piątek, 16 sierpnia 2013

Chapter - Two

     Od zawsze uwielbiałam przeglądać się w lustrze. Jednakże za każdym razem kiedy patrzyłam w swoje odbicie, doznawałam rozczarowania. I tak w kółko. Za każdym razem kiedy podchodziłam do lustra miałam nadzieję, że ujrzę piękną dziewczynę, ale wtedy rzuca mi się w oczy odbicie mojej sylwetki i wszelkie nadzieje prysną. Kogo widzę w odbiciu ? Nie zbyt wysoką blondynkę z pofalowanymi włosami, sięgającymi jej do ramion. Jej zaokrąglona twarz o śniadej karnacji, nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jej malinowe usta sprawiają wrażenie nie dopasowanych i nie kompletnych. Mały zgrabny nosek gubi się na jej twarzy, pokrytej sporą ilością podkładu, aby zatuszować niedoskonałości. Jej intensywnie zielone duże oczy, obramowane krótkimi rzęsami w odcieniu blond, które zawsze pokryte są grubą warstwą tuszu, też nie wywierają na ich właścicielce wrażenia.
   Westchnęłam, wkładając niesforny kosmyk włosów za ucho. Wmawiałam sobie, że ta dziewczyna, którą widzę w lustrze to nie ja. Ktoś inny. Przeniosłam wzrok na swoją tuszę. Masywne uda jak i wylewający się tłuszczyk z majtek, obrzydzały mnie. Nie ukrywałam przed samą sobą, że nie byłam chudą dziewczyną z idealną figurą. Moi rodzice twierdzili, że moja tusza była w sam raz. Ani nie za duża, ani nie za mała. Jednak ja cały czas widziałam siebie jako grubą, obleśną nastolatkę. Aby zatuszować moją wagę nosiłam wyszczuplające body oraz rajstopy. Odkąd zaczęłam nie zadowalać się swoją wagą, nakładałam odpowiednie ubrania, maskujące moją figurę. W tym, nie nosiłam sukienek, spódniczek czy krótkich szortów. Zawsze miałam na sobie długie rurki, ze ściągaczami w pasie, które sprawiały wrażenie moich „chudych” nóg, które były iluzją wyszczuplającej bielizny. Nienawidziłam swojego ciała. Każdy milimetr był dla mnie ohydny i obleśny. Gdyby ktoś wiedział, że popularna London Evander, wygląda tak, każdy straciłby do mnie szacunek i respekt. Nie mogłam dopuścić, żeby ktokolwiek dowiedziałby się o mojej wadze.
   Tak. Byłam zakompleksioną dziewczyną, która wśród znajomych i mieszkańców, była uważana za pewną siebie i śmiałą dziewczynę. Może tak było. Nie wiem. Szczerze, nie znałam prawdziwej siebie. Byłam inna w otoczeniu rówieśników, a inna w zaciszu domowym. Jak byłam naprawdę ? Sama bym chciała wiedzieć …
   Głośne chrząknięcie sprowadziło mnie z powrotem w realny świat. Odruchowo obróciłam się w stronę drzwi, w których ujrzałam mojego nowego kruczowłosego współlokatora, opierającego się o framugę otwartych drzwi mojego pokoju, jak gdyby nigdy nic. Ignorując przyśpieszony rytm serca oraz skok cieśnienia w moim ciele przyłożyłam do piersi, bluzkę leżącą najbliżej lustra, gdyż byłam w samej bieliźnie. Czułam jak z sekundy na sekundę moja twarz nabiera intensywniejszego koloru czerwieni, pod wpływem wstydu.
   - Nie umiesz pukać ? – warknęłam, nie nawiązując z nim kontaktu wzrokowego. Wpatrywałam się w jego buty, co chwilę przyłapując się na wspinaniu mojego wzroku do jego nieziemskich tęczówek.
   Chłopak nic nie powiedział. Uniosłam lekko głowę do góry, aby spojrzeć na niego w pełnej krasie. Opierał się bezczelnie o framugę z skrzyżowanymi rękoma. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Rozbawienia, zawstydzenia czy dezorientacji. Jego czekoladowe tęczówki bez żadnego pohamowania wpatrywały się w moją osobę, co stawiało mnie w jeszcze bardziej kompromitującej sytuacji niż byłam. On mnie widział w samej bieliźnie. Widział wszystko to, czego się wstydziłam i za wszelką cenę ukrywałam. A Bóg wie, ile mi się przypatrywał.
   - Nie możesz sobie wchodzić do mojego pokoju, kiedy chcesz ! – podniosłam głos, aby zaznaczyć, że jestem zła. Chociaż fala wstydu zajmowała większą połowę mojego ciała. – Łazienka jest obok szafy. – dodałam, wskazując mahoniowe drzwi, mieszczące się obok dużej, ziemistej szafy. Chłopak nie wykazując najmniejszego zamiaru konwersacji ze mną, kiwnął lekko głową, po czym zniknął w pokazanym mu przeze mnie miejscu. Kiedy zostałam sama w pokoju, miałam ochotę pisnąć, jednak nie mogłam, bo mój nowy współlokator usłyszałby to. Przetarłam oczy, rozmazując pewnie przy tym mój makijaż i naciągnęłam na siebie luźny T-shirt w odcieniu fioletu oraz dresowe spodnie. Ignorując łzy, cisnące mi się do oczu, ułożyłam się na łóżku. Kiedy byłam mała poprosiłam tatę, aby namalował mi na suficie kwiatki. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Tata wynajął ekipę malarską, aby przy ozdobiła mój sufit pięknymi malunkami, wijących się róż, płynących lili, oraz zdmuchiwanych mleczów. Mieszanka kwiatów stwarzała genialny efekt. Tata zawsze mi powtarzał, że jestem wyrazista jak róża, piękna jak lilia oraz delikatna jak mlecz. Kiedy byłam dzieckiem rozśmieszało mnie to, a teraz chciałam, aby to była prawda.
   Zayn wyszedł z łazienki, głośno zamykając drzwi przez co wyprostowałam się na łóżku. Chłopak miał na sobie tylko szare, luźno opadające spodnie dresowe. Nie mogłam powiedzieć, że chłopak był w pełni umięśniony. Miał potężny i wyraźny zarys mięśni, zarówno na brzuchu jak i na ramionach. Ale nie był potężnie umięśniony. Dodatkowo miał mnóstwo tatuaży. Na klatce piersiowej, na plecach, na obojczykach i jak już wcześniej zauważyłam na rękach. Jak można tak świetnie wyglądać, zapytałam samą siebie po czym odwróciłam wzrok w stronę okna, zasłoniętego brązową zasłoną. W pokoju panowała idealna cisza, podczas, której słyszałam swoje nierówne oddechy jak i oddechy chłopaka, które sprawiały wrażenie tak samo nierównych jak moje.
   - Dzięki. – lekka chrypka wymieszana z brytyjskim akcentem przyprawiła mnie o dreszcze. Odwróciłam się do chłopaka, aby sprawdzić czy nie przesłyszałam się. Jednak on już opuścił mój pokój, zamykając dokładnie drzwi. Zorientowałam się, że mam otwartą buzię z wrażenia. Ten pruderyjny, bezczelny, nie mający za grosz pojęcia co to prywatność, chłopak właśnie mi podziękował ? Zwrócił się do mnie jego seksownym i jakże męskim barytonem. Szybkim krokiem udałam się do łazienki, cały czas odtwarzając sobie w głowie, jego głos.
   Wziął prysznic, podsumowałam w myślach, widząc jeszcze mokrą posadzkę dookoła prysznica oraz drzwi pokryte parą. W łazience roznosił się zapach męskich żeli do kąpieli. Zdjęłam T-shirt i wrzuciłam go do kosza na brudne ubrania. Tak samo postąpiłam z bielizną i spodniami. Nalałam sobie gorącej wody do wanny, po czym zanurzyłam się wodzie, napawając się muskaniem piany mojej skóry.
   Odświeżona i ubrana w pidżamę, opuściłam łazienkę i usiadłam na łóżko z komórką w ręce. Odblokowałam urządzenie w celu sprawdzenia nowych wiadomości bądź nie odebranych połączeń. Niestety, nic z tych rzeczy nie zastałam.
   Westchnęłam głośno, po czym opadłam na łóżko. Odłożyłam telefon na stoliku nocnym i zgasiłam lampę. Przekręciłam się na drugi bok i zamknęłam powieki. Mimo, że starałam się zasnąć, sprawę komplikowały czekoladowe tęczówki.
   Co chwilę przyłapywałam się na myśleniu o tym całym Zaynie. Co on takiego w sobie miał, że nie potrafiłam wypędzić go z mojej głowy ? Zachował się wobec mnie arogancko, bezczelnie mnie podglądał i za grosz nie miał do mnie szacunku. A przecież ma tu mieszkać ? Czemu mnie to cieszy ? To tylko kolejny podopieczny mojej mamy, który za kilka tygodni wyjedzie i przyjedzie następny. Mój nowy współlokator to kolejny zadufany w sobie egoista, myślący, że jest chodzącym cudem świata. Jednak, kruczowłosy ma coś w sobie, co sprawia, że nie potrafię przestać o nim myśleć. Kiedy odtworzyłam dźwięk jego głosu w głowie, miałam ochotę się rozpłynąć. Przeszywały mnie dreszcze, kiedy przypominałam sobie jego czekoladowe oczy, obramowane wachlarzem długich i czarnych rzęs.
   Jeszcze żaden chłopak nie wyparł na mnie takiego wrażenia. Jeszcze o żadnym nie myślałam non stop, od poznania. Wiedziałam, że Zayn nie jest dla mnie, ale coś mnie do niego ciągnęło. Ale ja tego nie chciałam …
   Chciałam. Chciałam mieć z chłopakiem jak najwięcej wspólnego. Poznać go. Przekonać się jaki jest naprawdę. Spędzać z nim czas ! Ale wiedziałam, że nie mogę. Bo to by pokomplikowało kilka spraw. Pierwszorzędną była moja obawa przed głębszym uczuciem.

________

   Rażące promienie słoneczne, opadające na moją twarz, wybudziły mnie ze błogiego snu. Przetarłam leniwie oczy i usiadłam wyprostowana na łóżko. Przeczesałam palcami włosy do tyłu i zamrugałam kilkakrotnie. Kiedy byłam już w pełni przytomna i wybudzona, chwyciłam za telefon. Zegarek wskazywał dziewiątą siedemnaście. Zauważyłam, że mam jedną nie przeczytaną wiadomość od Polly. Bez zastanowienia, zabrałam się za nadrabianie kontaktu z przyjaciółką :
   „Cześć London. Przepraszam, ale dzisiaj nie możemy nigdzie iść. Wczoraj na imprezie Kieran pobił się z Markiem. Kiedy przyjechała policja zakończyć imprezę, Kieran połamał Markowi nos, i tak aresztowali tego pacana za pobicie. Prawdopodobnie dzisiaj wyjdzie, ale wolałabym poczekać tu z nim. Przepraszam Cię strasznie.
Polly xoxo”
   Wywróciłam oczami. Kieran znowu wybuchł agresją. Mój przyjaciel czasami nie potrafił zahamować swoich odruchów, które często kończyły się  w taki sposób. Było mi szkoda Polly, ponieważ rudowłosa zawsze wspierała Kierana w takich chwilach i próbowała mu pomóc. Niestety na marne. Kiedy brunet się wkurzył, nic nie było w stanie go uspokoić.
   „Wszystko w porządku. Przykro mi ! Mogłaś zadzwonić, kiedy go zabrali. Na jakim posterunku jesteś ? Postaram się do godziny być.
                                                                                                                                London xoxo”
   „Na Dicken Call. Przydałoby mi się wsparcie. Ewentualnie jakaś kofeina.”
   Nie odpisując przyjaciółce na sms`a, wyskoczyłam z łóżka i pędem rzuciłam się do łazienki, gdzie miałam w planach „zrobić” się na człowieka. Po jakiś dwudziestu minutach, wkładałam na siebie wyszczuplające body. Upewniłam się, że dobrze leżą, i włożyłam czarne rurki. Naciągnęłam na siebie biały T-shirt z nadrukiem Nirvany, jeansową kurtkę, po czym wsunęłam trampki. Przejrzałam się w lustrze. Zatuszowałam po raz kolejny jakieś osiem kilo i byłam z tego czynu bardzo zadowolona. Wrzuciłam komórkę do torebki i wyszłam z pokoju. Skierowałam się na dół, gdzie pewnie i tak nikogo miało nie być.
   Tym razem, moja intuicja mnie zawiodła. Moja mama siedziała na kanapie wśród sterty papierów. Obok niej siedział Zayn z rozczochranymi włosami i brązowej koszulce. Wydawał się być jednocześnie znudzony, ale i zainteresowany. Ten chłopak był jedną wielką zagadką.
   - Cześć mamo. – przywitałam się cicho. Starałam się z wszelkich sił, nie patrzeć na chłopaka. – Umówiłam się z koleżanką na zakupy. Będę po południu, dobrze ?
   - Na trzecią masz być w domu, London.  – rzuciła. Po tonie jej głosu, zorientowałam się, że jest zdenerwowana. Nie chciałam się jej pytać, o co chodzi, przez względu na obecność naszego nowego współlokatora.
  Nasunęłam okulary przeciwsłoneczne na nos, i udając, że niczego nie zauważyłam, wyszłam z domu. Porozmawiam z nią na osobności kiedy wrócę, obiecałam sobie  w duchu przekręcając kluczyki w moim samochodzie. Odpaliłam wóz, i wyjechałam z podjazdu, skręcając w lewo. Ustawiłam GPS, na Dicken Call, po czym pogłośniłam radio. Jednak nawet moje ulubione nuty, nie potrafiły wypędzić czekoladowych tęczówek z mojej podświadomości.
   Kilkanaście minut później przechodziłam przez mury Posterunku Policji w Cardiff niosąc kubek gorącej latte dla mojej przyjaciółki. Szukałam wzrokiem rudowłosej piękności. Po chwili ujrzałam jej burzę loków zasłaniających jej twarz. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Pogładziłam ją po plecach. Nastolatka uniosła głowę i spojrzała na mnie. Na jej twarzy malował się nie pokój i wyczerpanie.
   - Ile tu już jesteś ? – zagadnęłam podając jej latte. Polly podciągnęła nosem.
   - Jakieś szesnaście godzin. – odparła biorąc spory łyk kofeiny. – Dziękuję, że przyjechałaś.
   - Mogłaś zadzwonić od razu, a nie dopiero teraz. – zganiłam ją, na co rudowłosa zaśmiała się lekko. – Kiedy wypuszczą Kierana ?
   - Do trzydziestu minut. – odparła. – Gdyby nie fakt, że Mark ma połamany nos to już dawno bylibyśmy w domu.
   - Trzymają go tak długo tylko ze względu złamanego nosa ? – zapytałam. Przecież to było absurdalne. – Polly coś mi tu nie pasuje.
   - Mnie też nie, ale nic więcej nie wiem. – powiedziała zrezygnowanym głosem. – Nie jestem nikim z rodziny, więc nic mi nie mogą powiedzieć.
   Polly oparła głowę o moje kolana. Zaczęłam gładzić jej piękne włosy. Starając się wymazać z myśli wszelkie kazania, które sprawię Kieranowi, skupiłam się na korytarzu wyczekując naszego zbrodniarza. Chwilę potem zza drzwi wyłoniła się ledwo żyjąca postać Kierana. Chłopak miał odstające włosy, potargane ubrania oraz ogromne podkowy pod oczami. Momentalnie zrobiło mi się szkoda przyjaciela.
   - Idzie do nas. – szepnęłam rudowłosej na ucho. Polly natychmiast wstała i obróciła się w stronę Kierana. Kiedy tylko ujrzała swojego chłopaka rzuciłam mu się na szyję. Chłopak zamknął ją w potężnym uścisku.
   - Przepraszam Polly. – mruknął jej do ucha po czym oplatając ręką jej talię podszedł do mnie. Wstałam i przywarłam do chłopaka. Czułam jak jego ręka wędruje po moich plecach.
   - London, ja nie chciałem i …
   - Wszystko jest w porządku Kieran. – przerwałam mu i uśmiechnęłam się szeroko. Odwzajemnił uśmiech, który kosztował go pewnie wiele wysiłku zważając na to, że wyglądał jak trup. – Chodźcie zawiozę was do domu.
   Bez słowa wyszliśmy z Komisariatu i skierowaliśmy się do samochodu. Wiedziałam, że moi przyjaciele są zmęczeni dlatego nie zaczynałam żadnej konwersacji. Ściszyłam radio i skupiłam się na drodze, co chwilę patrząc w tylnie lusterku. W odbiciu widziałam zasypiającą Polly, która wtulała się w tors Kierana.
   - Polly, jesteśmy. – mruknęłam łagodnym głosem. Zaparkowałam pod mieszkaniem rudowłosej. Polly przemazała oczy rozmazują cały makijaż , który i tak stracił swój urok po nie przespanych godzinach. Moja przyjaciółka musnęła usta swojego chłopaka, podziękowała mi i chwiejnym krokiem wyszła z samochodu. Czekałam, aż wejdzie do mieszkania aby odjechać. W tym samym czasie co Polly zniknęła za drzwiami, Kieran usadowił się na przednim siedzeniu tuż obok mnie.
   - Cos ty nawyrabiał Wilson ? – zapytałam odjeżdżając spod mieszkania rudowłosej. Kieran westchnął głośno i przejechał dłonią po włosach.
   - Mark chciał prochy. – powiedział, a ja o mało co nie zahamowałam blokując ruchu.
   - PROCHY ?! – krzyknęłam. – Siedzisz w prochach Idioto ?!
   - Co ? Nie, London. – sprzeciwił się. – Mark myślał, że handluję i poprosił mnie o kredyt. Ja mu powiedziałam, że nie mam nic wspólnego z narkotykami. On mi nie uwierzył i zaczął mi grozić, że jeżeli mu nie załatwię prochów to mnie załatwi. Wkurzył mnie dlatego go uderzyłem. Poszarpaliśmy się trochę i kiedy złamałem mu nos weszła Policja. On zaczął drzeć ryja, że jestem dilerem i takie tam. Polly nic nie słyszała i tak ma zostać. Nie dałaby mi spokoju, gdyby się dowiedziała, że byłem przesłuchiwany w sprawie narkotyków.
   - Na pewno, nie masz nic wspólnego z prochami ? – zapytałam wyłączając silnik przed jego obskurną klatką, gdzie mieszkał z rodzicami.
   - Przysięgam Evander. – spojrzał mi w oczy. – Nikt nie może się dowiedzieć, a zwłaszcza Polly !
   - Jeżeli nie masz nic wspólnego z narkotykami nikt się ode mnie niczego nie dowie. – obiecałam. – Ale uważam, że powinieneś powiedzieć o tym Polly. Należy się jej prawda zwłaszcza po tym jak zamartwiała się o ciebie całą noc.
   - Powiem jej. – szepnął i położył dłoń na klamce. – W swoim czasie.
  - Trzymam Cię za słowo Wilson.
   - Dziękuję London. – szepnął i wyszedł z auta. Za nim wszedł do klatki pomachał mi. Odmachałam mu i odpaliłam silnik.
  Kieran i narkotyki ? Nie. Może i sprawiał takie wrażenie, ale nie był taki. Nie był aż tak głupi. Owszem palił, pił, imprezował ale nie ćpał a co gorsza nie handlował. To dobry chłopak, a ja mu ufałam i wierzyłam w jego nie winność.
   Zaparkowałam przed Centrum Handlowym, gdzie postanowiłam zakupić nową parę rajstop przeznaczonych dla osób takich jak ja. Czyli dla odrażających grubasów.
  Po godzinnym wybieraniu odpowiedniego koloru rajstop zakupiłam trzy pary, po czym skierowałam się samochodem do domu. Kiedy zajechałam na miejsce, wyszłam z samochodu i poszłam otworzyć drzwi. Kiedy tylko przekroczyłam drzwi domu, usłyszałam donośne krzyki dochodzące z salonu. Zastałam tam wykłócających się rodziców oraz … Zayna. Co on do jasnej cholery miał do gadania w kwestiach rodzinnych ?
   - Jak mam zaufać chłopakowi co siedział w poprawczaku Chelsea ?! – krzyczał mój tata. – Tu chodzi o naszą córkę !
   - Ja mu ufam Conrad ! – sprzeciwiła się moja mama.  –To powinno Ci wystarczyć !
   - Ale tu chodzi o London a nie o zaufanie do tego gnojka ! – ojciec wskazał na Zayna, który bezczelnie opierał się o ścianę. Miał znudzony i wzgardzony wyraz twarzy.
   - Mnie się też nie uśmiecha niańczyć twojej córeczki. – warknął chłopak, na co dźwignął mi ciśnienie. Zadufany dupek bez krzty godności, pomyślałam i weszłam do salonu.
   - Co tu się dzieje ?! – przerwałam kłótnie. Wszyscy spojrzeli na mnie.
  - Widzisz córeczko. – zaczęła nie pewnie mama od razu przechodząc do rzeczy. Wiedziała, że nienawidzę „obijania w bawełnę”. – Tata i ja musimy jutro wyjechać na parę dni a ty masz szkołę i …
   - Już nie raz zostawałam sama w domu, więc w czym problem ? – przerwałam jej, a moja rodzicielka zmieszała się. Tata prychnął gniewnie, a chłopak zacisnął ręce w pieści.
  - Pod naszą nie obecność …  pomieszkasz razem z Zaynem. – wyjąkała.
  - ŻE CO ?!




 __________________________

 Mam nadzieję, że drugi rozdział wam się spodoba. Wiążę z tą historią duże plany dlatego zależy mi na waszej opinii. Liczę na komentarze, które przybliżają was do nowego rozdziału  (a trójka będzie bardzo "zaskakująca").
Spam pod rozdziałam będzie usuwany - osoby chcące tylko zareklamować swój blog zapraszam w odpowiednią rubryczkę.
Isiia.