważ zapewne to moja osoba  była powodem ich sprzeczki.
   Kiedy mnie zauważyli Polly ucichła a Kieran ponownie spojrzał na mnie wściekle. Z trudem przeszłam obok nich udając, że ani trochę słowa Wilsona mnie nie zabolały. Aby nie rozpłakać się na oczach wszystkich uczniów, jak i obserwatorów naszych „wyczynów prywatnych” zaczęłam szukać czarnego Range Rower`a, którym miał przyjechać Malik. Zobowiązał się nie spuszczać mnie w ogóle z oka. Byłam ciekawa jak zamierza to robić nie odzywając się do mnie.
   Zauważyłam kruczowłosego na końcu parkingu. Był otoczony przez grupę cheerlederek naszej szkolnej drużyny footbolowej i pojedynczych brunetek z przyklejonymi rzęsami. Zagotowało się we mnie! Chciał się bawić w moją niańkę nie dlatego, że martwił się o moje bezpieczeństwo, tylko być w centrum uwagi wykorzystując swoją niebanalną urodę!
   Przyśpieszyłam kroku głośno tupiąc moimi koturnami. Kiedy chłopak mnie dostrzegł uśmiechnął się szerzej. Rozmawiał z tymi dziewczynami i uśmiechał się, ale były to wymuszone gesty. Widziałam po jego twarzy, że był nimi wyraźnie znudzony.
   - Zayn. – stanęłam przed jakimś kwartałem ładniejszych ode mnie o milion razy dziewczyn i zarzuciłam ręką na biodro. Ku mojemu zdziwieniu wszystkie się rozstąpiły mrucząc do mnie ciche „hej”. Pomachały Malikowi posyłając mu zalotne spojrzenia i ulotniły się.
   - Nie wiedziałem, że jesteś taką plotkarką, blondyneczko. – zaśmiał się cynicznie Malik opierając się o drzwi swojego samochodu. Do teraz zastanawiałam się skąd on go wziął?
   - O czym ty mówisz? – warknęłam kierując się do wnętrza. Zayn wyminął mnie szybko i jak na gentelmana przystało otworzył mi drzwi od strony pasażera. Spojrzałam na niego z zdziwieniem. Ten tylko uśmiechał się szeroko wskazując, abym weszła. Chwilę potem siedziałam zaczerwienia już na miejscu pasażera.
   - Nie wiedziałem, że będziesz rozpowiadać w szkole, że jestem twoim chłopakiem. – zachichotał kiedy usiadł przed kierownicą. – Mogłaś mnie uprzedzić to pożegnałbym się z tobą jak na chłopaka przystało.
   - Co? – pokręciłam głową. – Myślisz, ze jestem tak zdesperowana, że rozpowiadam, że jesteś moim facetem?
   - Oj myślę, że jesteś. – mrugnął do mnie i przekręcił kluczyki w stacyjce. Myślałam, że umrę ze wstydu. – W ciągu kilku minut dowiedziałem się bardzo dużo na twój temat od moich nowych koleżanek, Evander.
   - Słuchaj się cheerlederek i wytapetowanych krów a na pewno będziesz mógł napisać o mnie biografię. – warknęłam odwracając głową. Zayn parsknął śmiechem.
   - Uwielbiam się z tobą droczyć. Od razu poprawia mi się humor.
   Puścił sprzęgło i zmienił bieg. Nacisnął pedał gazu i wyjechał z parkingu bardzo szybko chlapiąc przy tym kilku pierwszoklasistów. Przez sekundę napotkałam twarze Kierana i Polly. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że moi „przyjaciele” widzieli jak wchodzę do samochód Malika.
   Momentalnie straciłam wiarę w naszą ponowną przyjaźń. Oni mi już nigdy nie zaufają.
   Nagle po samochodzie rozległ się dźwięk sms`a. Poczułam na sobie pytające spojrzenie kruczowłosego. Uśmiechnęłam się do niego wręcz niewidzialnie po czym szybko wyjęłam swoją komórkę uniemożliwiając Zaynowi widok treści wiadomości.
   „Nie obchodzi mnie jak, ale masz być dzisiaj o 21 w Parku. Polly xxx.”


____________________

Przyznam szczerze, że całkiem lubię ten rozdział. Pamiętam, że pisało mi się go dość przyjemnie. 
Chciałabym tylko podziękować za komentarze pod szóstką. Ten rozdział dedykuję wszystkim osobom, które chociaż raz poznały ten nieprzyjemny smak kłótni z przyjaciółmi - ale pamiętajmy, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Jak będzie w przypadku London? Nie mogę wam powiedzieć.
Zapraszam na moje nowe opowiadani
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia!