piątek, 29 listopada 2013

Chapter - Six



    - Halo?
   Odetchnęłam z ulgą, kiedy znudzony głos Kierana rozdźwięczał po drugiej stronie aparatu komórkowego.  Jeszcze w życiu nie ucieszyłam się tak na dźwięk jego ochrypłego głosu.
   - Nie dało się wcześniej odebrać Wilson? – warknęłam do telefonu, starając się przybrać neutralny głos osoby „chorej”. – Wydzwaniam do ciebie od samego rana.
   - Uspokój się London. – mruknął. – Zostawiłem telefon w domu. Dopiero teraz mam go w rękach, Evander.
   - Czemu Cię nie było w szkole? – zapytałam oschle.
   - Polly się wygadała, co? – prychnął lekceważąco, na co ja otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. – Nie mogłem się dzisiaj edukować.
   Wzięłam głęboki oddech powtarzając sobie w myślach ostatnie zdanie Kierana. Jak to nie mógł się dzisiaj „edukować”? Co to znaczy? A poza tym skoro nie był w szkole to gdzie był? Nie dawał żadnego znaku życia swojej dziewczynie tak samo jak Zayn dzisiaj. Kruczowłosy wyszedł bez słowa rano i do teraz nie wrócił, a Kieran zrobił dokładnie to samo z tą różnicą, że łaskawie odebrał mój telefon.
   Fakt, że Kierana i Zayna łączy coś z Conezem zaczynał być coraz bardziej prawdopodobny. A co najgorsze zaczął mnie przerażać.
   - Gdzie byłeś Kieran?
   - Musiałem coś załatwić, London. – oznajmił oschle.
   - Co takiego? – zaczęłam się wypytywać.
   - Uważam, że to nie jest twój interes. – warknął rozzłoszczony. Wzięłam kolejny głęboki wdech, aby się uspokoić.
   - Ja jednak uważam, że mój!
   - Na jakiej podstawie?! – krzyknął do słuchawki co wstawiło mnie w osłupienie. Kieran podniósł na mnie głos? Na mnie?
   - Jestem twoją najlepszą przyjaciółką i się o ciebie martwię, tak samo jak o twój związek z Polly, która zamartwia się o ciebie od rana i …
   - London, słuchaj mnie teraz. – wtrącił, łapiąc oddech. – Kocham Cię jak siostrę i zawsze będę, ale nie wtrącaj się w moje sprawy, okej? Mam teraz z Polly trudny okres i byłoby super gdybyś zostawiła nasz związek w spokoju.
   - Kieran co ty pieprzysz?! – weszłam mu w słowo, zapominając o moim zmodyfikowanym głosie. – Jeszcze wczoraj byliście wzorową parą, dbającą o swoje bezpieczeństwo i…
   - Właśnie najpierw patrzę na bezpieczeństwo twoje i Polly! – ponownie podniósł głos. – Słuchaj London, dzieje się źle na ulicach. Bardzo źle. Nie wychodź sama z domu jak jest ciemno, a broń Boże nie łaź po jakiś ciemnych uliczkach czy coś. – po drugiej stronie usłyszałam jak chłopak przeklnął cicho. – Najlepiej będzie jak będziesz trzymała się z daleka od różnych nieznanych typków. To samo tyczy się Polly.
   - Kieran o co chodzi? – zapytałam.
   - Po prostu raz mnie posłuchaj i rób to o co Cię proszę, zgoda?
  - Zgodzę się, jeżeli odpowiesz mi szczerze ja jedno ważne pytanie. – wtrąciłam przypominając sobie moją teorię.
   - Tak, obiecuję, że porozmawiam z Polly. – mruknął.
   - Nie chodziło mi o Polly, ale liczę, że to zrobisz bo ona zmysły traci co się z tobą dzieje!
   - To jak nie chodzi o Polly, to o co?
   - Chciałabym się zapytać czy znasz takiego jednego chłopaka. – wydukałam niepewnie rozglądając się za sobą, czy przypadkiem Zayn nie podsłuchuje całej rozmowy. Mimo, iż wiedziałam, że nie ma go w domu wolałam się upewnić. Az strach pomyśleć co mógłby mi zrobić kiedy dowiedziałby się, że rozmawiam z kimś o nim.
   - Mała, bez imienia i nazwiska nie odpowiem Ci. – wymruczał. – A coś nie tak z nim? Nachodzi Cię?
   - Nie, wszystko w porządku, tylko chciałam wiedzieć czy go znasz.
   - Nazwisko, London. – przypomniał mi, a ja wzięłam głęboki oddech, przymrużając powieki.
   - Znasz niejakiego Zayna Malika?
   Pomiędzy nami zapanowała cisza, której nie przerwał nawet szelest połączenia. Oddałabym głowę, że Kieran wstrzymał oddech i zaniemówił z wrażenia. Musiał o nim coś wiedzieć. Musiał wiedzieć kim jest Zayn skoro to była jego reakcja. Musi go znać skoro tak zareagował na jego nazwisko!
  - Nikogo takiego nie znam Lodnon. – rzucił oschle i rozłączył się. Zaskoczona odłożyłam sceptycznie komórkę i zerknęłam na wyświetlacz, gdzie odbiła się moja twarz.
   Zagubiony, przestraszony i rozdrażniony wyraz wkradł się na moją twarz.

________
 


   Próbując po raz kolejny od jakiś dwóch godzin dodzwonić się do Kierana, zaczęłam rozmyślać po co ja to robię. Po co chcę się dowiedzieć, co wspólnego mają ze sobą mój przyjaciel i … Zayn ? Może wcale nie chciałam wiedzieć. Może tylko obawiałam się o bezpieczeństwo kumpla ?
    - Gówno prawda – wymamrotałam cicho obalając moje durne myśli. Przyłożyłam po raz setny chyba ten cholerny telefon do ucha i czekałam, aż znowu usłyszę ten irytujący głos sekretarki. Niespełna chwilę później rzuciłam komórką o podłogę z wybuchu wściekłości.
   W tym samym momencie kiedy skrzyżowałam nogi na łóżko i oparłam brodę o moje dłonie, usłyszałam roznoszący się po całym domu trzask drzwi. Od razu wyprostowałam się i zeskoczyłam z łóżka przekręcając klamkę w drzwiach mojego pokoju.
   Zeszłam szybko ze schodów ignorując głośny tupot stawiany przez ciężar mojego ciała i szybkim krokiem skierowałam się do kuchni, gdzie zastałam nikogo innego jak mojego cholernego współlokatora popijającego piwo z puszki.
   - Gdzie byłeś? – naskoczyłam od razu na niego, pokazując mu mój gniew wywołany jego wyjściem bez żadnego poinformowania mnie.
   - Nie twój interes, blondyneczko. – odparł obojętnie, siorpając łyk alkoholu. Bez zastanowienia podeszłam do niego i z całych sił wyrwałam mu puszkę piwa oblewając przy tym go i siebie. Dopiero kiedy wylewałam jej zawartość do zlewu uświadomiłam sobie, że Zayn będzie wściekły.
   - Za bardzo sobie pozwalasz, wiesz Evander? – jego głos był ciężki i chropowaty. Akcent nie budził we mnie jakichkolwiek uczuć ekscytacji. Przemawiała przez niego czyta złość.
  - Mogłeś mi normalnie odpowiedzieć. – mruknęłam pod nosem wciąż stojąc do niego tyłem. Bałam się odwrócić, chociaż z drugiej strony chciałam zobaczyć czy po raz kolejny posyła mi te lodowate spojrzenie.
   - A co ja Ci się mam kurwa tłumaczyć?!
   - Raczej tak skoro wpakowałeś mnie w to gówno!
   - Nikt Ci nie kazał za mną iść Evander! – odwróciłam się do niego i zagryzłam z wściekłości zęby. Teraz to była moja wina, tak?
   - Gdybym za tobą wtedy nie poszła, on by Cię zadźgał prawdopodobnie na śmierć ty Idioto! – wrzasnęłam, ledwo powstrzymując się od spoliczkowania go. Mój strach zastąpił gniew sprowokowany jego brakiem wdzięczności.
   - Czyli uważasz, że jestem słaby, tak? – podszedł do mnie i rzucił mi piorunujące spojrzenie. Ledwo kontrolował swoje odruchy.
   - TAK! – odsunęłam się od niego i skierowałam się do salonu wymachując w gniewie rękoma. – Jesteś słabym skurwysynem uważającym się za Bóg wie co! A w rzeczywistości jesteś palantem i tchórzem, oraz pieprzonym niedowiarkiem bo nie potrafisz zaakceptować faktu, ze zawdzięczasz mi  życie!
   Stanęliśmy twarzą w twarz i wpatrywaliśmy się w swoje oczy bez opamiętania. Tylko świadomość, że chłopak był największym dupkiem na ziemi powstrzymywała mnie, aby zachłannie wpić się w jego usta. Zayn już miał mi odpowiedzieć, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzałam w stronę drzwi po czym ponownie zawiesiłam wzrok na Maliku, który ani drgnął.
   - Spodziewasz się kogoś, blondyneczko? – zapytał z furią, przybierając ściszony głos. Zacisnął swoje dłonie  w pięści i wciąż piorunował mnie tym spojrzeniem, kiedy ja brałam głębokie oddechy starając się uspokoić i opanować drżenie wywołane natrętnym dzwonkiem.
   Wyminęłam Malika zastanawiając się kto chciałby złożyć mi wizytę. Próbując opanować drżenie moich dłoni oraz nie równe wdechy zbliżyłam się do drzwi po czym mozolnie naparłam ręką na klamkę przekręcając ją. Otworzyłam drzwi na oścież i do mojego mieszkania wbiegła postać wściekłego Kierana.
   Mój przyjaciel nawet na mnie nie spojrzał tylko skierował się do salonu gdzie stał Malik z zaciśniętymi pięściami i obserwował tym swoim lodowatym spojrzeniem hol.
   Nie zdążyłam wziąć głębokiego wdechu kiedy Kieran rzucił się na Zayna i uderzył go z całych sił w twarz. Popchnął go na ziemię po czym zaczął go kopać w brzuch nogą cały czas wymieniając najgorsze obelgi jakie świat słyszał.
   Nagle Zayn uderzył mojego przyjaciela w piszczel na co ten głośno syknął  przestając okładać Malika. W ciągu tego ułamku sekundy Zayn pozbierał się zwinnie z podłogi po czym przyparł agresywnie Kierana do ściany. Malik włożył w to tyle siły, że zdjęcia wiszące jeszcze na arbuzowej ścianie spadły z hukiem na ziemię. Szklane ramki podtrzymujące fotografię rozbiły się stykając z podłogą.
   Pisnęłam w przerażenia.
   Malik zaczął okładać Kierana pięściami doprowadzając jego twarz do zakrwawionej mozaiki. Miałam już podbiec przerażona do nich i rozdzielić ich, kiedy czyjaś delikatna dłoń ścisnęła moją. Zaniepokojona i wystraszona przeniosłam wzrok na bok. Moje zawilgotniałe e oczy napotkały zdezorientowaną i równie wilgotną co moja, twarz Polly. Mimo przerażonego wyrazu twarzy nadal była chodzącym terminem piękna.
   - Niczego Cię  życie nie nauczyło? – warknął wściekle Zayn przestając okładać Kierana pięściami, jednak cały czas przytrzymywał go za skrawek koszulki do ściany. Z jego skroni ciekł stróżek krwi, który wprawił mnie w panikę. On krwawił.
   - Odwal się od London – wychrypiał Kieran wypluwając cieknącą krew z jego ust. Jeszcze w życiu nie widziałam kogoś tak pobitego. Zdałam sobie sprawę, że Zayn nie sprawiał wrażenia groźnego i niebezpiecznego kryminalisty.
   On nim był.
   A nawet kimś gorszym.
   - Nie będziesz mi mówić co mam robić szczeniaku. – syknął Zayn przez zęby po czym rzucił Kierana na podłogę. Polly bez wahania puściła moją dłoń i podbiegła do swojego chłopaka. Nie wiedziałam jak się zachować.
   - Coś ty mu zrobił?!  - wrzasnęła Polly przeczesując pokryte krwią włosy Kierana. Chłopak oddychał głośno i ciężko. Poczułam jak mała jedna słona łza spłynęła po moim policzku.
   - TY DRANIU! – moja przyjaciółka straciła panowanie nad sobą i podeszła do Zayna mierząc w niego otwartą dłonią. Kiedy przymknęłam powieki będąc pewna, że zaraz usłyszę charakterystyczny dźwięk spoliczkowania, usłyszałam tylko jęknięcie.
   Zayn przytrzymał nadgarstek Polly nie patrząc nawet na nią. Moja przyjaciółką jęknęła kilkakrotnie z bólu, który zadawał jej chłopak, jednak on się tym nie przejmował. Nawet na nią nie spojrzał.
   Jego wzrok był skierowany na moją wystraszoną osobę. Jego tęczówki stały się niemal czarne jak noc. Zmarszczył brwi po czym zacisnął usta w wąską linię.
   - Puść ją skurwysynie.  –wychrypiał swoim słabym głosem Kieran. Malik spojrzał na niego po czym puścił Polly delikatnie odpychając ją od siebie. Podszedł do leżącego na ziemi i wciąż zwijającego się z bólu Kierana i uderzył go butem w twarz.
   - Przestań! – byłam pełna podziwu dla samej siebie, że zdobyłam się na odwagę, aby to powiedzieć. Wciąż stałam w miejscu i nie umiałam pohamować drżenia. – Do cholery, przestań już!
   Malik uniósł wściekłe spojrzenie i zatrzymał je na mnie. W jego oczach widziałam pogardę i wściekłość. Chciałam podbiec do niego i przeprosić. Nie wiem za co, ale chciałam to zrobić. Czułam się winna. Winna temu wszystkiemu.
   Zayn przeklnął cicho pod nosem po czym spuszczając ze mnie wzrok skierowała się do wyjścia. Kiedy przeszedł obok mnie nie zawracając sobie głowy, aby cokolwiek mi powiedzieć zachciało mi się płakać. Zakodowałam jak trzaska drzwiami frontowymi i zostawia mnie samą.
   Zostawił mnie.
   - London! – przeraźliwy głos Polly od razu powstrzymał lawinę łez, chcących się uwolnić z moich oczodołów. Przetarłam oczy po czym podeszłam do klęczącej Polly. Kiedy ujrzałam zakrwawionego i posiniaczonego Kierana miałam ochotę krzyczeć. Chciałam wykrzyczeć jak bardzo nienawidzę swojego życia.

________


   - Jak się czuje Wilson? – zagadnęłam do telefonu leżąc na łóżku bezczynnie od jakiś kilku godzin wpatrując się w sufit. Ten kwiatowy motyw zaczynał mnie irytować.
   - Już lepiej. – odparła Polly po drugiej stronie słuchawki. – Opuchlizna zeszła mu już trochę z oka i z ust. W przyszły poniedziałek postaram się wyciągnąć go do ludzi.
   - To dobrze. – wymruczałam.
   - A co u ciebie? – miałam nadzieję, że moja przyjaciółka nie rozpocznie tego tematu. – Wrócił do domu?
   - Nie. – połknęłam tę cholerną gulę w gardle, pojawiającą się za każdym razem, kiedy o nim pomyślałam. – Jak wyszedł cztery dni temu, nie widziałam go. Już nie wiem co mam wymyślać mojej mamie, kiedy dzwoni.
   - Może powiedz jej prawdę. – zaproponował. – Może wszystkim powinnaś powiedzieć prawdę London.
   - Polly obiecałam Ci, ze wszystko wam wytłumaczę, ale … w swoim czasie. – odkąd moi przyjaciele przyjechali do mojego domu, a Kieran pobił się z Malikiem, wydało się, że nie jestem chora i cały czas wolny spędzam z nim. Nigdy nie widziałam tak wściekłej Polly kiedy odkryła, że ją okłamałam.
   - Obiecaj mi tylko, że nie wpakujesz się w jakieś kłopoty z tym kryminalistą. – za późno, pomyślałam przyrzekając rudowłosej. – Jak się wyrobię to zawitam do ciebie wieczorem.
   - Dobrze. – odpowiedziałam wracając do pozycji siedzącej. – Pozdrów ode mnie Kierana.
   - Przekażę, ale nie liczyłabym na odpowiedź. – dodała smutno.
   - Wiem o tym. – nacisnęłam czerwoną słuchawkę i odłożyłam komórkę na nocny stolik. Przetarłam twarz dłońmi po czym zamknęłam oczy i wróciłam do pozycji leżącej.
   Kieran przestał się odzywać do mnie za to, że nie powiedziałam mu o Zaynie. Nie dość, że pobił się z nim o mnie i ucierpiał to stracił do mnie zaufanie. Rozumiałam go. Sama nienawidziłam samej siebie, więc nie miałam do chłopaka żadnych wyrzutów sumienia. Chciałam tylko, aby szybko wrócił do zdrowia.
   Polly zaczęła trzymać mnie na dystans. Takie rozmowy telefoniczne były codziennością i bardziej przypominały zeznania na komisariacie, gdzie ja byłam ta złą, a ona był gliną. Miała również do mnie żal za to wszystko. Była zła głównie za moje kłamstwa, które nigdy wcześniej nam się nie zdarzały.
   Moja mama z dnia na dzień robiła się bardziej podejrzliwa. Z każdym telefonem jej ton wyrażał falę negatywnych emocji. Nie chciała mi mówić dlaczego jest taka wściekła, ale wiedziałam, że chodzi o Malika. Jego brudy z rodzinnego miasta musiały ujrzeć światło dzienne przez moją mamę. Na domiar złego musiałam ją okłamywać, że Zayn siedzi jak mysz Kościelna grzecznie w domu i udaje porządnego obywatela, podczas, gdy nie widziałam go od czterech dni!
   No właśnie – Zayn. Odkąd wyszedł z domu przed czterema dobami, nie widziałam go na oczy. Na każdym kroku zastanawiałam się gdzie jest, co robi, czy wszystko z nim w porządku. A nie powinnam ! Martwiłam się o niego bardziej niż o Kierna. I najgorsze było to, że zamiast współczuć mojemu przyjacielowi jak i odczuwać poczucie winy względem niego, współczułam Malikowi ! Martwiłam się o tego … kryminalistę, który zmasakrował twarz mojego przyjaciela. Bałam się, że ktoś mu coś zrobi podczas, gdy powinien siedzieć tutaj ze mną. Wolałabym słyszeć obelgi kierowane w moją stronę z jego ust, zamiast siedzieć z pustym domu zamartwiają się gdzie ten skurwysyn jest!
   Powinnam go nienawidzić! I tak też sobie wmawiałam tyle, że …
     …. z negatywnym skutkiem. 


_______________________________

  Rozdziały będą się pojawiać zdecydowanie częściej. Mam nadzieję, że rozdział szósty wam się spodobał choć przyznam, że ja się ubawiłam pisząc go.
Zrobicie mi tę przyjemność i dobijecie do 25 komentarzy?
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia!

piątek, 8 listopada 2013

Chapter - Five


   Ile razy Polly mi tłumaczyła, że jestem ładna? Ile razy Kieran wymieniał mi chłopaków, którzy chcą się ze mną umówić? Ile to razy moi rodzice mi wpajali, że jestem śliczna, a ja im wszystkim nie wierzyłam. Miałam przeczucie, że kłamią.
   A teraz zjawił się nie wiadomo po co, Pan Malik odpowiedzialny za paniczny stan mojego życia i mówi mi chyba najszczerzej jak potrafi, że jestem dla niego piękna pod każdym względem. A ja jak ostatnia Idiotka mu uwierzyłam. Nie znałam go, a uwierzyłam mu.
   Boże.
   - Chelsea, ona naprawdę źle się czuje. – uśmiechnęłam się lekko w stronę kruczowłosego stojącego nad moją osobą. Zayn rozmawiał z moją mamą przez telefon próbując wmówić jej, że jestem chora i powinnam zostać w łóżku na najbliższe kilka dni. Jednak to wszystko było kłamstwem, na potrzeby sprawy z … Conezem. Zayn nie chciał, żebym chodziła teraz gdziekolwiek bez jego osoby. Zwłaszcza sama.
   - Przed chwilą wstała i cały czas gorączkuje. – skłamał. – Naprawdę marnie wygląda.
   Z ledwością powstrzymywałam parsknięcie śmiechem. Malik był naprawdę świetnym kłamcą. Od takich to się tylko uczyć!
   - Chcesz z nią gadać? – Zayn zmieszał się na chwilę a ja otworzyłam szeroko oczy. Malik skarcił mnie spojrzeniem. – Już Ci ją podaje do telefonu.
   Mozolnie odłożył słuchawkę od ucha i podał mi telefon. Jego spojrzenie mówiło „Nie spieprz tego”, więc wzięłam głęboki oddech i przyłożyłam aparat :
   - Mamo? – zapytałam słabym głosem, wysilając się mocno, aby zabrzmiało to wiarogodnie.
   - London! – głos mojej mamy sprawił, że przeszły mnie dreszcze. – Jak się czujesz? Zjadłaś coś?
   - Musiałam zarazić się od Lolly w piątek. – wymyśliłam, wciąż udając osłabioną. Zakasłałam dla lepszego efektu. Zayn wyszczerzył się szeroko.  – Wiesz ona była chora wtedy. Miała grypę czy coś.
   - To może pójdziesz do lekarza? – zaproponowała mama, na co się wzdrygnęłam. – Albo zaczekaj z tym a ja wrócę wcześniej!
   - Nie trzeba mamo! – podniosłam głos, ale wzrok Zayna od razu sprowadził mnie na tor kłamstwa. – Wszystko w porządku. To tylko przeziębienie, nic mi nie będzie.
   - Na pewno? Może jednak przyjadę?
   - Spokojnie. – uspokoiłam ją.  – To nic poważnego.
   - Jesteś pewna? – matka nie dawała za wygraną. – W każdej chwili mogę przyjechać.
   - Mamo – przerwałam jej. – Jestem prawie dorosła. Nie martw się o mnie. Poradzę sobie.
   - No dobrze. – ustąpiła w końcu. – Ale Zayn ma się tobą opiekować!
   - On nie jest moją opiekunką. – wymruczałam do telefonu, błagając Boga, aby ten nie usłyszał tego. Zayn jednak uniósł głowę i zatrzymał wzrok na mojej twarzy, która oblała się purpurą. Uśmiechnął się cynicznie, prezentując mi swój rząd perłowych zębów.
   - Jest od ciebie starszy i ma się tobą opiekować! – zarzuciła moja mama do telefonu. – Dobrze ja już muszę iść, kochanie.
   - Nie chcesz gadać z Zaynem jeszcze? – zapytałam.
   - Nie. – warknęła, co mnie zadziwiło. – Niech on poczeka, aż przyjadę.
   - Wszystko w porządku mamo?
   - Aktualnie dla Zayna, nie. – powiedziała a raczej rzuciła wściekle. – Przepraszam Cię London. Po prostu jestem zła. Zadzwonię do ciebie wieczorem zgoda?
   - Dobrze. – mruknęłam zaskoczona. – Trzymaj się mamo.
  - Pa córeczko.
   Odłożyłam aparat od ucha i rozłączyłam się. Wciąż zaskoczona wściekłością mamy, oddałam telefon właścicielowi, który bez jakiegokolwiek pohamowania lustrował moją osobę. Najdziwniejsze było to, że mnie to nie przeszkadzało. Zważając na to, że byłam w luźnych dresach,  w byle jak spiętych włosach i byłam nie umalowana wcale! I na dodatek nie miałam na sobie nic z mojej wyszczuplającej bielizny!
   - Dlaczego się tak na mnie gapisz Evander? – zagadnął wlepiając we mnie te nieziemskie czekoladowe tęczówki. – Co powiedziała twoja matka?
   - Chciała przyjechać wcześniej, ale ją zbyłam. – wyjaśniłam, spuszczając wzrok na podłogę. – Ale była zła na ciebie.
   - Na mnie?  - zapytał. Jednak po jego głosie rozpoznałam, że nie wywarło na nim to żadnego wrażenia. No pewnie, przecież to nic Malik, że jedyna osoba, która chce Ci pomóc jest na ciebie wściekła, pomyślałam przewracając oczami.
   - Powiedziała, że masz poczekać, aż ona przyjedzie. – zacytowałam mamę. – I naprawdę była wściekła.
   - Mówiłem jej, że nie będzie ze mną łatwo. – zaśmiał się, po czym bez jakiegokolwiek skrępowania wyciągnął z kieszeni jego czarnych jeansów paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i podpalił zapalniczką.
   - Mógłbyś nie palić w moim domu? – zapytałam robiąc zniesmaczoną minę. Nienawidziłam odoru fajek. Był ohydny.
   - To też mój dom, wiesz blondyneczko? – zachichotał wypuszczając stróżek dymu z ust. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę. – Nie bądź taka drętwa Evander.
   - Nie jestem drętwa, tylko papierosy mnie odrzucają. – wyjaśniłam. – Dlatego mógłbyś to uszanować i wyjść zapalić na zewnątrz!
   - Pomyślmy  – wziął głęboki oddech marszcząc brwi. – Odpowiedź brzmi nie. – dodał wkładając do buzi fajkę. Zatrzęsłam się z obrzydzenia.
   - Nie możesz nic zrobić dla innych? – zapytałam kąśliwie. – Wszyscy muszą robić to co ty chcesz tak?
   - Serio chcesz zacząć ze mną ten temat? – spiorunował mnie spojrzeniem. – Powiem Ci o kilka słów za dużo i znowu będziesz wyła cały wieczór tak jak wczoraj.
   - Byłam wczoraj załamana! – obroniłam się. – A poza tym ...
   - London, nie chcę się z tobą kłócić a co gorsza oglądać jak płaczesz, więc z łaski swojej zamknij się! – zganił mnie dopalając to … trujące coś. Spojrzał na koniec papierosa, po czym uchylił okno w salonie i wyrzucił przez nie to gówno.
   - Mama Cię nie uczyła, że się nie śmieci? – zakpiłam po czym spuściłam wzrok. Mimo to czułam jak Zayn ciśnie we mnie wściekłym spojrzeniem.
   - Zobaczmy moje dzieło blondyneczko. – warknął oschle, dając mi do zrozumienia, że jest zły. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego smutno. On tylko zmarszczył nos, unosząc jedną brew do góry.
   - Nie działają na mnie słodkie oczka Evander. – mruknął podchodząc do mnie. Wyciągnął do mnie dłoń. Nadal czułam jego wściekły wzrok na sobie.
   - Będziesz na mnie teraz zły, bo powiedziałam to czego nie chciałeś usłyszeć? – zapytałam szeptem krzyżując ręce na piersi. W tej samej sekundzie pożałowałam, że nie mam na sobie żadnych body.
   - A ty zaraz mi się rozpłaczesz? – zakpił przewracając oczami. Przygryzłam dolną wargę i zamknęłam oczy. Po co chcesz płakać London, zapytałam samą siebie w podświadomości. Przez niego?
   - Dobra, ściągnij bluzę. – rozkazał oschłym tonem. Takim bezuczuciowym i wyniosłym. Spuściłam głowę pozwalając aby moje blond włosy wysunęły się z ledwo trzymającego koka. Odgarnęłam dłonią bluzę zsuwając ją na moje ramię, aby przedstawić w pełnej krasie dzieło Malika.
   - Musisz zdjąć bluzę, bo tak gówno widzę. – powiedział już nieco sympatyczniejszym głosem. Czyżby moja reakcja go czegoś nauczyła?
   - Zaczekaj, pójdę się przebrać.  –oznajmiłam i wstałam z kanapy. Już chciałam skierować się na schody, kiedy kruczowłosy chwycił mnie za nadgarstek. Początkowo ucisk był mocny i brutalny, jednak teraz chłopak powoli rozluźniał go, delektując moją skórą kontaktem z jego.
   - Rozmawialiśmy o tym London. – szepnął. Cały czas miałam spuszczoną głowę. – Spójrz na mnie. – dodał, jednak ja nie chciałam na niego patrzeć. Bałam się, że pęknę.
   Zayn nie dał za wygraną i dwoma placami chwycił mój podbródek po czym uniósł go najdelikatniej jak potrafił ku górze. Opierałam się przez chwilę, jednak nie wytrzymałam i uległam chłopakowi. Powoli wręcz leniwie unosiłam wzrok ciesząc się z każdego milimetra jego czekoladowych tęczówek. Spoglądanie w nie z tak bliska było takie piękne.
   Moje intensywnie, aż rażące zielone oczy bezczelnie i bez jakiegokolwiek pohamowania wpatrywały się w jego oblane słodką czekoladą tęczówki.
   - Zdejmij bluzę. – poprosił szarmancko, nie odrywając ode mnie wzroku. Wzięłam głęboki oddech po czym odsunęłam się od chłopaka i obróciłam się na pięcie. Wzięłam jeszcze parę głębszych wydechów, po czym niepewnie ściągnęłam bluzę.
   Kiedy stanęłam jedynie w czerwonym koronkowym staniku podtrzymującym moje piersi nie usłyszałam żadnego chichotu czy komentarza względem mojej figury. Według niego, byłam piękna, ale kiedy na mnie nawrzeszczał przed paroma minutami ta wartość siebie, którą mi zapewnił, uleciała.
   W pewnym momencie poczułam jak delikatnie przejeżdżał opuszkami palców na mojej łopatce, gdzie widniał piękny motylek. Zadrżałam pod wpływem dotyku, przymrużając oczy. Dopiero chichot chłopaka uświadomił mnie, że on o tym wiedział.
   - Zaczerwienie ładnie się goi. – mruknął nie ukrywając rozbawienia. Chciałam się zapaść pod ziemię, jednak uniemożliwił mi to jego dotyk. On wodził specjalnie po mojej skórze! – Świetnie kontrastuje z twoją cerą.
   - Dziękuję. – wymamrotałam próbując łapać oddech. Chciałam już włożyć bluzę, ale Zayn nadal dotykał moje plecy swoimi palcami. Wodził teraz palcami całe moje plecy, dokładając wszelkich starań, aby wstrząsnęło mną. Było to naprawdę wspaniałe uczucie, ale …
   - Mogę – odchrząknęłam, a chłopak zatrzymał się na wysokości mojego rdzenia. – Mogę się już ubrać?
   - Pewnie.  –odparł zmieszany co mnie zadziwiło. Odskoczyłam od niego szybko i wciągnęłam na siebie bluzę. Bez zastanowienia ruszyłam w stronę schodów.
    - Będę u siebie w pokoju. – wymamrotałam. – Zajrzyj później. – dodałam za co miałam ochotę ugryźć się w język.

________

    „Ale na pewno wszystko w porządku, kochanie?”
   Polly nie dawała za wygraną tak samo jak moja mama. Musiałam jej milion razy odpisywać tę samą wiadomość, na którą i tak otrzymywałam odpowiedź nie różniącą się od dwunastu pozostałych.
   „Wszystko w porządku. Zwykłe przeziębienie. Daruję sobie szkołę w tym tygodniu.”
   „Szkoda, że się rozchorowałaś, bo Kieran załatwił nam wejściówki na Lakersów w ten piątek. Może jednak przyjadę i coś Ci przywiozę ?”
   „ Ale ten mecz nie jest przypadkiem w Los Angeles ? Nie trzeba Polly. Jestem dużą dziewczynką i dam sobie radę !”
   „No i co z tego, że w LA? Moja matka i tak ma w dupie, gdzie jestem więc mnie pasuje. Jak sobie chcesz. A powiedz mi jak ten nowy podopieczny twojej matki? Przeszkadza Ci jakoś? Bo wiesz, Kieran może z nim zrobić porządek … „
   Uśmiechnęłam się do wyświetlacza telefonu wyobrażając sobie starcie Zayna i Kierana. Mój przyjaciel był dosyć ciekawej postury jednak zawsze nie byłam za niego pewna w walkach. Natomiast jeśli chodzi o Zayna to …  nie miałabym się o co martwić.
   „Jego nie ma w ogóle w domu. Przychodzi wieczorem i wychodzi rano. Jest tak jakby tu go nie było, więc nie ingeruj w to naszego buntownika. A poza tym co u niego?”
   „Dzisiaj był coś zły. Powiedział, że wszystko się posypało. Kiedy zapytałam o co chodzi nawrzeszczał na mnie, że mam się nie wtrącać. Potem mnie przeprosił i powiedział, żebym nie wychodziła na razie sama z domu jak będzie ciemno. I to samo tyczy się też ciebie!”
   Zaintrygowało mnie to. Dokładnie to samo powiedział mi Zayn. Tyle, że ja nie mam prawa wychodzić bez jego opieki a Kieran zabronił mnie i Polly wychodzenia wieczorem. Było to naprawdę podejrzane, a świadomość, że zabronili nam wieczornych spacerów w tym samym czasie dała mi do myślenia jedno – Kieran może mieć tak samo jak Malik coś wspólnego z Conezem, który najprawdopodobniej mnie zabije jak dowie się, że to ja go postrzeliłam.
   - London? – na dźwięk głosu Zayna podskoczyłam z łóżka. Kruczowłosy domknął drzwi i wysilił się na lekki uśmiech. Odwzajemniłam go i poklepałam delikatnie miejsce obok siebie na łóżku zabierając się za odpisywanie sms`a Polly.
   „Lepie nie wnikać. Sam powie, prawda? Ja uciekam. Spiszemy się wieczorem. Uściskaj Kierana. Kocham London xxxx.”
   Zablokowałam telefon i odłożyłam go na szafkę nocną. Obróciłam głowę i napotkałam zaciekawiony wzrok Zayna. Chłopak podparł się łokciem o materac utrzymując swój ciężar ciała na nim.
   - Z kim pisałaś? – zapytał nie spuszczając ze mnie wzroku.
   - To chyba nie jest twoja sprawa. – mruknęłam od razu karcąc się w myślach. Zaraz wybuchnie, pomyślałam.
   - Chyba jednak moja skoro chcesz, żebym chronił Ci dupe blondyneczko. – warknął oschle, na co spuściłam wzrok.
   - Z Polly. – wyjaśniałam w końcu. – Była ciekawa dlaczego mnie nie ma.
   - I co jej napisałaś? – jego głos nadal był oschły, a mięśnie napięte.
   - Że jestem chora. – wydukałam. – Taką wersję mówimy wszystkim prawda?
   - Tak. – przejechał dłonią po swojej brodzie pokrytej lekkim zarostem. – O czym pisałyście?
   - O mojej rzekomej chorobie, o meczu Lakersów, o złym humorze Kierana i o tobie. – byłam pewna, że zaraz wybuchnie agresją na wspomnienie jego osoby.
   - Opowiedz mi o tym Kieranie. – poprosił łagodnie, na co zdumiałam się. Otwarłam oczy ze zdziwienia wpatrując się w przystojną twarz chłopaka. – To twój przyjaciel, tak?
   - No tak – wydukałam wciąż zaskoczona jego prośbą. – Przyjaźnimy się.
   - No to słucham. – posłał mi ten jego łobuzerski uśmieszek, który na pewno sparaliżowałyby moje nogi, gdyby wykonywały jakąś czynność zamiast siedzenia.
   - Co chcesz o nim wiedzieć? – wzruszyłam ramionami, po czym zaczęłam wertować postać Kierana jak lalkę w mojej głowie. – Przyjaźnimy się już jakieś dwa lata czyli odkąd się tu wprowadził z jego rodzicami. Spotyka się z Polly już rok i są naprawdę zgrana parą. Trzymamy się razem we trójkę cały czas.
   - Ma tu jakiś innych znajomych poza tobą i tą twoją przyjaciółką? – to nie brzmiało jak grzecznościowe pytanie tylko raczej jak przesłuchanie.
   - Raczej nie – pokręciłam głową. – Połowa Cardiff boi się Kierana bo on jest taki trochę … no  w oczach innych … no straszny.
   - Straszny? – Zayn opanował napad śmiechu mimo, że na usta cisnął mu się ten kpiarski uśmieszek.
   - No wiesz ludzie tutaj nie są przyzwyczajeni do chłopaka ubierającego się w ciemne ciuchy, jeżdżącego na motorze, palącego i pijącego …
   - Niegrzeczny chłopczyk. – zakpił Zayn odwracając głowę. Zabrzmiało to tak jakby gardził chłopakiem, a wcale go nie znał.
   - Ale on taki nie jest. – od razu zaczęłam bronić przyjaciela. – Można na nim polegać bo jest lojalny. Zawsze się troszczy o mnie jak i o Polly i jest naprawdę miły.
   - A ma jakieś rodzeństwo? – kruczowłosy spoważniał i zawiesił na mnie wzrok. Świadomość, że Zayn obserwuje moją osobę przyprawiała moje serce o szybszy rytm.
   - Nie – zaprzeczyłam. – Kieran jest jedynakiem.
   - Jedynakiem? – parsknął złowrogo Zayn. To zabrzmiało strasznie egocentrycznie i coraz bardziej zadziwiała mnie ta sytuacja.
   - A czemu chciałbyś wiedzieć tyle o nim? – odważyłam się zapytać, jednak spuściłam wzrok. – Interesuje Cię to z kim się przyjaźnię?
   - Nie za bardzo interesują mnie twoje przyjaźnie Evander. – mruknął oschle karcąc mnie surowym spojrzeniem. – Raczej interesują mnie niepewne osoby w twoim otoczeniu.
   - Niepewne osoby? – powtórzyłam. – A co do takich osób ma Kieran?
   - A to, że on jest niepewną osobą w twoim otoczeniu blondyneczko. – wyjaśnił zagryzając dolną wargę. Otworzyłam buzię ze zdziwienie podczas gdy chłopak wstał z łóżka i skierował się do wyjścia z mojego pokoju.
   - Dlaczego tak uważasz, skoro go nie znasz?  - zapytałam chcąc wyrazić swoje zbulwersowanie jego nieprawnymi oskarżeniami, jednak nie poszło to po mojej myśli. – Nie miałeś z nim nic wspólnego, więc nie masz prawa go oceniać a poza tym nie możesz mi mówić z kim się mogę zadawać a z kim nie!
   - Posłuchaj blondyneczko. – Zayn stanął przed drzwiami przodem zaciskając dłoń w pięść. Po jego głosie wywnioskowałam, że jest wściekły.
   - Akurat w moim interesie leży, żeby nic Ci się nie stało, więc łaskawie stul pysk i nie odzywaj się w tej sprawie! – skarcił mnie podniesionym głosem. Zaczęłam szybciej oddychać jednak ze strachu a nie ze względu na fascynację chłopakiem jak to zawsze miałam w zwyczaju.
   - A poza tym Kieran Wilson jest niepewną osobą w twoim towarzystwie i wiem lepiej od ciebie, więc się nie kłóć ze mną.  – dodał wściekle.
   - Nie powiedziałam Ci jak ma na nazwisko. – wytknęłam cicho w skutek czego usłyszałam chichot triumfu.
   - Sama widzisz Evander. Wiem lepiej od ciebie.


_________________________________

  Czytasz = Komentujesz :)