piątek, 11 października 2013

Chapter - Four



  
   - Kurwa! London!
   Upuściłam broń na podłogę. W mojej głowie szumiało. Ciało momentalnie odmówiło mi posłuszeństwa a mózg tak jakby się odseparował. Mój oddech stał się płytki i nierówny. Nie panowałam nad uderzeniami serca, które miało wyskoczyć mi z klatki piersiowe.
   Pociągnęłam za spust wymierzony w tego człowieka. W człowieka, który leżał teraz nieprzytomny w kałuży krwi. W człowieka, który się nie ruszał. Strzeliłam w człowieka. Potraktowałam go kulą.
   - Kurwa! – przerażona i cała dygocząca ze strachu przeniosłam wzrok na Malika, który wciąż blady jak ściana pochylał się nad nieprzytomnym Conezem. Odsuwając od jego szyi rękę,  przygryzł wargę. Spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem po czym ruszył w kierunku mojej osoby. Chwycił mocno moje ramię po czym siłą wyprowadził mnie stamtąd.
   Miałam gdzieś, że czarnowłosy szarpie mnie za ramię, wyprowadzając z tego miejsca. Miałam gdzieś jego obecność. Jego dotyk. Miałam wszystko gdzieś. Liczyło się tylko to, że postrzeliłam człowieka. Wycelowałam w oddychającego człeka. Strzeliłam w niego.
   - Jesteś samochodem? – zapytał oschle Zayn, kiedy stanęliśmy przed budynkiem. Oni utaj uśmiechnięci, otrzymujący rozkosz nie wiedzieli jeszcze, że na tyłach leży mężczyzna w  kałuży krwi.
  Pozwalając łzom ścieknąć po moich policzkach wskazałam wciąż trzęsącą się ręką na moje auto. Zayn pociągnął mnie za ramię po czym skierowaliśmy się do samochodu. Wsadził rękę do kieszeni moich jeansów i wyciągnął z nich kluczyki. Byłam tak załamana, że nawet nie zainterweniowałam. Dotknął mnie, a ja nawet nie odskoczyłam.
   - Skończ już wyć! – ryknął Malik odpalając samochód. Z piskiem opon wyjechał  z tamtej dzielnicy. Zaczęłam bardziej płakać.
   - Zabiłam go prawda? – załkałam, oczekując natychmiastowej odpowiedzi. – Zabiłam go?!?!
  - Kurwa NIE!  - wrzasnął na całe auto. Momentalnie moje ciśnienie obniżyło się, a serce nie waliło już jak szalone. Nie zabiłam go! Nie odebrałam mu życia! Nie przyczyniłam się do jego śmierci!
   - Nie zabiłaś go London. – powiedział łamiącym się głosem Zayn. Miałam wrażenie, że zaraz również się rozpłacze, tak jak ja. Schowałam twarz w dłoniach, gorzko płacząc. Chwilę potem nie wiedziałam co się dzieje.
  
________

   Westchnęłam głośno, odczuwając nadmierne ciepło. Przetarłam oczy rękoma po czym powoli otworzyłam powieki. Moim jeszcze zaspanym oczom ukazał się zmartwiony Malik siedzący naprzeciw mnie w fotelu. Miał utkwiony wzrok z podłodze. Bałam się go zagadnąć.
  Przypomniałam sobie fragment naszej rozmowy w samochodzie. Zayn powiedział, że nie zabiłam tego mężczyznę. Nie odebrałam mu życia, co mnie niezmiernie uradowało. Nie zabiłam go! Nie odebrałam mu życia …
   Wyprostowałam się chcąc nie chcąc wydając dźwięk uginającej się pode mną skóry sofy. Zrzuciłam z siebie koc, po czym przewiesiłam go przez oparcie. W tym samym czasie mój współlokator usiadł na stolik naprzeciwko mnie. Nie wiedząc jak mam postąpić uniosłam głowę, po czym nasze spojrzenie się spotkały. Jego czekolada z moją zielenią.
   - London – jego głos był opanowany i pełen troski, jednak tam głęboko gdzieś strach chciał się uwolnić z jego gardła. – London, co ty tam robiłaś?
   - Ja pojechałam za … - chciałam spuścić głowę, próbując skoncentrować się na słowach a nie na jego oczach, kiedy zatrzymałam się na jego poharatanej twarzy. Chłopak miał liczne znamiona, niektóre jeszcze zaczerwienione, lekko skrzywiony nos oraz siniec pod oczami. Nawet nie zorientowałam się kiedy gładziłam jego ubrudzony od krwi, szorstki policzek.
   - London … - Zayn delikatnie ujął moją dłoń w nadgarstku po czym położył ją na moich kolanach. Zdziwiło mnie to, że przeszkadzał mu mój dotyk na jego twarzy, a nie przeszkadzał mu w ogóle mój dotyk. Wciąż trzymał mój nadgarstek. – Dlaczego pojechałaś za mną? Powiedz szczerze.
   - Byłam zła, że na mnie nakrzyczałeś i chciałam zobaczyć gdzie jedziesz. – starałam się z wszelkich sił, aby nie okazać przerażenia wspominając sobie ostatnie przeżycie. – I wtedy weszłam od tyłu  i zobaczyłam jak ten facet Cię trzyma i już miałam iść kiedy … - łzy pociekły mi po policzku a ja zaczęłam głośno oddychać. Nie potrafiłam się wysłowić.
   - Spokojnie, mała. – Malik otarł moje łzy swoimi opuszkami kciuków po czym ścisnął moją dłoń w mocnym uścisku. – Weź głęboki oddech.  – zrobiłam co mi kazał. – A teraz jeszcze raz. Dlaczego zostałaś?
   - No bo …  - przetarłam oczy, nie zamartwiając się nawet, że rozmazałam sobie makijaż przy kimś takim jak Malik. Ponownie wzięłam głęboki oddech. – On Cię bił. Krwawiłeś. – wymamrotałam.  – I wtedy on uniósł nóż, a ja już miałam ten pistolet i … - zaniosłam się płaczem. Schowałam twarz w dłoniach wydając z siebie rozhisteryzowane dźwięki. Mój oddech znowu stał się płytki i nierówny. - … i  pociągnęłam za spust, kiedy on Cie chciał ugodzić tym nożem! Ale ja nie chciałam Zayn! Nie chciałam tego zrobić! – krzyknęłam, płacząc jeszcze mocniej. Malik przetarł twarz dłońmi. W jego oczach malowała się troska i dezorientacja. W pewnym momencie uniósł rękę i przyciągnął moją głową do jego klatki piersiowej. Wtuliłam się  jego tors wypłakując łzy na jego koszulkę.
   - Ja naprawdę nie chciałam. – wymamrotałam wciąż zapłakana. – Ja nie chciałam tego zrobić, naprawdę.
   - Cii, London. – chłopak pogłaskał moje włosy. Czułam jak Zayn obejmuje mnie mocniej. – Nie rozumiem tylko jednego. – zawiesił głos na dłuższą chwilę. – Dlaczego strzeliłaś?
  - Coś mi kazało. – odparłam bez namysłu. – Gdybym nie strzeliła, on by Ci coś zrobił i wtedy …
   - Mała. – odsunął moją głowę od swojego torsu. Chwycił mnie za podbródek zmuszając do patrzenia w jego tęczówki. To był chyba aktualnie jedyny widok, który mnie uspokajał. – Nie znamy się w ogóle. Depczemy sobie po piętach, wyzywamy się a ty postrzeliłaś właśnie najbardziej mściwego faceta jakiego znam, tylko dlatego, że chciał mnie ugodzić nożem?
   - Ja nie wiem czemu tak zrobiłam – wyjąkałam. – Spanikowałam i … strzeliłam, ale ja nie chciałam rozumiesz?!
  - London ja Cię nie obwiniam! – Malik również podniósł głos. – Chcę tylko zrozumieć dlaczego mnie … obroniłaś.
   Zdębiałam. Myślał, że go obroniłam? Ale ja go … W sumie to go obroniłam. Tak, obroniłam go. Zawdzięczał mi życie! To on powinien płakać  a nie ja. Jednak to ja postrzeliłam człowieka nie on. Ale zawdzięczał mi życie! Obroniłam go!
   Podciągnęłam katar, po czym otarłam opuszkami palców dolne kąciki moich oczu. Uniosłam powoli głowę, napotykając wzrokiem twarz chłopaka. Nie wiedziałam nadal czy moje serce nie potrafi się uspokoić z powodu wrażeń w ciągu ostatnich godzin czy też może obecności Malika.
   - Ja nie wiem. – odparłam.
  - Oj Evander. – jęknął Zayn posyłając mi coś na kształt niemrawego uśmiechu. – Nie masz pojęcia w jakie właśnie gówno się wpakowałaś.
   - Co? – albo zaczynałam majaczyć albo on to naprawdę powiedział. – O czym ty mówisz?
   - Mama Ci nigdy nie mówiła, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? – prychnął kruczowłosy, starając ze wszelkich sił ukrywać swój strach.
   - O czym ty mówisz?! – podniosłam głos. Z sekundy na sekundę zaczynałam wątpić, że krew jeszcze dopływa do moich kończyn pozwalając wykonać mi jakikolwiek ruch. Chyba, że to dezorientacja i paraliż wewnętrzny były odpowiedzialne za nieposłuszeństwo mojego ciała. – O co tutaj chodzi Malik?
   - Powiem Ci tylko jedną rzecz blondyneczko – zgrzytałam zębami na tę okropne określenie. No i co, że jestem blondynką? – Postrzeliłaś w ramię najbardziej niebezpiecznego i mściwego faceta jakiego znam. Jedynym plusem jest to, że stracił przytomność uderzając się o blat jak upadł po strzal. Jak się zorientuje co się stało będzie mnie osądzać i  w tym trafi na ciebie. – nie wiem czy przemawiał sarkazmem czy mówił poważnie. – Przynajmniej będziemy wiedzieć kiedy odseparować się od Coneza.
   - Ale czemu odseparować? – jęknęła. – Co ja mu …
   - Kurwa London! – przerwał mi chłopak zrywając się z stolika.  – Jakby wiedział od razu, że to ty w niego strzeliłaś w dodatku w mojej obronie, zabiłby Cię na miejscu!
   - Błagam powiedz, że żartujesz. – mruknęłam histerycznie się śmiejąc. On żartuje. Chce mnie tylko nastraszyć, dać nauczkę …
   - Wiesz księżniczko istnieje jeszcze ta ciemna strona życia. – mruknął. – I dzięki swojej głupocie się tam znalazłaś.
   - Ale mówiłam Ci już, że nie chciałam! – krzyknęłam.
   - A ty myślisz, że chciałem zrobić wszystkie rzeczy, których żałuję? – chłopak był tykającą bombą. – Czy ty wiesz co zrobi mi twoja mama jak się dowie, że wciągnąłem Cię w to?
   - Czyli moja mama wie, że jakiś facet chce Cię zabić? Czy wie, że chodzisz po burdelach i masz coś wspólnego z bronią?! – wrzasnęłam. Malik uniósł głowę po czym obejrzał każdy milimetr mojego ciała. Nawet nie zorientowałam się kiedy moje policzki oblały się purpurą. Spuściłam wzrok, aby nie speszyć się jego czekoladowymi tęczówkami.
  - Po pierwsze, to co teraz wymieniłaś to nic w porównaniu z tym co tak naprawdę wie o mnie twoja mama. – szepnął jednak wściekłość przemawiająca przez jego gardło przywołał mnie o gęsią skórkę. – A po drugie nie mam nic wspólnego z bronią. – zawiesił głos. – Już nie.
   - Ja tego nie rozumiem! – krzyknęłam poirytowana. Chciałam płakać i śmiać się jednocześnie. – Ja nie mam pojęcia o co tu chodzi Zayn. Mówisz mi, że za niedługo będę musiała się ukrywać przed jakimś psychicznym facetem, którego postrzeliłam w ramię, żeby obronić ciebie?!
   - Żeby tylko. – mruknął.
   - CO?! – wrzasnęłam. Strugi łez zaczęły cisnąć mi się do oczu. – Ale, jak? O co tu chodzi?! Wytłumacz mi to wszystko, skoro mnie w to wciągnąłeś?!
  - Ja Cię wciągnąłem?! – krzyknął. Zaczęłam szybciej oddychać. – To ty pojechałaś za mną bo musiałaś zaspokoić twoją cholerną ciekawość, prawda? Księżniczka London musi wszystko wiedzieć, nie?
  - Tylko nie „księżniczka”! – usiadłam z powrotem na sofie i schowałam twarz w dłoniach. Kilka chwil później płakałam głośno. – Powiedz mi o co tu chodzi! – poprosiłam. – Chcę tylko wiedzieć o co tu chodzi Zayn.
   Czułam na sobie wzrok kruczowłosego. Stał nieruchomo już od jakiegoś czasu. W pewnym momencie poczułam falę ciepła uderzającą w mój bok. Otworzyłam posklejane ze łzami i rozmazanym tuszem powieki i zorientowałam się, że Zayn Malik trzyma mnie w swoich objęciach.
   - Na razie będzie lepiej, jeżeli nic nie będziesz wiedziała. – szepnął, niekontrolowanie muskając płatek mojego ucha. Pod dotykiem jego kształtnych warg zadrżałam. Mogłabym przysiądź, że chłopak uśmiechnął się widząc moją reakcję.
  - Jak mam teraz normalnie funkcjonować skoro będzie na mnie czyhał jakiś psychopata z chęcią morderstwa mnie i ciebie, skoro nie mam o niczym bladego pojęcia.
   - Evander. – westchnęłam głośno, napawając się jego bliskością. Zapomniałam, że właśnie narobiłam sobie masę problemów przez niego. Liczyło się to, że jestem w jego ramionach.  – Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. Obiecuję.
   - Dlaczego Ci ufam? – chciałam zadać sobie te pytanie w myślach, jednak wypowiedziałam je na głos. Poczułam rozluźniający ucisk chłopaka. NIE!
  - Dlaczego mnie intrygujesz?
   Cała poczerwieniałam. Jednym pocieszeniem był fakt, że Malik nie mógł zobaczyć mojej twarzy ponieważ przytulał mnie od tyłu. Musiał to powiedzieć na głos, nie? Nie mógł zostawić tego dla siebie? Musiał brać przykład ze mnie i mówić co mu ślina na język przyniesie? A niech Cie, Zayn.
   - Będziesz się jeszcze długo czerwienić czy jak? – zapytał, a ja roześmiałam się histerycznie. Z jednej strony byłam załamana tą całą chorą sytuacją a z drugiej strony cieszyłam się jak dziecko, że jestem zamieszana w coś z moim nowym współlokatorem. 
   - Zawsze jesteś taki bezpośredni?
   - Zazwyczaj tak. – wypuścił mnie ze swojego objęcia, po czym wstał i odchrząknął. – Byłaś kiedyś aresztowana?
   - W życiu. – odparłam odgarniając włosy zza ucha. – Moja mama jest związana z sądem, więc nawet nie myślałam o tym.
   - Chelsea mnie zabije. – wymamrotał, przecierając dłonią swoje czarne włosy.
   - A kto powiedział, że moja mama musi się dowiedzieć? – zasugerowałam, na co otrzymałam piorunujące spojrzenie.
   - Jak zapuka taki wielki mięśniak z gnatem w ręku i spyta się Chelsea, gdzie jej córeczka, jak myślisz, nie domyśli się niczego? – rzucił sarkastycznie. 
   - Może on zapomni. – mruknęłam cicho, jednak chłopak usłyszał to. Zaczął się nerwowo śmiać, przyprawiając mnie o gęsią skórkę.
   - No jasne, pewnie, że zapomni. – napomknął sarkastycznie. – Przecież codziennie ktoś w niego strzela w tym samym momencie co chce mi przetrzepać skórę. Przecież on o tym zapomni. – machnął lekceważąco ręką. – A nie czekaj, on nie zapomni! Jak się dowie, że to ty bez zastanowienia skręci Ci kark albo strzeli Ci w głowę! Bo wiesz czemu?! – ryknął. – Bo takiego czegoś się nie zapomina London.
  Nie wiem co wywołało u mnie kolejną dawkę łez. Jego podniesiony ton czy raczej poczynania związane z przyszłościowymi zamierzeniami „mojej ofiary”. Ponownie schowałam twarz w dłoniach. To mnie przerosło! Jego krzyki i ten … plan wydarzeń dotyczący mojej osoby. Ja tak nie chciałam. Dlaczego nie mogę cofnąć się w przeszłość i wszystko naprawić?!
   - Hej, hej London. – chłopak uniósł moją głowę i trzymając mój podbródek zmusił mnie, abym patrzyła na niego. Starł delikatnie łzy z moich policzków. – Przepraszam, nie powinienem na ciebie krzyczeć i … - jego przeprosiny nie pomogły, bo tak naprawdę uświadomiłam sobie, że naraziłam się na ogromne niebezpieczeństwo. Wpakowałam się w ogromne tarapaty chcąc tylko poznać prywatne życie mojego współlokatora.
   - Ej, blondyneczko, nie płacz. – poprosił. Jednak nawet jego skrucha nie potrafiła pohamować moich łez. – Skończ płakać. Dawaj pomyśl o czymś miłym.
   - Czyli o czym? – załkałam, starając wymazać z pamięci wszelkie obrazy dotyczące Coneza.  Bezskutecznie.
  - Nie wiem. – zaśmiał się nerwowo. – Powiedz mi jakie jest twoje największe marzenie czy coś?
   - Serio? Teraz? – zaśmiałam się  przez łzy. Ten to wie, o co zapytać, pomyślałam uśmiechając się do chłopaka.  – Chciałabym pocałować Adama Lamberta.
   - Ale to gej, nie? – zapytał zmieszany, na co parsknęłam śmiechem. Kiwnęłam twierdząco głową. Mimo, że był homoseksualistą był niesamowicie przystojny – A może jakieś realistyczne czy coś?
  - Od jakiegoś czasu myślę nad tatuażem na łopatce. – wyznałam cicho czekając aż chłopak zacznie się ze mnie śmiać. Jednak zamiast wybuchu śmiechu, na twarzy Zayna pojawił się uroczy uśmiech. Uroczy kompletnie nie pasujący do maski kryminalisty, pod którą jak się okazało ukrywał przede mną. Ten chłopak potrafił być czuły.
   - Zaraz wracam. – mruknął chłopak i za nim zdążyłam zaprotestować zniknął na schodach. Pewnie tam poszedł się pośmiać ze mnie. W sumie nie dziwię się. Tłusta świnia chce mieć tatuaż. Przecież to komiczne. To nie moja wina, że jestem jaka jestem. Staram się być chudsza, ale to nic nie daje. Zawsze będę tłustą świnią a na dodatek z kryminalnymi aktami. Nic tylko skoczyć z mostu.
   - Ta dam! – głos chłopaka wyrwał mnie z moich nieprzyjemnych myśli. Obróciłam się i ujrzałam chłopaka trzymającego profesjonalną maszynkę do robienia tatuaży. Otwarłam buzię ze zdziwienia, kiedy czarnowłosy usiadł obok mnie na sofie.
   - Ale? Skąd? Jak?
   - Jednym sposobem, żeby nie narobić sobie gnoju w poprawczaku jest podlizywanie się albo pokazanie innym swojego talentu. – wyjaśnił Malik. – Okazało się, że umiem robić całkiem niezłe tatuaże i wyrobiłem sobie tam no wiesz … renomę.
   - Tatuujesz? – zapytałam nie ukrywając zaskoczenia. – Czyli te rysunki to były …
   - … szkice. – odparł za mnie. – Których i tak nie powinnaś widzieć.
   - Sory. – mruknęłam. – Ale to jest mój dom, więc miałam prawo.
   - Nie wkurzaj mnie Evander. – mruknął wkładając rękawiczkę. – A teraz ściągaj bluzkę.
   - ŻE CO PRZEPRASZAM?! – krzyknęłam, odsuwając się od niego jak oparzona. Co on chciał zrobić ze mną? W życiu bym nie obnażyła się przed nim specjalnie, zwłaszcza, że nie mam na sobie nic ze wyszczuplającej bielizny. Ani rajstop czy body.
   - Chcesz na łopatce tatuaż nie? – wspomniał. – Chcąc nie chcąc musisz ściągnąć bluzkę, żebym miał pole do manewru na twojej skórze, blondyneczko.
   - Ale ja nie ściągnę przed tobą bluzki bo …
   - … tak, tak. – przerwał mi wywracając oczami. – Bo nie masz wyszczuplających Cię portek czy coś? Nie rusza mnie to, więc ściągaj te bluzkę jak chcesz tatuaż za darmo.
   - Jak możesz?! – krzyknęłam. – Nie wiesz jak to jest, więc siedź cicho!
   - Owszem nie wiem jak to jest mieć obsesję na punkcie swojego ciała, żeby doprowadzić go do stanu anorektycznego. – mruknął obojętnym tonem. – A teraz poważnie, jak nie ściągniesz tej bluzki to drugi raz o tatuaż się nie będę prosił.
   - Ale Zayn, ja …
  - Wierz mi,  inne dziewczyny posikały by się ze szczęścia, że mogłyby paradować przede mną w samym staniku. – uśmiechnął się łobuzersko.
   - Dupek. – mruknęłam ściągając bluzkę. Tak, siedziałam przed nim teraz w samym staniku uwydatniającym moje duże piersi. Nie miałam na sobie żadnej wyszczuplającej bielizny. Tylko stanik, spodnie i moje prawdziwe ciało. A najdziwniejsze było to, że nie wstydziłam się. Za pierwszym razem kiedy mi się przyglądał myślałam, że zapadnę się pod ziemię ze wstydu, a teraz … nawet mnie to usatysfakcjonowało. Gdyby rodzice o tym wiedzieli …
   - Fajne dołeczki w plecach Evander. – zagwizdał Malik, a ja przewróciłam oczami.
   - Mógłbyś nie patrzeć na mnie tylko robić ten tatuaż. – jęknęłam.
   - Muszę na ciebie patrzeć bo ten tatuaż robię na tobie, blondyneczko. – mruknął , po czym poczułam wbijającą się igłę. Na początku bolało, jednak z sekundy na sekundę ból przeistoczył się  w przyjemne mrowienie. – Nie ruszaj się London.
   - Nie zapytasz nawet jaki wzór bym chciała? – zapytałam, martwiąc się co mi tam maluje.
   - Powiedzmy, że wiem co Ci chodzi po głowie. – założyłabym się o moje piękne czerwone Alfa Romeo , że Zayn właśnie mrugnął. Uśmiechnęłam się sama do siebie zdając sobie sprawę, że mu zaufałam. Zaraz na mojej łopatce powstanie rysunek na zawsze, a ja nawet nie zareagowałam, że Malik „spróbuje” trafić w mój gust.
   - Wymyśliłeś co powiesz mojej mamie?  - zapytałam po chwili dosyć długiej ciszy pomiędzy nami. Nie wiedziałam jak lubi pracować Zayn. W skupieniu czy też może w „hałasie”.
   - Kiedy dowiem się co zamierza robić Conez, kiedy wydobrzeje, powiem twojej mamie prawdę, w tym, że stanę w świetle winowajcy.
   - Co masz na myśli, „kiedy Conez wydobrzeje”?  - zapytałam zaskoczona. – I czemu wciśniesz mojej mamie kit, że ty jesteś winny temu?
  - Mamy jakiś tydzień spokojnego życia, bo potem Conez zacznie szukać mnie i … ciebie. – nie musiałam na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że znowu się zamartwia.
   - A co z tym, że staniesz w  świetle winowajcy? – zacytowałam go.
   - Nie możemy dopuścić, żeby taka wzorowa córeczka jak ty miała coś wspólnego z Policją. – zaśmiał się. – Już ja o to zadbam.
   - Ale skoro Conez będzie chciał mi coś zrobić i zrobi to Policja się dowi…
   - Conez Ci nic nie zrobi! – warknął.
  - Ale mówiłeś przecież, że …
   - Chciałem Cię nastraszyć, żebyś już nigdy za mną nie jechała, jasne? – mruknął oschle. Mruknęłam ciche „okej” i postanowiłam już nic nie mówić.
   Zaczęłam sobie to wszystko układać dając w spokoju tworzyć Zaynowi tatuaż. Według Malika mieliśmy tydzień „spokoju” od Coneza, ponieważ on powinien w tym czasie … wracać do sił. Jednak po tym okresie miało zacząć się piekło. Conez prawdopodobnie zacznie szukać Malika i natknie się na mnie. Zapewne szybko się dowie, że to ja do niego strzeliłam i wtedy …
   W sumie nie wiem co wtedy. Nie mam pojęcia jaki wymyśleć scenariusz. Iść z tym na Policję i wkopać w siebie samą za użycie broni. Tak szczerze, to nic by mi nie zrobiliby, ale wkopałabym Zayna a on przecież walczy z moją mamą o prawo uzyskania wolności.  A propo mojej mamy, historia Zayna była w porządku, tylko z jednym małym „ale”. Nie mógł zwalić całej winy na siebie. Przecież to ja byłam odpowiedzialna za to wszystko. Wiem, że chce dobrze, ale nie może postawić mnie w świetle „małej bezbronnej dziewczynki”!
   Uświadomiłam sobie, że narobiłam sobie niezłego syfu w życiu. I prawdopodobnie nie było żadnego wyjścia, żeby to odkręcić. Byłam skazana na porażkę.
   - Teraz będziesz udawać obrażoną dziewczynkę?  - zapytał Zayn, nadal tatuując mi prawą łopatkę. Uśmiechnęłam się lekko starając powstrzymywać łzy.
  - Myślałam, że mnie nie lubisz. – odpowiedziałam cicho. Nie chciałam tego powiedzieć. O nie! Zamierzałam mruknąć „Myślałam, że lubisz pracować w ciszy”. Ale nie! Ja powiedziałam coś innego. Podjęłam tematu uczuć.
   - Evander. – zaczął powoli. – Nie znam Cię, żeby mówić co w tobie lubię.
   - Wiem.
   - Ale mogę Ci powiedzieć, że w życiu nie spotkałem tak irytującej i głupiej blondynki jak ty. – przewróciłam oczami. – Głupia blondynka była aluzją do twoich potyczek z bronią.
   - Zorientowałam się. – mruknęłam. Moich uszu dobiegł chichot chłopaka. Zanim zdążyłam wyzwać go w myślach, przyłapałam się na uśmiechaniu.
   Ty tępa Idiotko!
   - Opowiedz coś o sobie. – poprosił. Gdyby nie fakt, że mnie tatuował i nie mogłam się ruszać, spojrzałabym na niego jak na Idiotę.
   - Po co? – zapytałam niepewnie.
   - Czyja wiem? – znowu mówił z sarkazmem. – Żeby zabić czas. Umilić mi robotę albo przestać myśleć o Conezie. Nie wiem.
   - Okej. – westchnęłam po czym wsunęłam niesforny kosmyk włosów za ucho.  – Mam siedemnaście lat, mieszkam tu od urodzenia. Chodzę do szkoły średniej, gdzie jestem popularna. Mam dwóch oddanych przyjaciół, Kierana i Polly.
   - Kierna? – przerwał mi, wspominając imię przyjaciela nie ukrywając zdumienia.
   - Tak. – potwierdziłam. – Kieran jest w moim wieku – byłam pewna, że Zayn wstrzymał oddech dlatego nasunęło mi się te bezpodstawne pytanie – Znasz go może?
   - Nie. – zaprzeczył beznamiętnie. – Mów dalej.
   - Co Ci mam jeszcze powiedzieć? – zaczęłam bawić się paznokciami. – Nie jestem dobra z przedmiotów ścisłych, uwielbiam moje auto jak i kolor zielony. Bardzo lubię Paramore i nie cierpię marchewek.
   - Strasznie przydatne informacje, wiesz? – rzucił sarkastycznie, na co parsknęłam śmiechem.  – A co z chłopakami?
   - Po co Ci to wiedzieć? – purpura znowu zagościła na mojej twarzy. Czemu chciał to wiedzieć ? Jaki mam stosunek z płcią przeciwną ? No po co to mu do życia …
   - Ciekaw jestem. – odparł. – No gadaj.
   - Jestem singielką. – odparłam czekając na wybuch śmiechu. Bezskutecznie. – Jestem w centrum zainteresowania i wiem, że mnóstwo chłopaków się we mnie podkochuje, ale … jakoś tak ja nie interesuje się nimi. – podkochiwali się w tej sztucznej Londnon, ale uznałam, że Zayn nie musiał o tym wiedzieć.
   - Czekasz na księcia z bajki?
  - Raczej na gościa, który zaakceptuje to jaka jestem na prawdę. – wymamrotałam prawie szepcząc.
   - Chcesz faceta, który zaakceptuje twoje wady i zalety, prawda? – zdębiałam. Naprawdę zdębiałam. Gdzie się podział ten bezczelny i arogancki kryminalista? A tak, zmienił się w słodkiego i troskliwego chłopaka z boskim wyglądem!
   - Dzisiaj o takiego ciężko. – westchnęłam.
   - Wystarczy się rozejrzeć blondyneczko. – mruknął beznamiętnie. Podejrzewam, że skupiał się na teraz poważnie na tatuażu.
   - Jesteś pewnie wciąż otaczany przez długonogie brunetki, więc nie wiesz, jak to jest.
   - Evander. – zawiesił głos. – Od piętnastego roku życia byłem w poprawczaku. Wiesz mi, panienki nie siedzą mi w głowie.
   - Czyli czekaj, ty nigdy … - zżerała mnie ciekawość, ale  w ostatniej chwili pohamowałam się. Gdybym zapytała to już by była przesada.
   - Chcesz zapytać czy się całowałem? – parsknął śmiechem. – Czy miałem dziewczynę? Czy uprawiałem seks?
   - No mniej więcej. – odparłam czerwieniąc się.
  - Mała, nie masz pojęcia co wyprawiałem na przepustkach. – odparł uwodzicielskim tonem. A to narcyz …
   - Niech zgadnę. – zaczęłam. – Najpierw czarujesz, stawiasz drinki a na koniec wieczoru idziesz z wybraną panną do łóżka. A rano ciebie już nie ma i nigdy więcej nie widzisz tej laski na oczy, prawda?
   - Mniej więcej. – odparł. – Ale ty nie udawaj takiej cnotki Evander.
   - Przeginasz Zayn.  –mruknęłam, wstydząc się przed samą sobą. Szczerze to zakonnica miała bardziej rozwinięte nocne życie niż ja w tych … kwestiach.
   - Oj nie próbuj mi wmówić, że jesteś grzeczną i potulną dziewicą. – zażartował, jednak cisza z mojej strony wyjaśniła mu chyba sprawę. – Serio Evander? Nigdy?
   - Możemy o tym nie mówić?  - zapytałam poirytowana. Nie miałam takich problemów kiedy gadałam o tym z Polly, ale przy Zaynie się krępowałam. Ja się znowu przy nim wstydziłam!
  - Ale czemu? – zastanawiał się na głos. Przewróciłam oczami. Uparty dupek. – A! Już wiem czemu.
   - Możemy zmienić temat? – zapytałam drżącym głosem. Musiał poruszyć ten temat, nie?
   - Nasza mała blondyneczka uważana za Panią popularną jest tak naprawdę zakompleksioną i płaczliwą dziewczynką. – powiedział Malik. Nie wiedziałam czy to była obelga czy co, ale strasznie zabolała. – To dlatego przeglądałaś się wtedy w lustrze.
   - Skończ. – szepnęłam, przecierając oczy. Poczułam jak nakłuł mocniej igłę w moją skórę.
   - Widziałem jak Chelsea składała takie beżowe … body. – mruknął. – Za pewne to liczne z twoich wyszczuplających „strojów”.
   - Sprawia Ci to przyjemność, że naśmiewasz się  z mojej wagi? – wybełkotałam przez łzy. Igła przestała kuć moje ciało, a w miejscu gdzie przed chwilą odczuwałam mrowienie pojawiło się odczucie wilgoci.
   - Skończone. – powiedział uradowany. Odskoczyłam od niego jak oparzona i narzuciłam na siebie bluzkę. Starłam łzy opuszkami palców, po czym spuściłam głos.
   - Nie chcesz zobaczyć mojego dzieła? – zapytał posyłając mi łobuzerski uśmiech. Podciągając katar podeszłam do ogromnego lustra, wiszącego w przedpokoju. Stanęłam do niego tyłem i odgarnęłam włosy z prawej strony. Zsunęłam bluzkę i moim oczom ukazał się piękny, drobny, utrzymywany w szarych odcieniach motylek ukazujący swoje urozmaicone skrzydła przyozdobione ślicznymi wzorami na zaczerwienione skórze. To było takie śliczne, że zapomniałam na chwilę, że byłam zła na Zayna.
   - Podoba się? – w odbiciu dostrzegłam kruczowłosego opierającego się o framugę drzwi. Obróciłam się do niego i posłałam ciepły uśmiech w ramach podziękowania, zasłaniając ramię skrawkiem materiału. – Dlaczego to robisz?
  - Co? – zapytałam pocierając moje popuchnięte oczy.
   - Nosisz jakieś wyszczuplające pierdoły? – rzucił. Pierwszy raz zrobiło mi się wstyd. Może dlatego, że osoba z zewnątrz się o tym dowiedziała. O moim problemie z wagą wiedziała tylko moja mama i Polly. Nikt więcej. – Po co Ci to London?
   - Ślepy jesteś? – zapytałam głupio wciągając brzuch. – Jestem brzydka i gruba!
   - To teraz ja zapytam, głupia jesteś? – spojrzał na mnie karcąco, po czym podszedł do mnie i potarł moje ramiona. – Ile ważysz?
   - Myślisz, że Ci powiem? – warknęłam z trudem powstrzymując łzy. Dzisiaj już dość wypłakałam przed chłopakiem, pomyślałam. – Nie znamy się. – zacytowałam go.
   - Wpakowaliśmy się razem w gówno, mamy przesrane na całej lini, twoja matka mnie zabije jak się dowie, że zrobiłem Ci tatuaż i naraziłam na niebezpieczeństwo, a ty mi nie chcesz powiedzieć ile ważysz?! – był zły. – O taką pierdołę się wkurzasz i jesteś cała czerwona, bo zapytałem Cię tylko o wag…
  - Siedemdziesiąt cztery kilogramy. – przerwałam mu. Mój głos zadrżał. – Jesteś szczęśliwy? Teraz wiesz ile waży ta brzydota nakładająca dziennie tonę makijażu! Mam nadzieję, że Cię usatysfakcjonowałam tym faktem!
   Chciałam udać się do swojego pokoju, porządnie wypłakać, ale Zayn zacisnął swoje ręce na moich ramionach. Uniósł mój podbródek, abym spojrzała mu  w oczy. Pierwszy raz nie miałam na to ochoty.
   - Powiem to tylko raz, więc posłuchaj. – syknął. Cisnęłam w niego piorunami. – Robisz problemy z niczego! Masz obsesję na punkcie swojej wagi i wyglądu.  Ale robisz wielki błąd, zważając na to, a wiesz czemu?
   Pokręciłam głową. Powiedział to wszystko ostrym tonem a ja miałam wrażenie, że śpiewa dla mnie. Mówił ze złością, ale tak dokładnie zważał na to co mówi.

   - Bo jesteś kurwa piękna pod każdym względem Evander. 

_______________________________________

   Pomimo nieskładności i wielu inny błędów, mój ulubiony rozdział jaki napisałam w tej historii.
   Dziękuję, za ciepłe komentarze.
  Isiia.