piątek, 8 listopada 2013

Chapter - Five


   Ile razy Polly mi tłumaczyła, że jestem ładna? Ile razy Kieran wymieniał mi chłopaków, którzy chcą się ze mną umówić? Ile to razy moi rodzice mi wpajali, że jestem śliczna, a ja im wszystkim nie wierzyłam. Miałam przeczucie, że kłamią.
   A teraz zjawił się nie wiadomo po co, Pan Malik odpowiedzialny za paniczny stan mojego życia i mówi mi chyba najszczerzej jak potrafi, że jestem dla niego piękna pod każdym względem. A ja jak ostatnia Idiotka mu uwierzyłam. Nie znałam go, a uwierzyłam mu.
   Boże.
   - Chelsea, ona naprawdę źle się czuje. – uśmiechnęłam się lekko w stronę kruczowłosego stojącego nad moją osobą. Zayn rozmawiał z moją mamą przez telefon próbując wmówić jej, że jestem chora i powinnam zostać w łóżku na najbliższe kilka dni. Jednak to wszystko było kłamstwem, na potrzeby sprawy z … Conezem. Zayn nie chciał, żebym chodziła teraz gdziekolwiek bez jego osoby. Zwłaszcza sama.
   - Przed chwilą wstała i cały czas gorączkuje. – skłamał. – Naprawdę marnie wygląda.
   Z ledwością powstrzymywałam parsknięcie śmiechem. Malik był naprawdę świetnym kłamcą. Od takich to się tylko uczyć!
   - Chcesz z nią gadać? – Zayn zmieszał się na chwilę a ja otworzyłam szeroko oczy. Malik skarcił mnie spojrzeniem. – Już Ci ją podaje do telefonu.
   Mozolnie odłożył słuchawkę od ucha i podał mi telefon. Jego spojrzenie mówiło „Nie spieprz tego”, więc wzięłam głęboki oddech i przyłożyłam aparat :
   - Mamo? – zapytałam słabym głosem, wysilając się mocno, aby zabrzmiało to wiarogodnie.
   - London! – głos mojej mamy sprawił, że przeszły mnie dreszcze. – Jak się czujesz? Zjadłaś coś?
   - Musiałam zarazić się od Lolly w piątek. – wymyśliłam, wciąż udając osłabioną. Zakasłałam dla lepszego efektu. Zayn wyszczerzył się szeroko.  – Wiesz ona była chora wtedy. Miała grypę czy coś.
   - To może pójdziesz do lekarza? – zaproponowała mama, na co się wzdrygnęłam. – Albo zaczekaj z tym a ja wrócę wcześniej!
   - Nie trzeba mamo! – podniosłam głos, ale wzrok Zayna od razu sprowadził mnie na tor kłamstwa. – Wszystko w porządku. To tylko przeziębienie, nic mi nie będzie.
   - Na pewno? Może jednak przyjadę?
   - Spokojnie. – uspokoiłam ją.  – To nic poważnego.
   - Jesteś pewna? – matka nie dawała za wygraną. – W każdej chwili mogę przyjechać.
   - Mamo – przerwałam jej. – Jestem prawie dorosła. Nie martw się o mnie. Poradzę sobie.
   - No dobrze. – ustąpiła w końcu. – Ale Zayn ma się tobą opiekować!
   - On nie jest moją opiekunką. – wymruczałam do telefonu, błagając Boga, aby ten nie usłyszał tego. Zayn jednak uniósł głowę i zatrzymał wzrok na mojej twarzy, która oblała się purpurą. Uśmiechnął się cynicznie, prezentując mi swój rząd perłowych zębów.
   - Jest od ciebie starszy i ma się tobą opiekować! – zarzuciła moja mama do telefonu. – Dobrze ja już muszę iść, kochanie.
   - Nie chcesz gadać z Zaynem jeszcze? – zapytałam.
   - Nie. – warknęła, co mnie zadziwiło. – Niech on poczeka, aż przyjadę.
   - Wszystko w porządku mamo?
   - Aktualnie dla Zayna, nie. – powiedziała a raczej rzuciła wściekle. – Przepraszam Cię London. Po prostu jestem zła. Zadzwonię do ciebie wieczorem zgoda?
   - Dobrze. – mruknęłam zaskoczona. – Trzymaj się mamo.
  - Pa córeczko.
   Odłożyłam aparat od ucha i rozłączyłam się. Wciąż zaskoczona wściekłością mamy, oddałam telefon właścicielowi, który bez jakiegokolwiek pohamowania lustrował moją osobę. Najdziwniejsze było to, że mnie to nie przeszkadzało. Zważając na to, że byłam w luźnych dresach,  w byle jak spiętych włosach i byłam nie umalowana wcale! I na dodatek nie miałam na sobie nic z mojej wyszczuplającej bielizny!
   - Dlaczego się tak na mnie gapisz Evander? – zagadnął wlepiając we mnie te nieziemskie czekoladowe tęczówki. – Co powiedziała twoja matka?
   - Chciała przyjechać wcześniej, ale ją zbyłam. – wyjaśniłam, spuszczając wzrok na podłogę. – Ale była zła na ciebie.
   - Na mnie?  - zapytał. Jednak po jego głosie rozpoznałam, że nie wywarło na nim to żadnego wrażenia. No pewnie, przecież to nic Malik, że jedyna osoba, która chce Ci pomóc jest na ciebie wściekła, pomyślałam przewracając oczami.
   - Powiedziała, że masz poczekać, aż ona przyjedzie. – zacytowałam mamę. – I naprawdę była wściekła.
   - Mówiłem jej, że nie będzie ze mną łatwo. – zaśmiał się, po czym bez jakiegokolwiek skrępowania wyciągnął z kieszeni jego czarnych jeansów paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i podpalił zapalniczką.
   - Mógłbyś nie palić w moim domu? – zapytałam robiąc zniesmaczoną minę. Nienawidziłam odoru fajek. Był ohydny.
   - To też mój dom, wiesz blondyneczko? – zachichotał wypuszczając stróżek dymu z ust. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę. – Nie bądź taka drętwa Evander.
   - Nie jestem drętwa, tylko papierosy mnie odrzucają. – wyjaśniłam. – Dlatego mógłbyś to uszanować i wyjść zapalić na zewnątrz!
   - Pomyślmy  – wziął głęboki oddech marszcząc brwi. – Odpowiedź brzmi nie. – dodał wkładając do buzi fajkę. Zatrzęsłam się z obrzydzenia.
   - Nie możesz nic zrobić dla innych? – zapytałam kąśliwie. – Wszyscy muszą robić to co ty chcesz tak?
   - Serio chcesz zacząć ze mną ten temat? – spiorunował mnie spojrzeniem. – Powiem Ci o kilka słów za dużo i znowu będziesz wyła cały wieczór tak jak wczoraj.
   - Byłam wczoraj załamana! – obroniłam się. – A poza tym ...
   - London, nie chcę się z tobą kłócić a co gorsza oglądać jak płaczesz, więc z łaski swojej zamknij się! – zganił mnie dopalając to … trujące coś. Spojrzał na koniec papierosa, po czym uchylił okno w salonie i wyrzucił przez nie to gówno.
   - Mama Cię nie uczyła, że się nie śmieci? – zakpiłam po czym spuściłam wzrok. Mimo to czułam jak Zayn ciśnie we mnie wściekłym spojrzeniem.
   - Zobaczmy moje dzieło blondyneczko. – warknął oschle, dając mi do zrozumienia, że jest zły. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego smutno. On tylko zmarszczył nos, unosząc jedną brew do góry.
   - Nie działają na mnie słodkie oczka Evander. – mruknął podchodząc do mnie. Wyciągnął do mnie dłoń. Nadal czułam jego wściekły wzrok na sobie.
   - Będziesz na mnie teraz zły, bo powiedziałam to czego nie chciałeś usłyszeć? – zapytałam szeptem krzyżując ręce na piersi. W tej samej sekundzie pożałowałam, że nie mam na sobie żadnych body.
   - A ty zaraz mi się rozpłaczesz? – zakpił przewracając oczami. Przygryzłam dolną wargę i zamknęłam oczy. Po co chcesz płakać London, zapytałam samą siebie w podświadomości. Przez niego?
   - Dobra, ściągnij bluzę. – rozkazał oschłym tonem. Takim bezuczuciowym i wyniosłym. Spuściłam głowę pozwalając aby moje blond włosy wysunęły się z ledwo trzymającego koka. Odgarnęłam dłonią bluzę zsuwając ją na moje ramię, aby przedstawić w pełnej krasie dzieło Malika.
   - Musisz zdjąć bluzę, bo tak gówno widzę. – powiedział już nieco sympatyczniejszym głosem. Czyżby moja reakcja go czegoś nauczyła?
   - Zaczekaj, pójdę się przebrać.  –oznajmiłam i wstałam z kanapy. Już chciałam skierować się na schody, kiedy kruczowłosy chwycił mnie za nadgarstek. Początkowo ucisk był mocny i brutalny, jednak teraz chłopak powoli rozluźniał go, delektując moją skórą kontaktem z jego.
   - Rozmawialiśmy o tym London. – szepnął. Cały czas miałam spuszczoną głowę. – Spójrz na mnie. – dodał, jednak ja nie chciałam na niego patrzeć. Bałam się, że pęknę.
   Zayn nie dał za wygraną i dwoma placami chwycił mój podbródek po czym uniósł go najdelikatniej jak potrafił ku górze. Opierałam się przez chwilę, jednak nie wytrzymałam i uległam chłopakowi. Powoli wręcz leniwie unosiłam wzrok ciesząc się z każdego milimetra jego czekoladowych tęczówek. Spoglądanie w nie z tak bliska było takie piękne.
   Moje intensywnie, aż rażące zielone oczy bezczelnie i bez jakiegokolwiek pohamowania wpatrywały się w jego oblane słodką czekoladą tęczówki.
   - Zdejmij bluzę. – poprosił szarmancko, nie odrywając ode mnie wzroku. Wzięłam głęboki oddech po czym odsunęłam się od chłopaka i obróciłam się na pięcie. Wzięłam jeszcze parę głębszych wydechów, po czym niepewnie ściągnęłam bluzę.
   Kiedy stanęłam jedynie w czerwonym koronkowym staniku podtrzymującym moje piersi nie usłyszałam żadnego chichotu czy komentarza względem mojej figury. Według niego, byłam piękna, ale kiedy na mnie nawrzeszczał przed paroma minutami ta wartość siebie, którą mi zapewnił, uleciała.
   W pewnym momencie poczułam jak delikatnie przejeżdżał opuszkami palców na mojej łopatce, gdzie widniał piękny motylek. Zadrżałam pod wpływem dotyku, przymrużając oczy. Dopiero chichot chłopaka uświadomił mnie, że on o tym wiedział.
   - Zaczerwienie ładnie się goi. – mruknął nie ukrywając rozbawienia. Chciałam się zapaść pod ziemię, jednak uniemożliwił mi to jego dotyk. On wodził specjalnie po mojej skórze! – Świetnie kontrastuje z twoją cerą.
   - Dziękuję. – wymamrotałam próbując łapać oddech. Chciałam już włożyć bluzę, ale Zayn nadal dotykał moje plecy swoimi palcami. Wodził teraz palcami całe moje plecy, dokładając wszelkich starań, aby wstrząsnęło mną. Było to naprawdę wspaniałe uczucie, ale …
   - Mogę – odchrząknęłam, a chłopak zatrzymał się na wysokości mojego rdzenia. – Mogę się już ubrać?
   - Pewnie.  –odparł zmieszany co mnie zadziwiło. Odskoczyłam od niego szybko i wciągnęłam na siebie bluzę. Bez zastanowienia ruszyłam w stronę schodów.
    - Będę u siebie w pokoju. – wymamrotałam. – Zajrzyj później. – dodałam za co miałam ochotę ugryźć się w język.

________

    „Ale na pewno wszystko w porządku, kochanie?”
   Polly nie dawała za wygraną tak samo jak moja mama. Musiałam jej milion razy odpisywać tę samą wiadomość, na którą i tak otrzymywałam odpowiedź nie różniącą się od dwunastu pozostałych.
   „Wszystko w porządku. Zwykłe przeziębienie. Daruję sobie szkołę w tym tygodniu.”
   „Szkoda, że się rozchorowałaś, bo Kieran załatwił nam wejściówki na Lakersów w ten piątek. Może jednak przyjadę i coś Ci przywiozę ?”
   „ Ale ten mecz nie jest przypadkiem w Los Angeles ? Nie trzeba Polly. Jestem dużą dziewczynką i dam sobie radę !”
   „No i co z tego, że w LA? Moja matka i tak ma w dupie, gdzie jestem więc mnie pasuje. Jak sobie chcesz. A powiedz mi jak ten nowy podopieczny twojej matki? Przeszkadza Ci jakoś? Bo wiesz, Kieran może z nim zrobić porządek … „
   Uśmiechnęłam się do wyświetlacza telefonu wyobrażając sobie starcie Zayna i Kierana. Mój przyjaciel był dosyć ciekawej postury jednak zawsze nie byłam za niego pewna w walkach. Natomiast jeśli chodzi o Zayna to …  nie miałabym się o co martwić.
   „Jego nie ma w ogóle w domu. Przychodzi wieczorem i wychodzi rano. Jest tak jakby tu go nie było, więc nie ingeruj w to naszego buntownika. A poza tym co u niego?”
   „Dzisiaj był coś zły. Powiedział, że wszystko się posypało. Kiedy zapytałam o co chodzi nawrzeszczał na mnie, że mam się nie wtrącać. Potem mnie przeprosił i powiedział, żebym nie wychodziła na razie sama z domu jak będzie ciemno. I to samo tyczy się też ciebie!”
   Zaintrygowało mnie to. Dokładnie to samo powiedział mi Zayn. Tyle, że ja nie mam prawa wychodzić bez jego opieki a Kieran zabronił mnie i Polly wychodzenia wieczorem. Było to naprawdę podejrzane, a świadomość, że zabronili nam wieczornych spacerów w tym samym czasie dała mi do myślenia jedno – Kieran może mieć tak samo jak Malik coś wspólnego z Conezem, który najprawdopodobniej mnie zabije jak dowie się, że to ja go postrzeliłam.
   - London? – na dźwięk głosu Zayna podskoczyłam z łóżka. Kruczowłosy domknął drzwi i wysilił się na lekki uśmiech. Odwzajemniłam go i poklepałam delikatnie miejsce obok siebie na łóżku zabierając się za odpisywanie sms`a Polly.
   „Lepie nie wnikać. Sam powie, prawda? Ja uciekam. Spiszemy się wieczorem. Uściskaj Kierana. Kocham London xxxx.”
   Zablokowałam telefon i odłożyłam go na szafkę nocną. Obróciłam głowę i napotkałam zaciekawiony wzrok Zayna. Chłopak podparł się łokciem o materac utrzymując swój ciężar ciała na nim.
   - Z kim pisałaś? – zapytał nie spuszczając ze mnie wzroku.
   - To chyba nie jest twoja sprawa. – mruknęłam od razu karcąc się w myślach. Zaraz wybuchnie, pomyślałam.
   - Chyba jednak moja skoro chcesz, żebym chronił Ci dupe blondyneczko. – warknął oschle, na co spuściłam wzrok.
   - Z Polly. – wyjaśniałam w końcu. – Była ciekawa dlaczego mnie nie ma.
   - I co jej napisałaś? – jego głos nadal był oschły, a mięśnie napięte.
   - Że jestem chora. – wydukałam. – Taką wersję mówimy wszystkim prawda?
   - Tak. – przejechał dłonią po swojej brodzie pokrytej lekkim zarostem. – O czym pisałyście?
   - O mojej rzekomej chorobie, o meczu Lakersów, o złym humorze Kierana i o tobie. – byłam pewna, że zaraz wybuchnie agresją na wspomnienie jego osoby.
   - Opowiedz mi o tym Kieranie. – poprosił łagodnie, na co zdumiałam się. Otwarłam oczy ze zdziwienia wpatrując się w przystojną twarz chłopaka. – To twój przyjaciel, tak?
   - No tak – wydukałam wciąż zaskoczona jego prośbą. – Przyjaźnimy się.
   - No to słucham. – posłał mi ten jego łobuzerski uśmieszek, który na pewno sparaliżowałyby moje nogi, gdyby wykonywały jakąś czynność zamiast siedzenia.
   - Co chcesz o nim wiedzieć? – wzruszyłam ramionami, po czym zaczęłam wertować postać Kierana jak lalkę w mojej głowie. – Przyjaźnimy się już jakieś dwa lata czyli odkąd się tu wprowadził z jego rodzicami. Spotyka się z Polly już rok i są naprawdę zgrana parą. Trzymamy się razem we trójkę cały czas.
   - Ma tu jakiś innych znajomych poza tobą i tą twoją przyjaciółką? – to nie brzmiało jak grzecznościowe pytanie tylko raczej jak przesłuchanie.
   - Raczej nie – pokręciłam głową. – Połowa Cardiff boi się Kierana bo on jest taki trochę … no  w oczach innych … no straszny.
   - Straszny? – Zayn opanował napad śmiechu mimo, że na usta cisnął mu się ten kpiarski uśmieszek.
   - No wiesz ludzie tutaj nie są przyzwyczajeni do chłopaka ubierającego się w ciemne ciuchy, jeżdżącego na motorze, palącego i pijącego …
   - Niegrzeczny chłopczyk. – zakpił Zayn odwracając głowę. Zabrzmiało to tak jakby gardził chłopakiem, a wcale go nie znał.
   - Ale on taki nie jest. – od razu zaczęłam bronić przyjaciela. – Można na nim polegać bo jest lojalny. Zawsze się troszczy o mnie jak i o Polly i jest naprawdę miły.
   - A ma jakieś rodzeństwo? – kruczowłosy spoważniał i zawiesił na mnie wzrok. Świadomość, że Zayn obserwuje moją osobę przyprawiała moje serce o szybszy rytm.
   - Nie – zaprzeczyłam. – Kieran jest jedynakiem.
   - Jedynakiem? – parsknął złowrogo Zayn. To zabrzmiało strasznie egocentrycznie i coraz bardziej zadziwiała mnie ta sytuacja.
   - A czemu chciałbyś wiedzieć tyle o nim? – odważyłam się zapytać, jednak spuściłam wzrok. – Interesuje Cię to z kim się przyjaźnię?
   - Nie za bardzo interesują mnie twoje przyjaźnie Evander. – mruknął oschle karcąc mnie surowym spojrzeniem. – Raczej interesują mnie niepewne osoby w twoim otoczeniu.
   - Niepewne osoby? – powtórzyłam. – A co do takich osób ma Kieran?
   - A to, że on jest niepewną osobą w twoim otoczeniu blondyneczko. – wyjaśnił zagryzając dolną wargę. Otworzyłam buzię ze zdziwienie podczas gdy chłopak wstał z łóżka i skierował się do wyjścia z mojego pokoju.
   - Dlaczego tak uważasz, skoro go nie znasz?  - zapytałam chcąc wyrazić swoje zbulwersowanie jego nieprawnymi oskarżeniami, jednak nie poszło to po mojej myśli. – Nie miałeś z nim nic wspólnego, więc nie masz prawa go oceniać a poza tym nie możesz mi mówić z kim się mogę zadawać a z kim nie!
   - Posłuchaj blondyneczko. – Zayn stanął przed drzwiami przodem zaciskając dłoń w pięść. Po jego głosie wywnioskowałam, że jest wściekły.
   - Akurat w moim interesie leży, żeby nic Ci się nie stało, więc łaskawie stul pysk i nie odzywaj się w tej sprawie! – skarcił mnie podniesionym głosem. Zaczęłam szybciej oddychać jednak ze strachu a nie ze względu na fascynację chłopakiem jak to zawsze miałam w zwyczaju.
   - A poza tym Kieran Wilson jest niepewną osobą w twoim towarzystwie i wiem lepiej od ciebie, więc się nie kłóć ze mną.  – dodał wściekle.
   - Nie powiedziałam Ci jak ma na nazwisko. – wytknęłam cicho w skutek czego usłyszałam chichot triumfu.
   - Sama widzisz Evander. Wiem lepiej od ciebie.


_________________________________

  Czytasz = Komentujesz :)
   

20 komentarzy:

  1. Super! Z nudów cały czas odświeżałam bloggera, a tu taka niespodzianka. :) Ciekawe o co chodzi Kieran'em...
    Pozdrawiam! ;33

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest... Jest... Jest świetne, boskie, fantastyczne.. Mogłabym tak wymieniać : )

    OdpowiedzUsuń
  3. axjsuwacbnhjcbaschjabcj *__________*
    Zajebisty rozdział ! :D
    Brak mi słów, naprawdę :)
    Pan Malik zawrócił w głowie naszej Chelsea :P
    Ach, ten jego dotyk ;3
    I wyraźnie mu pasuje ta fascynacja dziewczyny jego osobą ;)
    No no, nie powiem, zżera mnie ciekawość xD
    Czy tę parę mogłoby łączyć coś więcej ?
    Dwa różne światy, a tak do siebie pasują :)
    I o co chodzi z Kieranem ?
    Czyżby był wplątany w te akcję z Conezem ?
    Dzieje się, oj dzieje xD
    Także życzę ci duużoo weny na następny i z niecierpliwością na niego czekam ;**
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja pierdziele ale to jest zajebiste już sie nie moge doczekać nexta ♥ weny i buziole ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne!
    Robi się ciekawie ^^
    Jestem ciekawa o co chodzi z Kieran'em!
    Mam nadzieję, że niedługo się dowiem :D
    Świetny rozdział!
    Czekam na następny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. WSPANIAŁY ♥

    kochana jesteś i kochanego masz bloga :*

    czekam nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. wow! wspaniały!
    super się czyta ;)
    warto czekać na next'a !
    ;))
    *__* <333

    OdpowiedzUsuń
  8. Końcówka jak zwykle zajebista *o*
    Warto było długo czekać na nowy. Kisiel w gaciach bo dangerous Zayn. Wątpie żeby Kieran był niepewny ale może byc szantażowany czy inne gówno. Ja chcę wiecej London i Zayna ♥
    Ciekawe o co wkurzyła sie mama "blondyneczki".
    Czekam na kolejny!!!! Ze zniecierpliwieniem

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebisty:D
    Ciekawe o co chodzi z Kiran'em i co Zayn o nim wie:P
    Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
  10. Boski c:
    Końcówka <3
    Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam na mojego bloga z imaginami i przepraszam za spam xx

    http://onedirectionmojeimaginy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Czemu myśle że Kieran i Zayn to rodzeństwo? LOL

    OdpowiedzUsuń
  13. Czemu myśle że Kieran ma coś wspólnego z Conezem?

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny! Super piszesz. Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziewczyno jesteś genialna. G-E-N-I-A-L-N-A

    OdpowiedzUsuń